Pieszo w nową rzeczywistość

"Pieszo" - reż: Anna Augustynowicz - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

"Pieszo" to jeden z najciekawszych spektakli, zaprezentowanych podczas festiwalu "20 lat po Klątwie. Teatr Anny Augustynowicz". Stanowi on realizację dramatu Mrożka, opublikowanego w "Dialogu" w 1980 roku i jest owocem współpracy reżyserki z gdańskim Teatrem Wybrzeże

Akcja sztuki przypada na przełomowy dla Polski moment – pod koniec drugiej wojny światowej, kiedy to rozstrzygają się polityczne losy państwa i wyłania się jego nowy kształt. Bohaterami dramatu nie są jednak żołnierze ani ważne postaci historyczne, tylko zwykli ludzie, dla których – tak jak dla Conchisa z „Maga” Fowlesa – „wojna [jest] psychozą, spowodowaną nieumiejętnością zrozumienia wzajemnych zależności. Nieumiejętnością ustosunkowania się […] do nicości, do śmierci”. Przemierzający zaminowane bezdroża uciekinierzy pragną jedynie ocalić życie. Nie zamierzają włączać się do trwającego konfliktu, nie chcą też nawiązywać między sobą głębszych relacji. Zaszczuci przez bezlitosną rzeczywistość, która zamieniła bliską im, znajomą przestrzeń w pełne niewybuchów pustkowie, wolą przeżywać wojnę „z osobna”. Ograniczają swój świat do własnych małych tragedii. Bohaterowie wyraźnie odcinają się więc od znaczących historycznych „graczy”. Podekscytowana Baba (świetna kreacja Moniki Chomickiej) interpretuje dosłownie zasłyszaną gdzieś informację, mówiąc, że „Hurhil spuścił się na spadochronie, żeby zobaczyć jak to u nas jest”, po czym stwierdza: „może on tu nawet gdzieś siedzi w krzakach”. Daje w ten sposób wyraz swojej niewiedzy i niezorientowania w sytuacji, kreśląc karykaturalny obraz prostego ludu, niezdolnego do zrozumienia wojennych zawiłości.

Postacie początkowo wstępują na scenę parami, by ostatecznie skupić się wokół wąskiej ławki, ustawionej przy stacji kolejowej. W tym miejscu „udziela się im” absurd wojny. Oczekując na pociąg – wyimaginowaną szansę ucieczki do lepszego świata – zachowują się jak bohaterowie dramatu Becketta. Czekają na Godota, nie mogąc pogodzić się z faktem, że ów nigdy nie nadejdzie. Przejście w nową rzeczywistość uniemożliwia jarzmo historii, symbolizowane przez ciążę zgwałconej Dziewczyny (Dorota Androsz) oraz przez za ciasne buty, utrudniające Synowi (Piotr Domalewski) marsz. Uciekinierzy pogrążają się w marazmie, z którego tylko na chwilę wyrywają ich odgłosy bomb i przelatujących odrzutowców. Superiusz (w tej roli doskonały Mirosław Baka) ogłasza „stypę, wesele i chrzciny”, a przybywający na uroczystość Grajek (Piotr Chys) otumania wszystkich swoją muzyką, każąc im wirować w chocholim tańcu. Zahipnotyzowane postacie biorą udział w onirycznej orgii, która pozwala im się zatracić i „oczyścić”. Nieudane próby podobnego oczyszczenia podejmował wcześniej Superiusz, prosząc Panią (Dorota Kolak), by ostrzyła brzytwę tak długo, aż ta zniknie. Jednak dopiero chaotyczny taniec oraz towarzysząca mu orgia pozwoliły bohaterom zapomnieć o cierpieniach wojny. Odrzucić balast historii i przygotować się na to, co nadejdzie.

Spektakl operuje minimalistyczną, lecz bardzo znaczącą scenografią. Ławka, stare drewniane skrzynie oraz łuski po bombach ustawione są na obrotowym kole, które od czasu do czasu kręci się wraz z aktorami. Kiedy w trakcie sztuki odtwarzane są przedwojenne piosenki, jego obroty przypominają ruch gramofonowej płyty. Koło, poruszające się w czasie marszu Ojca (Grzegorz Gzyl) i Syna przez zaminowany las, akcentuje zaś niestabilność znajdującego się pod ich stopami gruntu. Zakreśla też przestrzeń, w której bohaterowie zmuszeni będą odtąd błądzić. Ich czarne, zniszczone stroje przypominają o bliskości śmierci, czającej się za każdym drzewem i sprowadzającej człowieka do roli tropionej zwierzyny.

Warto zauważyć, że w trakcie spektaklu kilkakrotnie zapalane są światła na widowni. Aktorzy zwracają się wtedy wprost do publiczności, sugerując widzom uniwersalność wypowiadanych przez siebie kwestii. Pojawiające się w sztuce łyżworolki (symbol pędzącej na oślep nowoczesności), na których wjeżdża na scenę Kleopatra, uwspółcześniają dramat, akcentując wejście bohaterów w nowy „wspaniały” świat.

Spektakl kończy się prostym, dydaktycznym pouczeniem, by zawsze być uczciwym i brać rzecz „od środka”. Odniesione do zakłamanej, powojennej rzeczywistości traci ono jednak swój optymistyczny wydźwięk. Jest wyrazem beznadziejnego losu jednostki, której uczciwość w świecie politycznych machinacji wydaje się naiwnością.

Agnieszka Moroz
Dziennik Teatralny Szczecin
27 grudnia 2011

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia