Plucie z wiatrem (europejskim)

"Trylogia", Stary Teatr w Krakowie

Na wstępie było kreowanie wydarzenia przed wydarzeniem. W "Kulturze" dodawanej do "Dziennika" wywiad z Tadeuszem Hukiem, w "Rzeczpospolitej" - z reżyserem wydarzenia, Maestro Janem Klatą

Oto co miał do powiedzenia Maestro: "Sienkiewicz zbudował mit. Iluż konspiratorów w czasie II wojny światowej nosiło pseudonimy i nazwy zainspirowane Trylogią? [...] Jako chłopak z warszawskiego Liceum Batorego niechętnie myślę o tym, że bohaterowie Kamieni na szaniec to samobójcy. Ale dla wielu pójście do Powstania na pewno miało wymiar bycia kamikadze. Boskim wiatrem". I dalej: "wolę się zastanowić, jak powinien wyglądać patriotyzm XXI wieku. I nigdy się nie zgodzę z Rymkiewiczem, który upatruje fundamentu współczesnej Polski w rzezi Powstania Warszawskiego. Miazmaty rzezi mnie nie podniecają. A źródła jego fascynacji zauważam właśnie u Sienkiewicza". Na koniec Klata - obrońca Sienkiewicza przed aktorami: "Przed aktorami Starego musiałem go bronić. Niektórzy z nich uważają Trylogię za powieść endecką, szkodliwą, miazmat, który trzeba wykorzenić z naszej tradycji". 

Już wiemy, że nie o Sienkiewicza tu chodzi, ale o tę tradycję patriotyczną, którą także komuniści określali jako "szkodliwe miazmaty". Gdyby Klata żył w czasie okupacji, czytałby raczej "Zająca" Dygasińskiego niż "Króla Ducha". Co zaś do endecji - to "niektórym aktorom" przypominam, że Sienkiewicz walczył z pruską germanizacją nie tylko w utworach literackich, ale także w publicystyce. Że oprócz wielu innych społecznych zasług (np. stypendia dla pisarzy) był także twórcą funduszu dla ofiar I wojny światowej. I wdzięczny naród, a nie żadna partia, podarował mu w podzięce Oblęgorek. 

Nie, naprawdę nie o Sienkiewicza tu chodzi. Zresztą, jak z nim "walczyć", skoro nieobecny jest w kanonie lektur zaproponowanych przez minister Hall? Od dawna też nie funkcjonuje w sferze świętości narodowych. Ataki na jego twórczość są prawie tak stare jak "Trylogia", znacznie gwałtowniejsze od umiarkowanych ocen Gombrowicza, o którym prawi w swoim wywiadzie Huk. Szkice Wacława Nałkowskiego, antysienkiewiczowska kampania Brzozowskiego - wszystko to kanon polonistycznej wiedzy. Atakując Sienkiewicza za ciepełko, letniość, połaniecczyznę itd. i przeciwstawiając jego mitologii postulat społecznego aktywizmu, umysłowej dzielności - Brzozowski miał niecałe 30 lat, za sobą wielki dorobek, w tym także lektury (w oryginałach!) najwybitniejszych powieści XIX wieku. I mocno socjalizował. Czy taki sam byłby jego pogląd na Sienkiewicza, kiedy pod koniec życia nawrócił się na katolicyzm - można wątpić. Zostawmy jednak Brzozowskiego, uznawszy w wielu punktach zasadność jego krytyki. Coś przecież sprawiło, że powstańcy warszawscy przybierali pseudonimy z "Trylogii". Czy tylko uroda stylu Sienkiewicza, czy również - jakże potrzebna w czas grożącej zagłady - siła jego mitu? Mitu, u którego podstaw legło motto: "pisać ku pokrzepieniu serc". Na to motto w noblowskiej mowie powoływał się William Faulkner, uznając, że nie ma szczytniejszego zadania dla literatury. 

Wyszłam z "Trylogii" w trakcie aktu II - "Potop". Nie będę Sienkiewicza bronić jak Częstochowy, ale Częstochowy i "Bogurodzicy" - tak. Wyszłam z okrzykiem "Skandal!", kiedy pośród parodii procesji na wałach Częstochowy (zestaw min i zachowań na poziomie przedszkola!) nagle rozbrzmiała "Bogurodzica". Są granice prowokacji artystycznej. Pani rzeźbiarz Nieznalska wieszała dla publiki genitalia na krzyżu, pan Klata "Bogurodzicę" umieścił w sitcomie pożenionym z dyskoteką - w scenie ukazującej przemawiającą Matkę Boską głowa aktorki wmontowana jest jak w kramach fotograficznych w stosowny otwór w płótnie. 

W spektaklu od początku jesteśmy na scenie przedstawiającej lazaret, wszyscy aktorzy w łóżkach, w tle obraz jasnogórski, nad sceną wieczna lampka. Towarzystwo w niechlujnych kostiumach: jakieś gacie, dresy. Niektórzy mają na rękach, na kolanach opaski - ranni. Gdzie ten lazaret? Ano może być po Powstaniu Warszawskim, którego Jan Klata nie może znieść jako elementu świadomości narodowej. Ten szpital-świątynia to my, "biedni Polacy". Biedni Polacy - antysemici. Kiedy Zagłoba posyła po chleb z pajęczyną do Żyda - wszystkie postaci z łóżek, zgodnym chórkiem skandują: do Żyda, do Żyda! 

