Piosenki niewidzialnych

"10 politycznych piosenek" - reż. Michał Zadara - Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Czy Polska jest miejscem przyjaznym dla imigrantów? Jak się im w niej żyje i czy w Warszawie można znaleźć ślady wielokulturowości? Takie pytania stawia najnowszy spektakl Michała Zadary wystawiany w stołecznym Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Zadara poszukując śladów wielokulturowości zaprowadza swoich widzów do budki z kebabem. Niepozorne, tandetne bary szybkiej obsługi doskonale wtopiły się w rodzimy krajobraz, a chodzenie na tzw. "Turka" już dawno stało się standardem tutejszego jadłospisu. Kebab to przy tym jedno z nielicznych miejsc, w których tak powszechnie stykamy się z obcymi kulturami, nie mając zresztą pojęcia choćby i o tym, że same restauracje tego typu niewiele mają wspólnego z tureckością. Skład etniczny tej branży byłby w stanie ożywić dowolne z uogólnień towarzyszących stereotypom właściwym zachodniej wyobraźni i jej konstrukcji, orientalizmowi, znajdziemy tutaj bowiem nie tylko mieszkańców krajów arabskich i świata muzułmańskiego, ale też znacznie szerszego geograficznie obszaru. Oprócz Jemeńczyków i obywateli Bangladeszu, równie często będą to Wietnamczycy. W ten oto sposób sztuka Zadary i Anny Czerniawskiej traktuje zjawisko imigracji zdecydowanie szerzej, aniżeli przez soczewkę obejmującą wyłącznie jeden z jej typów.

Spektakl, który jak deklarują jego autorzy, powstał w oparciu o autentyczne wypowiedzi pracowników warszawskich kebabów, zbiera ich odmienne doświadczenia. "10 politycznych piosenek" snuje niemalże dokumentalne opowieści o zabawnych nieporozumieniach w komunikacji z Polakami, nudzie towarzyszącej imigracji i odwiecznemu problemowi właściwemu nie tylko wszystkim współczesnym nomadom, ale także i ich osiadłym już na stałe potomkom: niejednoznacznościom własnej tożsamości i podejściu społeczeństwa, obcości zarówno wobec pozostawionej już ojczyzny, jak i nowego otoczenia.

Im dalej, tym opowieść staje się posępniejsza, a zabawne historie rzadsze. "Niewidzialni", zyskujący dzięki spektaklowi głos pracownicy barów przestają sypać anegdotami o niezrozumiałym życiu Polaków w ciągłym pośpiechu. Ich niewidzialność zyskuje nowe wymiary, stając się marzeniem o braku kontroli ze strony policji i groźby deportacji, czy represji w ośrodkach dla imigrantów będących w rzeczywistości więzieniami - przebywa się w nich bez przestępstw w ośmioosobowych celach z prawem do godziny spaceru na dobę. Niewidzialni więźniowie granic Unii Europejskiej mogą być poddawani pobiciom i molestowaniu seksualnemu, pozbawieni prawa do kontaktu z organizacjami obrony praw człowieka, nikt nie zauważy specjalnie ich sytuacji. Wreszcie niewidzialność ta to i bezkarność służb porządkowych, przywołana dzięki sprawie Maxwella Itoyi, zastrzelonego przez bezkarnego policjanta na nieistniejącym już targowisku przy Stadionie Dziesięciolecia. Sprawa stała się głośna, chociaż nie doczekała się niczego ponad umorzenie z braku dowodów, a w jej medialnych opisach dość skrupulatnie omijano obywatelstwo "nigeryjskiego handlarza z polskim paszportem".

Stosunkowo mało tutaj radykalizmu. Życie imigrantów w spektaklu Zadary jest najeżone przeciwnościami losu, ale jednak przede wszystkim nudne, szare, pozbawione dramatycznych niebezpieczeństw. Najwięcej krzywdy zaznają nie od zwykłych Polaków, tutaj przeważa obojętność osób traktujących ich jak powietrze, ale barier prawnych. Na szczęście "10 politycznych piosenek" nie popada w sztampę dosłowności: scena dotycząca rozmowy dwójki przeciwników imigracji w kolejce po zamówienie była zbyt pociągająca, aby twórcy sztuki uniknęli włączenia jej do przedstawienia, ale jest też na tyle subtelna, aby udało im się uniknąć pułapki dosadności.

Kolejne sceny "10 politycznych piosenek " wyznaczają przywoływane w coraz bardziej ironiczny sposób artykuły polskiej konstytucji, ze szczególnym uwzględnieniem 24., opisującego zabezpieczenie prawne pracowników. Radę dają inteligentne dialogi, świetnie wypada scenografia Roberta Rumasa. Stalowa, schematyczna konstrukcja baru szybkiej obsługi to pozbawione wyrazu miejsce spotkań z walającymi się wszędzie butelkami Coca-Coli, klasycznego symbolu globalizacji i oferowanej przez nią iluzji swobodnego przemieszczania się po świecie. Bardziej niż przytulny zakątek scena przypomina klatkę, wyznaczony obszar do życia dla nieintegrujących się z resztą społeczeństwa pracowników-cudzoziemców. Godzinny spektakl jest dopracowany, a aktorzy (szczególne brawa dla Barbary Wysockiej - zwłaszcza w scenie z nożem - i Arkadiusza Brykalskiego) świetnie wypowiadają inteligentny tekst ilustrowany ruchami doskonale oddającymi pracę w kebabie. Drażni chyba jedynie sztampowy pomysł obsadzenia jedynej cudzoziemki w obsadzie jako głosu wypytującego obcokrajowców o ich warunki życia w Polsce.

Przedstawieniu brakuje też nieco wspólnego mianownika, szkoda, że Piosenki nie układają się w wyraźniejszą całość, pozostając w gruncie rzeczy dość odseparowanymi opowieściami. Najbardziej do wyobraźni przemawia jednak fakt, jak łatwo po opuszczeniu MSN, w którym wystawiany jest spektakl, natrafić na pobliski biurowiec Rondo 1, z siedzibą Frontexu, czyli agencji ds. "ochrony" granic UE. Najbardziej prestiżowej instytucji unijnej mającej swoją siedzibę w Polsce. Słaby finał nie zabija jednak przyjemności czerpanej z oglądania tej generalnie bardzo udanej inscenizacji.

Łukasz Drozda
Lewica.pl
7 grudnia 2013

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia