Po dwóch stronach barykady

Rozmowa z Mikołajem Grabowskim

12 stycznia 2019 roku na deskach Teatru Starego w Lublinie odbędzie się prapremiera sztuki Thei Dorn pt. „Marleni" w reżyserii Mikołaja Grabowskiego. W rolach głównych wystąpią Iwona Bielska jako Marlena Dietrich i Grażyna Dyląg w roli Leni Riefensthal. Poprosiliśmy reżysera o wypowiedź na temat pomysłu zrealizowania spektaklu.

Z Mikołajem Grabowskim, reżyserem spektaklu wg sztuki  Thei Dorn pt. „Marleni" rozmawia Dorota Pogorzelska.

Dorota Pogorzelska: - 15 stycznia 2000 roku w Hamburgu odbyła się premiera sztuki Thei Dorn „Marleni, minęło 18 lat. Czy widział pan tę sztukę? Jeśli nie skąd pomysł na jego realizację, kiedy się zrodził? Czy czekał pan na odpowiednią chwilę?

Mikołaj Grabowski: Pomysł tego spektaklu wyszedł od Grażyny Dyląg, to było jakieś 15 lat temu. Zaledwie parę lat po prapremierze zaczęliśmy pracować nad tym tekstem: rozmawiać, czytać tłumaczenie Jacka Kaduczaka, czytać oryginał, potem sami to tłumaczyliśmy. Ostatecznie gramy tę sztukę w tłumaczeniu pana Jacka. Zaczęliśmy wreszcie próby nie wiedząc właściwie, kiedy i gdzie będzie premiera. Myśleliśmy o dwóch: polskiej i niemieckiej a raczej austriackiej. Panie miały nauczyć się roli najpierw po polsku potem po niemiecku. Był pomysł zagrania „i tu.... i tu...." mieliśmy już pierwsze rozmowy z teatrami. Bodajże był to teatr STU w Krakowie, do końca nie pamiętam, jeszcze któryś z teatrów w Warszawie... Potem to upadło, jeszcze raz wróciło i znowu upadło. Jak pani widzi to długa historia..., i w końcu. teatr w Lublinie. Teatr Stary w Lublinie zaprosił mnie do zrobienie „jakiejś" sztuki dla widowni lubelskiej. Pomyślałem, że może jest wreszcie szansa zrobienia „Marleni" i w gruncie rzeczy zrobienia prapremiery polskiej. Na profesjonalnej scenie nigdy w Polsce ten tekst nie był wystawiany. Grażyna Dyląg jest polska aktorką, razem z Iwona Bielską grały w latach 70-tych w filmie „Na srebrnym globie" Andrzeja Żuławskiego. W tym filmie, który został wstrzymany w produkcji w latach 70-tych i dokończony w 90-tych. Wtedy się poznały i potem ich drogi się rozeszły. Obie robiły kompletnie inne kariery. Grażyna wyemigrowała, grała w Niemczech i w Austrii, w końcu została profesorem w Max Reinhardt Seminar w Wiedniu. Iwona została w Polsce grając w teatrach, filmie i telewizji. Drogi obu bohaterek sztuki również się rozeszły. Leni Riefensthal została w Niemczech, po wojnie była oskarżana o współpracę z nazistami, Marlena Dietrich wyemigrowała do USA i sprzyjała aliantom. Punktem wyjścia do pracy były życiorysy Marleny i Leni, które nakładały się w jakiś sposób na życiorysy Iwony i Grażyny.
Marlena i Leni spotkają się w sztuce, jak pisze autorka, gdy maja po 90 lat. Oczywiście aktorki muszą być dużo młodsze, aby miały siły to zagrać. Powinny mieć tak około 70. Może powinniśmy jeszcze trochę poczekać.

- Jaki szczegół tego spektaklu sprawi, że stanie się on triumfem woli reżysera oraz błękitnym aniołem, który uniesie widownię ponad szaro-burą codzienność?

- Nie wiem. Jesteśmy przede premierą. To jest ciekawie, mądrze napisana sztuka, która opowiada o tym jak polityka wgryza się w nasze życie, także artystyczne, choć byśmy bardzo tego nie chcieli. Ale niestety rządzą nami politycy. Ja, który przeżyłem lata komunizmu wiem, w jaki sposób nacisk komitetów wojewódzkich sprawiał, że repertuar wyglądał tak a nie inaczej. Ale też wiem, w jaki sposób się to obchodziło; w jaki sposób teatr stosując różne techniki teatralne, posługując się metaforą i całą gamą innych środków właściwie oszukiwał swoich mocodawców, czyli komitety partyjne. Teatry robiły żywe spektakle, które widzowie oklaskiwali, bo były o nich i dla nich – mimo nacisków cenzury. Każdą historię, której nie można było opisać w gazecie, o której nie można było powiedzieć nawet na ambonie w kościele - opowiadał teatr. Teatr w tamtych czasach, był przekazem tych myśli, które były wspólne w komunistycznej niedoli. Dzisiaj w związku z tym, że władza ma zapędy autorytarne i tego nie ukrywa, sytuacja zaczyna brzmieć podobnie, albo na razie tylko obawiamy się, że będzie podobną. Artyści zawsze mieli „pod górkę" - czy był to mecenas państwowy czy prywatny wszystko wyglądało tak samo. Politycy zawsze chcieli, aby malarz, aktor, kompozytor, pisarz dobrze o nich pisał, pięknie ich malował, pięknie wyśpiewywał ich panowanie. A jeśli artysta tego nie robi - nie są zadowoleni. Czasem wściekli.

Jakie cechy charakteru pani Iwony, jak również pani Grażyny pozwolą na to aby te role były odegrane w sposób taki aby gra sceniczna była realistyczna a słowa wypowiadane na scenie były bardziej prawdziwe.

- To, że gramy historie dwóch legendarnych postaci nie znaczy, że mamy obowiązek je drobiazgowo odtwarzać. Ważniejszy jest temat spotkania kobiet, których polityka postawiła po dwóch stronach barykady. To, że stały się dla siebie przeciwniczkami. Jak się ruszała, jak się zachowywała, jaką miała perukę, jak mówiła, jak śpiewała Marlena Dietrich nas trochę interesuje, ale nie do końca. My nie robimy dokumentu, my robimy historię spotkania dwóch starych kobiet, których życie zostało przetrącone. Na koncercie w Berlinie Marlenę część publiczności wygwizdała, inna niemiecka publiczność powiedziała „won"! do Leni. Obie więc w gruncie rzeczy za swoje postawy, za swoje wybory artystyczne dostały „w dupę".

- Jest wiele uniwersalnych wartości czytelnych nie tylko dla Polaków czy Niemców, ale również dla innych Europejczyków. Czy myślał pan o tym aby spektakl był wystawiony podczas festiwalu teatralnego w Wiesbaden, który koncentruje się głównie na współczesnej dramaturgii.

- Nie należę do reżyserów, którzy biorąc się za sztukę myśląc o festiwalach, na które sztuka pojedzie. Nie mam zielonego pojęcia. Jak się tak długo nosiło „tą ciążę" 15 lat prawie - to jestem bardzo ciekawy czy to dziecko jest „donoszone" czy może „przenoszone". To jest także tekst o starych kobietach. To mnie bardzo interesuje. Jestem człowiekiem w pewnym wieku...

- Na koniec zapytam o najbliższe projekty nad czym pan obecnie pracuje. Może kolejny ciekawy projekt w Lublinie?

- Dla Lublina może i miałbym ciekawy projekt, ale ktoś musi mi najpierw zaproponować pracę. Oprócz pani dyrektor Karoliny Rozwód nikt mi nic do tej pory nie zaproponował. Niebawem zacznę próby „Cesarza" Kapuścińskiego w mojej własnej adaptacji. Spektakl będzie grany w Ateneum w Warszawie. W obsadzie między innymi Marian Opania Marcin Dorociński, Dorota Nowakowska, Maria Ciunelis i inni wspaniali aktorzy...

Życzę sukcesów i dziękuję za rozmowę.

___

Mikołaj Grabowski - aktor, reżyser teatralny, dyrektor teatrów, pedgog - urodził się 5 grudnia 1946 w Chrzanowie. W latach 1969-77 występował w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie. W latach 1977-79 był reżyserem w Teatrze im. Norwida w Jeleniej Górze, w latach 1979-81 i 1988-92 w Teatrze im. Jaracza w Łodzi. W latach 1981-82 pełnił funkcję dyrektora naczelnego i artystycznego w Teatrze Polskim w Poznaniu, a w latach 1982-85 w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie. W latach 1999-2002 dyrektor artystyczny Teatru Nowego w Łodzi. W latach 2002-2012 dyrektor naczelny i artystyczny Starego Teatru w Krakowie. W latach 1998-2008 dziekan Wydziału Reżyserii Dramatu PWST w Krakowie.

Dorota Pogorzelska
Dziennik Teatralny Lublin
12 stycznia 2019

Książka tygodnia

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Maurizio de Giovanni

Trailer tygodnia