Piłkarski poker bis na Euro 2012

rozmowa z Januszem Zaorskim

Janusz Zaorski to nie tylko reżyser filmowych hitów "Piłkarski poker" i "Matka Królów". To także znakomity reżyser teatralny. Będzie się można o tym przekonać już niebawem, bo w teatrze w Jeleniej Górze szykuje premierę sztuki "Jesteśmy braćmi?"

Krzysztof Kucharski: Zasiedziałeś się trochę w Jeleniej Górze. Tak ci tu dobrze? 

Janusz Zaorski: Bardzo. Nie spodziewałem się, że może tu być tak pięknie. To musi być jakiś szokujący bałagan w komunikacji społecznej, bo w Polsce centralnej, skąd przybyłem jeszcze przed wakacjami, nikt o tym nie wie, że ta Kotlina Jeleniogórska to taka piękność natury. 

Myślisz, że to wynika z braku zainteresowania czy złej promocji. 

- Najważniejsze jest zainteresowanie. Skoro ja wiem, ile jest zamków nad Loarą, a nie wiem, ile jest zamków i pałaców u mnie w Polsce, w Kotlinie Jeleniogórskiej, to coś jest nie w porządku To jest jakiś gigantyczny paradoks. Wydawało mi się, że jestem człowiekiem kulturalnym, który jak gąbka chłonie wszystkie wieści kulturalne, a okazuje się, że coś mi umyka... 

A już wiesz, ile jest tych zamków i pałaców w pięknej kotlinie w dorzeczu rzeki Bóbr? 

- To jest fenomen na skalę europejską. Na tak niewielkim obszarze jest aż dwadzieścia dziewięć pałaców i zamków. W związku z tym w niedziele i poniedziałki, gdy nie musiałem jechać do Warszawy, to zostawałem i zwiedzałem, co tylko się dało z wielką pasją. Te często sięgające średniowiecza i renesansu budowle są, oczywiście, w bardzo różnym stanie, ale wiele jest pięknie odnowionych. 

Przyjechałeś tutaj jednak nie w celach turystycznych, jak wszyscy wiedzą. Wiedzą też, że masz zrobić wspaniały i mądry spektakl w teatrze, który ma za sobą traumatyczne przejścia. Zaczęło się od tego, że Bogdan Koca wygrał konkurs na dyrektora teatru w Jeleniej Górze. 

- Zaczyna się ciekawie. Gdy wygrał, zaczął się szybko rozglądać, kto mógłby w tym teatrze reżyserować. Miał nawet dla mnie sztukę, którą chciał, żebym zrobił. Ja się zgodziłem, ale pod warunkiem że wysłucha, co mi od jakiegoś czasu chodzi po głowie. Rozumiałem doskonale, że Bogdan niedawno wrócił do kraju po wielu latach i wszyscy będą mu się bardzo przyglądali. Starałem się wczuć w jego sytuację. Zastanawiałem się, co ja bym na jego miejscu zrobił. 


Oglądałeś "List" Fredry w reżyserii Krzysia Pulkowskiego? 

- Oglądałem i wydaje mi się, że to był bardzo dobry początek dla nowego dyrektora w urokliwym dworku Czarne, gdzie ten spektakl jest grany. 

A co ci chodziło po głowie od jakiegoś czasu? 

Zawsze chodzi mi tam parę rzeczy. Przypomniałem sobie o sztuce 

Ronalda Harwooda "Odbita chwała". O Harwoodzie pewnie wszyscy wiedzą, że był nominowany dwukrotnie do Oscara za scenariusze do filmów "Garderobiany" i "Pianista". 

Zmieniłeś Harwoodowi tytuł? 

W Polsce ta sztuka raz była grana jako "Odbita sława", raz jako "Odbita chwała", ja zaproponowałem tytuł "Jesteśmy braćmi?" i uzyskałem zgodę zarówno autora, jak i tłumacza. To jest trzyaktowy dramat trwający trzy godziny. Autor rozprawia się z różnymi brytyjskimi problemami, które polskiego widza niekoniecznie muszą zajmować. Ja wypreparowałem z tej sztuki konflikt między braćmi. Jeden z nich jest biznesmenem i restauratorem, a drugi dramaturgiem, reżyserem i aktorem. Ten drugi nie ma na tyle wyobraźni, by wymyślać nowe, oryginalne fabuły swoich sztuk, więc przetwarza fakty i postaci, które spotyka w życiu. Najczęściej bohaterami jego sztuk jest jego najbliższa rodzina. Brat protestuje. Pyta, dlaczego z naszego ojca zrobiłeś alkoholika, przecież on wypija zaledwie kieliszek dziennie dla zdrowotności... 

Nie rozpędzaj się, niech tę historie opowiedzą aktorzy. 

- Słusznie, krótko tylko dodam, że chcemy się zastanowić wspólnie z widzami, jakie są granice sztuki. Do jakiego stopnia może ona naruszać czyjąś prywatność. Nie tak dawno pewna piosenkarka celebrytka zrobiła sobie sesję fotograficzną na ciepłym jeszcze grobie swojego ojca i wzięła za to pieniądze. Kiedyś coś takiego nie przyszłoby nikomu do głowy. Czasy się zmieniają, warto więc przez chwilę wspólnie zastanowić, czy na lepsze? W imię jakiej prawdy? W imię czego? Sztuka dzieje się w teatrze. To jest tak, że artysta ma zawsze racje. Ten problem nie dotyczy tylko artystów, ale wielu ludzi, którzy uprawiają różne zawody. 


Niech zgadnę, dyrektor Koca zagra dramaturga. 

- I widzisz? Myślisz schematami. Zagra biznesmena i restauratora, żeby on nie myślał schematami, które dobrze zna. 

Myślę, że lekcję jeleniogórską starannie już odrobiliśmy, to teraz możemy przestać udawać, że nie jesteśmy kibicami sportowymi i Ty nie masz na koncie głośnego filmu "Piłkarski poker". Czy ktoś Cię jeszcze nie pytał, dlaczego nie nakręciłeś "Piłkarskiego pokera bis"? 

- Ja miałem gotowy scenariusz siedem lat temu, kiedy wybuchła ta afera. Pomyślałem, że nie mogę zrobić tego filmu, kiedy się zorientowałem jakiej to nabiera dynamiki, tym bardziej że obawiałem się, iż to będzie znów jedyny na wiele lat film, który poruszy ten temat. Tamten scenariusz wylądował w koszu. Teraz rzeczywiście od roku, mniej więcej, spotykamy się z Jankiem Purzyckim, autorem scenariusza i dalej pracujemy. Ja bym sobie jednak życzył, żeby premiera tego filmu odbyła się tuż przed Euro 2012. 

To chyba fajne uczucie, kiedy się dotknie tematu, który ciągle żyje i jest ważny. 

- Nieskromnie dodam, że przynajmniej dwa jeszcze takie filmy nakręciłem, które wytrzymały próbę czasu. "Piłkarski poker" miał silny akcent publicystyczny, a ja myślę o .Awansie" według Redlinskiego, który zdecydowanie wyprzedził swój czas, bo wtedy my w tej pażdzierzowej komunie nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, czym jeszcze można kupczyć... 

A drugi to pewnie "Matka Królów", który jest ponadczasowy i przeleżał na półce pięć lat... 

- To historia rodziny Królów, charyzmatycznej matkii jej trzech synów. Jakkiedyś policzyłem dostałeś za ten film 15 nagród, w tym dziesięć zagranicznych. 

- "Matka Królów" w wymiarze historycznym pewnie też, ale ja niedawno oglądałem mój "Pokój z widokiem na morze" razem z młodzieżą... 

Wtrącę tylko, że film ma trzydzieści dwa lata. 

- Oni, oczywiście, nie odebrali tej politycznej otoczki czasów, w których ten film powstawał, dla nich był to wielki okrzyk przeciwko samotności, która doprowadziła młodego człowieka do próby samobójczej. Ci młodzi ludzie też czują się samotni, szkoła się nimi nie interesuje, z rodzicami nie mają kontaktu, sami muszą się uporać z wieloma problemami. 

Jeden zbohaterów filmu, który próbuje uratować samobójcę, doktor psychologii, nazywa się Krzysztof Kucharski... 

- ... i grał go Piotr Fronczewski, a spierającego się z nim profesora Leszczyńskiego Gustaw Holoubek. Spierali się o prawo ingerencji w czyjąś wolność wyboru i osobowość. 

Już wiemy, że na nowego "Piłkarskiego pokera" będziemy czekać, a co nakręcisz wcześniej? 

- Od kilku lat pracuję nad filmem "Syberiada polska". Scenariusz jest gotowy, to jest historia Polaków, których 10 lutego 1940 roku Stalin kazał wywieźć na Syberię. Ich losy są bardzo wzruszające. To nie jest jednak film o przegranych. Jego bohater po latach wraca do Polski. Nie pokonał go generał Mróz ani generalissimus Stalin.

Krzysztof Kucharski
POLSKA Gazeta Wrocławska
8 października 2009
Portrety
Zofia Szleyen

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Nastazja wychodzi za mąż
Krzysztof Babicki
Kameralny spektakl o namiętnościach n...