Pieszo na czas przełomu

"Pieszo" - reż: Anna Augustynowicz - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Na "Pieszo" w reżyserii Anny Augustynowicz w Teatrze Wybrzeże czekaliśmy ponad rok, ponieważ realizacja spektaklu została przeniesiona z poprzedniego sezonu na obecny. Ascetyczny wizualnie spektakl pomimo kilku świetnych scen pozostawia jednak poczucie sporego niedosytu.

Gdańska premiera zaniedbanego nieco na polskich scenach Sławomira Mrożka to rzadka dzisiaj próba zmierzenia się z siłą słowa. Anna Augustynowicz podjęła się przeniesienia na scenę "Pieszo" - dramatu mówiącego o nas w obliczu wielkiej zmiany. Gdyby reżyserka nie nadużyła środków formalnych, byłby to bardzo dobry spektakl. 

Koniec wojny zawsze wiąże się z początkiem nowego życia. Mrożek wykorzystując czas wielkiej transformacji, jakim był koniec II wojny światowej zawarł w tekście istotne spostrzeżenia na temat naszej mentalności. Jak przyjmujemy gruntowną zmianę w naszym życiu? Czy jesteśmy na nią gotowi? 

Anna Augustynowicz właśnie ten trop podjęła najchętniej. W charakterystyczny dla siebie sposób rezygnuje z widowiskowej scenografii na rzecz czarno-białych obrazów. Na niemal pustej obrotowej scenie obserwujemy postaci dramatu Mrożka. Wszyscy trwają w wielkim oczekiwaniu. Nikt nie wie czego może się spodziewać po nowej rzeczywistości - lepiej zaczekać aż "nowe" samo do nas przyjdzie. Dlatego spektakl toczy się w niespiesznym, miejscami ponad miarę rozwlekłym tempie. 

Czekamy więc na postaci dramatu, które pojawią się dopiero, gdy kamień-pocisk na obrotowej scenie okrąży ją dookoła. Później wyłonią się bohaterowie, a wraz z nimi ich osobiste, ale uniwersalne historie - Baba (udana kreacja Moniki Chomickiej) szmugluje bimber w czerwonym wózku, ciągnąc ze sobą córkę - Dziewczynę (Dorota Androsz), która jest w ciąży, bo "kto przychodził to brał". 

Uprzejmy Nauczyciel (Grzegorz Falkowski) cierpi na brak osobowości. Snujący pseudofilozoficzne monologi arystokrata Superiusz (Mrosław Baka) i jego towarzyszka Pani (Dorota Kolak) uciekają, choć sami nie wiedzą po co i przed kim. Co jakiś czas przemkną jeszcze zdemobilizowani i zdemoralizowani żołnierze - Porucznik Zieliński (grający gościnnie Hubert Zduniak) i Drab (Krystian Wieczorka). Tylko Syn (kolejna bardzo dobra rola Piotra Domalewskiego) ma przewodnika w postaci swojego Ojca (Grzegorz Gzyl). Wszyscy oni stoją w kolejce po nowe, bliżej niesprecyzowane życie. 

Anna Augustynowicz nie pozwala zapomnieć o obecnych w tekście Mrożka śladach wojny. Manifestują ją m.in. głuche odgłosy wystrzałów, przyciemnianie światła w momentach "wybuchów". Motyw śmierci wyrasta jednak ponad proste skojarzenie z wojną. Ubrani na czarno bohaterowie przywodzą na myśl postaci z teatru śmierci Tadeusza Kantora, z których najbardziej Kantorowski jest Grajek (Piotr Chys) z pobieloną twarzą, trzymający smyczek, który przez cały czas ostrzy niczym brzytwę. To istny mistrz ceremonii, demoniczny dyrygent umarłego świata. Jego postać reżyserka wyposaża w fizyczność żołnierza (powstańca?). 

Tekst Sławomira Mrożka brzmi doniośle, ale jego siłę osłabia sama reżyserka stosując niepotrzebne, pretensjonalne chwyty. Poprzez warstwę dźwiękową (pohukiwania, jęki, stękania), do spektaklu niepotrzebnie wkrada się patetyzm. 

Augustynowicz nadużywa też maszynerii sceny, która raz kręci się w lewo, raz w prawo, albo dookoła. Nie wystarczy jej ustawienie rzadkich kulis zza których widać aktorów przygotowujących się do wejścia na scenę. W pewnym momencie ukazuje ściany teatru, na siłę podważając teatralność sceny. 

Pomnikowy miejscami patos zubaża język Mrożka pozbawiając go właściwej mu przenikliwej satyry podszytej absurdem. Świadoma użytej tonacji serio, Augustynowicz umiejętnie wspomaga się twórczością innych absurdystów. Scena na ławie wyjęta z "Łysej śpiewaczki" Ionesco, czy zapożyczony od Becketta paradoks czekania z "Czekając na Godota" należą do najmocniejszych punktów przedstawienia. Świetnie wygląda również spotkanie Superiusza oraz Kleopatry z Panią i Nauczycielem, gdzie jedyny raz w całym spektaklu funkcjonuje komizm sytuacyjny. 

"Pieszo" Mrożka w interpretacji Anny Augustynowicz urzeka plastycznością ascetycznego wyraźnie inspirowanego Kantorem obrazu, porażając jednocześnie przesadną dosłownością formy. Ta klasyczna realizacja z pewnością zadowoli przeciwników tzw. młodego teatru. Wydaje się jednak, że autorka staje się zakładnikiem własnych realizacji, w których formalny rygor niebezpiecznie zbliża się do zwykłego anachronizmu. 

Finałowe słowa Ojca skierowane do Syna "człowiek ma być uczciwy i tyle" brzmią rozpaczliwie nieprzekonująco. Jako konkluzja zamykająca spektakl stają się gorzkim wyrzutem skierowanym do nowego świata. Choćby dlatego mimo wszystko warto wsłuchać się w nie uważnie.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
13 czerwca 2009

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia