Po śladach nas będą czytać

"Beksińscy" - reż. Michał Siegoczyński - Teatr Polski w Bydgoszczy

Spektakl „Beksińscy" inspirowany książką Magdaleny Grzebałkowskiej „Beksińscy. Portret podwójny" otworzył kolejny sezon w bydgoskim teatrze. Autorem tekstu jest Michał Siegoczyński, który przedstawienie także wyreżyserował. Beksińscy - pierwsza premiera w Teatrze Polskim w Bydgoszczy w sezonie 2017/2018.

Spektakl, będący rekonstrukcją życia rodziny Beksińskich idealnie wpisuje się w obecny od kilku lat nurt biografii, najbardziej widoczny chociażby na polskim rynku książki. Ich autorzy nie ustają w poszukiwaniach oryginalnej formy i materiału, z którego odtwarzają życie prywatne i zawodowe wybitnych postaci ze świata sztuki i nauki. Z ostatnich wystarczy chociażby wymienić „Wyspiańskiego" Moniki Śliwińskiej. Natomiast Michał Siegoczyński wprowadza do teatru życiorys rodziny Beksińskich. Rodziny, z tego samego bloku, w którym mieszkał i on. Przy pomocy teatralnych środków wyrazu tworzy sceniczną wizję ich życia. Nad wyraz interesującą.

W teatralnym foyer Małej Sceny białe drzwi z wizytówką „Beksińscy". Widzowie wchodzą do mieszkania, w którym zatrzymał się czas, a jego lokatorzy bardziej przypominają fantomy, aniżeli żywych ludzi. Pozostała w nim jednak pamięć, przywracająca sceny z życia rodziny. W różnych punktach mieszkania rozgrywają się domowe sytuacje. Bardzo tej ciekawej reżyserskiej koncepcji sprzyja scenografia autorstwa Weroniki Ranke. Tak jak przywoływane z przeszłości życie Beksińskich przybiera w spektaklu formę porwanych, chaotycznych wspomnień, tak i scena podzielona została na kwadraty, prostokąty, w których toczy się ich codzienność. Pokoje, duże i małe, łazienka, kuchnia. A w składanych łóżkach ułożone matki-marionety Zdzisława i Zofii. Każdy z domowników ma tu swoje ulubione, nieduże miejsce, w którym organizuje sobie życie. Poza jedną ścianą, służącą jako ekran do projekcji wydarzeń z życia, a także i marzeń. Zosia, stając przed ścianą wyobraża sobie morze, którego nigdy nie widziała. Słyszy tylko jego szum, ale ściana pozostaje biała, bo nie potrafi go sobie wyobrazić.

Aktorzy dają swym scenicznym postaciom ciało i głos. W tym „teatrze cieni", jaki rozgrywa się w mieszkaniu Beksińskich nie jest ważna fizyczność. Aktor staje się medium, przez które przemawiają ci, których już nie ma. Tomasz Taranta uosabia Zdzisława i jego charakterystyczne „rozumisz". Ciekawie oddaje jego lęki, filozofię i pozycję w rodzinie. Miłość i nienawiść to siły determinujące Tomasza, zawsze balansujące na krawędzi skrajnych emocji. Radomir Rospondek bardzo oszczędnymi środkami wyraża jego wnętrze. Jego rozmowy z matką to najciekawsze sceny w spektaklu. I furia, z jaką demoluje kuchnię. Miejsce, w którym matka stara się gotować zgodne z jego smakiem kulinarnym jedzenie. Sylwia Zmitrowicz urzeka wprost delikatnością Zosi. Brązowe odcienie ubioru oddają jej wnętrze. To znak skromności, pokory, prostoty oraz praktyczności, i to w jak cudowny sposób wyrażone grą aktorską! I Michalina Rodak. Fizyczny znak dziewczyn Tomasza, który nie dostrzegał ich dusz. To także niezliczona ilość postaci epizodycznych, zaistniałych na scenie przez chwilę dłuższą lub krótszą. Aktorka błyskawicznie zmienia grę, gesty, mimikę, barwę głosu, wygląd. Najdłużej pozostaje w ciele marszanda Dmochowskiego. Wytwarza wokół siebie iluzję, która za moment znika. Wypełnia również sobą przestrzeń między dramatis personae i nasyca ją emocjami. Brawo!

A każdy, kto zwraca uwagę na pozostałe elementy tworzące spektakl i biorące w nim udział, to miał szansę na zaobserwowanie, w jak piękny i umiejętny sposób aktorzy posługiwali się rekwizytami, których w przedstawieniu było bardzo dużo. Jak projekcje video i światła komponowały treść zdarzeń i przeżywanych emocji. I jak sprawnie aktorzy poruszali się w tym ciasnym socjalistycznym mieszkaniu wyposażonym w standardowe meble.

I muzyka. Tym razem Kamil Pater „ukrył ją" w scenicznej przestrzeni. Poza dwoma wyjątkami. Jego kompozycja niczym eksplozja wspiera treść Prologu do spektaklu, a w Epilogu przypomina lawinę dźwięków spadających w dół z ogromnym impetem. Wszędzie tam, gdzie milkną słowa pojawia się melodia. W pamięci pozostaje wiele fragmentów ilustrujących przeżycia postaci.

Ale jest jeszcze scena, która dodatkowo przenosi spektakl w sferę metaforyki. To gość z Japonii, w postaci młodej i uroczej kobiety, granej przez Sun Xueer. To klient, który przyjechał z zamiarem kupna obrazów Beksińskiego; w pewnej chwili zamienia język japoński na polski. I wtedy słyszymy filozoficzne rozważania na temat fatum, przeznaczenia. Pojawia się pytanie, co byłoby, gdyby... Czy los ludzki można zmienić? Czy spełnia się on tak, jakie jest przeznaczenie człowieka? Czy dlatego wypowiada je Japonka, bo w jej kraju wierzy się w legendę o czerwonej nici. Przy urodzeniu przywiązywanej do jednego człowieka, po to, by poszukał jej końca, do którego przywiązany jest drugi? I związał oba końce? Czy tak było w przypadku Zdzisława i Zofii? Czy też bardziej dla ich rodziny odpowiednia jest historia o tym, że w szafach w ludzkich domach ukryte są potwory, które uwolnione, niszczą wszystko wokół siebie, po czym rozpełzają się po świecie? Kto w tej rodzinie był jego znakiem? I czy na pewno wszystkie monstra, które wyszły z umysłu Beksińskiego umiejscowiły się wyłącznie na obrazach?

I jeszcze jedno. Ten kameralny spektakl nie tylko kierował uwagę widzów do wnętrz ludzkich serc i umysłów, ale także otworzył drzwi do refleksji na temat samej istoty rodzinnego domu. Przywołał Beksińskich z przeszłości i ożywił ich. Reżyser raz to dawał szansę na bycie ich sąsiadem, innym znów razem można było czuć się w roli gościa. Taka koncepcja prowokuje do wielu pytań i przemyśleń. A dzieje się to także i za sprawą słów, jakie Zofia Beksińska wypowiada do Zdzisława, zastanawiając się nad tym, jak potomni będą ich postrzegać. – „Po śladach nas będą czytać..."

Ale czy to, co pozostawili po sobie daje się w ogóle jednoznacznie odczytać? Czy też my dokonując bezustannie rekonstrukcji cudzego życia, czy to w literaturze, czy w filmie, czy w teatrze, nie wkładamy w nie własnych przeżytych projekcji. Czy nie budujemy nowych narracji? I myślę, że właśnie dlatego spektakl ten jest tak bardzo potrzebny, a także i dlatego, ponieważ obrazuje rodzinę ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi aspektami jej funkcjonowania. A warstwa literacka autorstwa Michała Siegoczyńskiego jest bowiem doskonałą bazą dla spektaklu. I z tego powodu został przyjęty tak wielkimi brawami i owacją na stojąco.

___
Po spektaklu w foyer dyrekcja zorganizowała ekspozycję kilku dzieł Zdzisława Beksińskiego wypożyczonych z Bydgoskiego Centrum Sztuki, w którym aktualnie odbywa się wystawa jego prac. Było to bardzo inspirujące postscriptum do spektaklu. Chwila, w której można było jeszcze raz spotkać się z artystą.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Bydgoszcz
30 listopada 2017

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...