Plotka to potężna broń.

"Plotka" - reż. Cezary Iber - Teatr Muzyczny w Gliwicach

Buduje, ale i niszczy. Orężem tym posługuje się także główny bohater najnowszej gliwickiej produkcji. Teatr Miejski w Gliwicach zainaugurował sezon artystyczny 2019/2020 premierą „Plotki" w reżyserii Cezarego Ibera.

Spektakl stworzony wedle scenariusza Francisa Vebera i w tłumaczeniu Barbary Grzegorzewskiej to komedia psychologiczno-społeczno-obyczajowa. Całość jest poprawna, ale bez fajerwerków. Czy spektakl powtórzy sukces „Najmrodzkiego, czyli dawno temu w Gliwicach", którym to scena ta zakończyła poprzedni sezon? Raczej nie.

Fabryka prezerwatyw. Dzień ciągnie się za dniem, a każdy z nich wydaje się taki sam – zupełnie bezbarwny. Podobnie jak bohater spektaklu – François  Pignon, księgowy, rozwodnik, życiowy nieudacznik - ignorowany przez syna, pomiatany przez apodyktyczną żonę, wyśmiewany przez kolegów z pracy na czele z Santinim... Pignon, wiodący nudny żywot to szary, niczym nie wyróżniający się pracownik. Dla podkreślenia jego beznadziejnego położenia Michalina Pawlak postanowiła ubrać go w koszulę, która posiada identyczny print jak tapeta... Bardziej wymownie już nie można podkreślić nikłego znaczenia księgowego. Nie zmieścił się nawet na pamiątkowym zdjęciu z okazji 50-lecia firmy. Jego życiorys zawodowy można streścić jednak w kilku słowach, a awans przypomina strategię zwaną „od zera do bohatera".

Pewnego dnia dowiaduje się, że jego dni w pracy są policzone i niebawem zostanie zwolniony. Informacja ta stanowi punkt zwrotny w jego życiu. Postanawia popełnić samobójstwo, ale od tego pomysłu odwodzi go sąsiad, Belone (Błażej Wójcik), emerytowany psycholog zakładowy. Zasiewa ziarno, które bardzo szybko kiełkuje w umyśle zdesperowanego księgowego. Wspólnie knują spisek, który odmieni życie szaraczka. Remedium na ostracyzm i zwolnienie jest.... przyznanie się do bycia przedstawicielem odmiennej orientacji seksualnej. W dobie hiperpoprawności politycznej i walki o równouprawnienie to najpotężniejsze oręże do walki z niesprawiedliwym systemem (na pewno w czasach powstania filmowego pierwowzoru). Jednym słowem to plan doskonały. Choć Pignon nie wierzy w jego powodzenie, udaje się! Przypadkiem jego przerobione zdjęcie trafia na stół szefa, pracownicy plotkują, wymyślają, snują hipotezy.... Domysły przekształcają się w plotkę, która krąży i zbiera żniwo, a Pignon z marginesu społecznego trafia w samo centrum zainteresowania. Jego życie nabiera wyrazu, twarz rumieńców, a grafik zapełnia się spotkaniami. Odzyskuje też sympatię syna i względy żony, a sceniczna akcja nabiera tempa. I choć jego życie się zmienia, on pozostaje sobą, „everymenem", który powtarza, że „jego największym problemem jest to, że jest nijaki".

Gliwicka realizacja „Plotki" ufundowana została na opozycji. Prym wiodą tu nudziarz i życiowy nieudacznik – Pignon (Przemysław Chojęta) oraz Santini (Łukasz Kucharzewski) - jego antyteza, mięśniak, homofob. Przemysław Chojęta idealnie wpisał się w tworzoną przez siebie kreację. Gra przekonująco. Wydaje się zagubiony, wycofany, zdezorientowany, a dzięki temu wykreowana przez niego postać jest rzeczywista. Wydaje się, że otaczają nas setki podobnych, które zamiast walczyć z wiatrakami, iść pod prąd, dryfują na wznoszących się i opadających falach ludzkiego zainteresowania.

Jednakże w spektaklu to wcale nie Pignon przechodzi prawdziwą metamorfozę, a jego zagorzały przeciwnik. O ile Chojęta idealnie odnalazł się w roli ciamajdy, który obserwuje swoje życie z bezpiecznej odległości, o tyle Kucharzewski bierze byka za rogi, zmienia się, jego postać ewoluuje. Aktor wykreował postać ciekawą, barwną, niejednorodną, wzbudzającą sympatię pomimo tego, że na początku sprawia wrażenie nieprzejednanego przeciwnika wszelkiej odmienności.

Formuła spektaklu bazuje na filmie z 2001 roku pt. „Plotka" (fr. „Le Placard"). To francuska komedia w reżyserii Francisa Vebera. Mnogość miejsc akcji (firma, dom Pignona, dom jego żony, restauracja, biuro, parada równości, szpital dla obłąkanych, polana piknikowa...), poszatkowanie fabuły, typowe dla estetyki kinowej i telewizyjnej, niekoniecznie dobrze sprawdza się w teatrze. I choć to komedia, nie wywołuje salwy śmiechu. Owszem, zdarzają się momenty rozpalające entuzjazm publiki, ale przyczyna niepowodzenia drzemie w nieaktualnej tematyce, choć pojawiają się tu także nawiązania do aktualnych wydarzeń życia społeczno-kulturalnego, w tym m.in. parada równości. Główny bohater staje na jej czele, ubrany w kapelusz będący de facto gargantuiczną prezerwatywą.

W spektaklu nie znajdziemy recepty na bolączkę trapiącą głównego bohatera. To komedia, która ma być lekka, śmieszna i przyjemna. Częściowo taka właśnie jest. Bohaterowie są nośnikami komizmu – zarówno słownego, jak i sytuacyjnego. Uśmiech mogą też budzić zabawne perypetie pracowników. Komizm z zasady ma być budowany na opozycji męski-niemęski, dlatego też ciamajdzie Pignonowi przeciwstawiony zostaje mięśniak Santini. Pojawiają się też stereotypowe wyobrażenia o mniejszościach seksualnych, którzy jakoby uwielbiają różowe, kaszmirowe swetry (ten podarowany Pignonowi przez Santiniego jest gigantyczny, przerysowany).

Zabawna formuła, lekka forma i nawiązanie do kontekstu społeczno-politycznego – to powinien być samograj, przepis na sukces. Niestety, nie jest. Okazuje się, że „Plotka" potrafi rozłożyć na łopatki niejeden teatr. Sukces filmowego pierwowzoru nie tak łatwo powtórzyć, co wykazały poprzednie realizacje tego tytułu.

Należy przypomnieć, że śląsko-zagłębiowska publiczność miała okazję zobaczyć realizację „Plotki" w 2011 roku, w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu w reż. Tomasza Mana. Wtedy scenograf użył ciekawego konceptu, bardziej wymownego sposobu artystycznego wyrazu, jakim była konstrukcja z pleksiglasu, przypominającą Panoptikon, czyli więzienie zaprojektowane przez angielskiego filozofa utylitarystę, Jeremy'ego Benthama, w którym strażnicy niewidzialni dla więźniów byli ukryci za fenickimi lustrami. I wtedy tytuł ten nie zebrał najlepszych recenzji. Trudno przebić filmowy pierwowzór, tym bardziej, gdy czyni się to niemal dekadę po premierze, gdyż nie wszystkie treści pozostają aktualne.

Wersja gliwicka także nie zapisze się w teatralnych annałach pod hasłem najlepszy spektakl roku.

Magdalena Mikrut-Majeranek
Dziennik Teatralny Katowice
19 listopada 2019
Portrety
Cezary Iber

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia