Plotka, która wpadła w plastikową pułapkę

"Plotka" - reż. Tomasz Man - Teatr Zagłębia w Sosnowcu

Teatr Zagłębia w Sosnowcu wystawił Plotkę Francisa Vebera, przewrotną opowieść o tym, jak łatwo jest manipulować ludzkimi emocjami. I o tym, że bez namysłu wpadamy w sidła, zastawiane przez sprytniejszych od nas. Mimo komediowego tonu, tekst Vebera celnie obnaża ludzką skłonność do obłudy, która dziś znalazła kolejne, dla wielu nieoczekiwane, wcielenie

To, że inteligentnie wymyślona plotka może komuś zaszkodzić, lub (równie często!) pomóc, wiedziano już w starożytności. To, że we współczesnym świecie nie wypada być homofobem, to zjawisko całkiem świeżej daty. Veber sprytnie połączył obydwie prawdy w pozornie prostą historię. Oto pewien Francuz, broniąc się przed zwolnieniem z pracy, rozpowszechnia informację, że jest gejem. Reakcja otoczenia przechodzi jego oczekiwania. Wszyscy - od prezesa firmy poczynając, na własnym synu pana Pignona kończąc - prześcigają się w ułatwianiu życia nowemu wcieleniu skromnego urzędnika. Pozostaje jednak pytanie: a co będzie, gdy Pignon zechce zrezygnować z mistyfikacji...?

Tak więc mamy nośny temat, błyskotliwą obserwację rzeczywistości, dobrze skrojone role. A mimo to przedstawienie Teatru Zagłębia trudno zaliczyć do udanych. Bo reżyser - Tomasz Man, zamiast gry niuansami i dwuznacznością, zafundował nam tylko serię krótkich skeczy. Migawkowych, powierzchownych, często pozbawionych pointy, a już na pewno komizmu. Współczuję aktorom, którzy z tych sytuacyjnych atrap musieli zbudować jakąś wiarygodność postaci. To prawda, że Plotka była najpierw scenariuszem filmowym, ale reżyser jest w teatrze między innymi po to, żeby robić przedstawienie, a nie sceniczną wersję filmu. Tymczasem koncepcja inscenizacyjna Tomasza Mana mało ma ze sceną wspólnego. Nie tylko przez niespójny układ scenek-ujęć. Także przez koszmarny pomysł scenograficzny Anetty Piekarskiej-Man, która podzieliła przestrzeń gry na dwie części. W jednej z nich postawiła zaś klatkę z pleksiglasu, w której dzieje się część akcji. Dialogi toczone w tej klatce docierają do widza w zniekształconej, przytłumionej wersji, a niby-szklane drzwi odbijają światło reflektorów, boleśnie rażąc oczy widzów. Żeby jeszcze ten zabieg miał jakiś sens! Tymczasem nie jest nawet naciąganym symbolem "przezroczystości" życia biurowego, bo klatka gra także restaurację i mieszkanie byłej żony bohatera.

Jest jednak coś, co podnosi ocenę nowej premiery Teatru Zagłębia - gra aktorów, którzy nie pozwalają się stłamsić koncepcji reżysera. Ze szkicowo nakreślonych przez niego postaci wyciągają tyle prawdy, ile się da. A w dialogach grają "na partnera", dzięki czemu ich rozmowy nie giną w psychologicznej próżni.

Adam Kopciuszewski jako Pignon i Zbigniew Leraczyk w roli nawracającego się homofoba Santiniego to świetnie skontrastowany duet, który obroni się nawet poza przedstawieniem. Tylko co to za pociecha?

Henryka Wach-Malicka
Polska Dziennik Zachodni
12 stycznia 2011

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...