Po premierze w dramatycznym

"M jak morderstwo" - reż: Marcin Sosnowski - Teatr im. Kochanowskiego w Opolu

W sam raz na sobotni wieczór. Tak w paru najprostszych słowach można opisać drugą tegoroczną premierę w opolskim Teatrze im. Jana Kochanowskiego, czyli kryminał "M jak morderstwo"

Spektakl na podstawie tekstu Fredericka Knotta wyreżyserował Marcin Sosnkowski i jest to także drugie przedstawienie zrealizowane przez niego na deskach "Kochanowskiego". Wcześniej błysnął, wystawiając osiem miesięcy temu "Dwoje na huśtawce", spektakl, który wciąż cieszy się popularnością. Nie inaczej powinno być i teraz.

Co ciekawe, choć od napisania sztuki mija blisko 60 lat, to nasze miasto jest pierwszym w kraju, gdzie można było zobaczyć jej inscenizację. Najsłynniejszą realizacją kryminału jest jednak, rzecz jasna, film mistrza gatunku Alfreda Hitchcocka i - mimo że fabuła na deskach teatru nie różni się zbytnio od filmowej - to warto dokonać porównania.

Cała akcja dzieje się w jednym pokoju londyńskiego mieszkania. Ekssportowiec od dawna wie, że żona go zdradza i w końcu decyduje się ją zabić, by uzyskać po niej spory spadek. W związku z tym obmyśla misterny plan, w którym całą, nomen omen, czarną robotę wykona za niego szantażowany kolega z czasów szkoły. Podczas wyjawiania mu swoich zamiarów następuje najciekawsze - kontrast w stosunku do tradycyjnego kryminału. Najczęściej bowiem po popełnieniu przestępstwa widz wraz z bohaterem stara się dojść do prawdy, analizując poszlaki i odkrywając coraz to nowe dowody. Tutaj od początku znamy szczegóły planu, ale za to jesteśmy zmuszeni je w następnych fragmentach "weryfikować".

Sosnkowski ponownie, tak jak i w swoim opolskim debiucie, korzysta z podobnych środków w kwestii scenografii, która jest bardzo ascetyczna i pozostawia wiele miejsca aktorom, jak i muzyki. Tutaj znów dla podkreślenia emocji korzysta z dokonań amerykańskiego zespołu Tool, mistrzów progresywnego grania. W momencie gdy zbrodniczy plan zaczyna być realizowany, słyszymy z głośników zapętlony wstęp do jednej z najsłynniejszych ich piosenek "Schism" "(...) to, że nie można nikogo obwinić, nie znaczy, że nie chcę wskazać palcem" - zdaje się sugerować myśli męża reżyser, gdy za zasłoną czai się morderca.

Kto jednak spodziewa się teatru symbolicznego, może się zawieść. "M jak morderstwo" skierowane jest bowiem raczej do widza, który stawia na rozrywkę, a największym trudem ma być w założeniu łamigłówka wynikająca z fabuły. Z drugiej strony jednak napięcie w prezentowanej historii zdecydowanie za szybko opada, zbyt łatwo bowiem czuć, iż happy end jest nieunikniony. Warto jednak wybrać się do "Kochanowskiego", by zobaczyć pojedynek aktorów. Jak dla mnie wygrywa, podobnie jak i na scenie, Łukasz Schmidt, czyli kochanek.

Reżyseria: Marcin Sosnkowski, scenografia: arturbe, obsada: Kornelia Angowska, Adam Ciołek, Andrzej Czernik, Przemysław Czernik, Leszek Malec, Łukasz Schmidt.

Łukasz Baliński
Gazeta Wyborcza Opole
9 lutego 2010

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

12. Festiwal Sztuk Alt...
Paweł Wrona
Odkrywanie świata sztuk alternatywnyc...