Obrona Zbaraża odbywa się na wałach zbudowanych z łóżek, ponad które coraz to wychyli się a to szyszak, a to hełm z II wojny. Żebyś Polaku wiedział, że wszystkie twoje wojny funta kłaków niewarte, co najwyżej pierza z poduszek, które wzlatują nad Klatowym Zbarażem. 

Powtarzam, nie będę Sienkiewicza bronić jak Częstochowy - nie warto dziś powielać sądów Gombrowicza o "pierwszorzędnym pisarzu drugorzędnym". Tym mądralom, którzy jak Tadeusz Huk na Gombrowicza się powołują, przypomnę, że Gombrowicz był pisarzem eleganckim i z pewnością nie był papugą, powtarzającą cudze sądy. 

Są w "Trylogii" - a jest ich niemało - frazy zapierające dech w piersiach do dzisiaj, jak słynne kazanie księdza Kamińskiego: "Panie Wołodyjowski! Larum grają!". Owoż spektakl Jana Klaty otwiera właśnie to kazanie, w parodystycznym, naturalnie, wykonaniu Tadeusza Huka. Na tę samą ambonę wchodzi potem Azja-Jan Peszek, ogląda ją, jakby chciał przysposobić dla meczetu. Kpina z polskiej rzekomej ksenofobii czy przestroga? 

Wielki filolog Tadeusz Zieliński napisał, że kultury silne odznaczają się tym, że z humorem znoszą persyflaże, parodie swoich mitów. Dodać tu trzeba tylko: pod warunkiem że persyflaż jest równie twórczy jak oryginał. W parodii Klaty nie ma żadnej klasy. Środki artystyczne są żenujące. Paliklatyzacja teatru. Więcej: to paliklatyzacja smaku. Obrażało mnie nie tylko umieszczenie "Bogurodzicy" w tym sitcomie, cwałowanie w takt dyskotekowo przetworzonego "Boże coś Polskę", obrażał mnie sam poziom tego sitcomu. Aktorsko to przedstawienie jest cofnięciem zawodu o lata świetlne. Jak tak dalej pójdzie - jako "środki ekspresji artystycznej" będziemy mieli na scenie bełkoty, czkania, bekania itp. Z zażenowaniem patrzyłam na świetnych aktorów - Globisza, Kozaka (pamiętny ksiądz Piotr w "Dziadach" Swinarskiego!) - jak pełzają po łóżkach, bełkoczą. Globisz w pewnym momencie, "parodiując" list Chmielnickiego do króla, prawie gryzie własny język tak, aby nikt z jego tekstu nie zrozumiał nic - poza tym, że król - głupek. A pod króla głupka podstaw sobie kogo chcesz, widownio kochana. Jako że zdaniem Klaty "Kmicic szuka ojca" - każe on także Globiszowi wdać się w homo-erotyczną scenkę z rozebranym do majtek Bogusławem Radziwiłłem (Błażej Peszek). Brakuje tylko tęczowej flagi europejskiego okrętu... 

Gratuluję panu Klacie zwycięstwa nad Sienkiewiczem. Nic to, że kosztem sztuki. "Potęga smaku" dziś nie obowiązuje. Ani szacunek dla historycznych doświadczeń i uczuć religijnych Polaków. Co innego, gdybyśmy byli muzułmanami i jakiś duński dziennik obraziłby karykaturą Mahometa... Allah akbar, Janie Klato. 

Spektakl natychmiast po premierze znalazł apologetów. Jacek Cieślak w "Rzeczpospolitej" z 23 lutego pisze wprost, że oponentami tego spektaklu będą li tylko "zesklerotyczniałe ksenofoby". Tym straszakiem próbuje uchronić spektakl przed istotnymi zarzutami. Bo przede wszystkim "Trylogia" Klaty jest śmiertelnie nudna. I nie jest to tylko moje odczucie, siedzący obok mnie młody człowiek co chwila spoglądał na zegarek. Po wtóre, ta krytyka (rzekomo Sienkiewicza) ma czysto plagiatowy charakter, w sensie, jaki nadawał mu Irzykowski. Nie wnosi absolutnie nic - może poza wątkiem homoseksualnym. Ale to on właśnie jest firmowym znakiem "Trylogii" Klaty. Ni przypiął, ni przyłatał, ale wiadomo, "skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy". Owóż jesteśmy z Europy. I z łamów "Gazety Wyborczej", za pomocą jej stereotypów walczymy z Sienkiewiczowskim rzekomo mitem. Polacy z lazaretu Klaty, wywrzaskujący swoje "Żyda, Żyda", mają równie twórczego poprzednika, Michała Cichego. Na 50. rocznicę Powstania Warszawskiego wysmażył on w "Gazecie Wyborczej" tekst, w którym oskarżał powstańców, że podczas powstania mordowali Żydów. Po latach się z tego kłamstwa wycofał, ale jak widać w umyśle p. Klaty - ta kalumnia bezkrytycznie się utrwaliła. 

Przeto parafrazując Gombrowicza powiem: A idźcież wy do tej swojej Europy, szkapy chuderlawej, z tęczowym sztandarem nad głowami, a idźcież wy, z zachodnim wiatrem plując na wszystko, co w dziedzictwie polska historia wam przekazała, a idźcież wy, wodę z Sekwany i z Renu do Wisły przelewać.

Elżbieta Morawiec
Gazeta Polska
12 marca 2009

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia