Pochlebstwa i pochwały

Opera i Filharmonia Podlaska w Białymstoku

Pochlebstwa to potrawa, która wszystkim smakuje, twierdził włoski dramatopisarz Carlo Goldoni. Nie wszystkim! Jeśli wierzyć hiszpańskiej infantce, jutro w Filharmonii spróbujemy nie pochlebstw, ale "niemieckiego świństwa". Ale co to będzie za świństwo!

Po pierwsze, nie niemieckie tylko austriackie. Po drugie, wprawdzie pełne namiętności i pożądania (mężczyzny oraz władzy), ale obyczajne. Po trzecie, znakomitej jakości, choć lizusowskie.

Punktu drugiego i trzeciego publiczność jutrzejszego koncertu nie będzie mogła w pełni ocenić, bo usłyszy tylko uwerturę do owego „niemieckiego świństwa” czyli opery Mozarta „Łaskawość Tytusa”, są jednak szanse, że za dwa-trzy lata zobaczymy w Białymstoku pełną wersję utworu. Opera napisana, by uczcić koronację cesarza Leopolda II Habsburga na króla Czech, wychwala wprawdzie cnoty cesarza rzymskiego Tytusa Flawiusza, ale przecież wiadomo powszechnie, że każdy władca (szef, dyrektor, prezes), a już zwłaszcza cesarz, jest równie szlachetny, mądry i wspaniałomyślny. Nie używa przemocy (nawet słownej), jest dobry jak słońce wiosną i wybacza przyjacielowi, który namówiony przez zazdrosną kobietę chce odebrać mu nie tylko życie, ale nawet władzę!

Mozart wziął za to przypochlebne arcydzieło tylko 200 dukatów, w przeliczeniu ok. 15 tysięcy euro, czyli znacznie mniej niż wynoszą dziś honoraria uznanych kompozytorów. Wprawdzie pracował nad operą niecałe dwa miesiące, ale stworzył utwór znakomity. Opinia Marii Ludwiki Burbon, żony Leopolda II, że opera Mozarta jest „niemieckim świństwem”, bardzo krzywdzi kompozytora. Ale trzeba kobietę zrozumieć. Nie dość, że musiała urodzić swojemu cesarzowi 16 dzieci, to jeszcze musiała znosić jego rozdymane przez pochlebców ego. I to dopiero było naprawdę świństwo!

Niestety, choć  pochwały wszyscy lubimy, nie każdego stać, żeby je sobie kupić. Dlatego warto pokazywać się z jak najlepszej strony, żeby chwalono nas za darmo, a nawet chciano płacić za możliwość chwalenia. Tak właśnie zrobił Rachmaninow-kompozytor, który postanowił pokazać olśniewający talent Rachmaninowa-pianisty. Napisał „Rapsodię na temat Paganiniego na fortepian i orkiestrę” a-moll op. 43, kompozycję bardzo efektowną, choć trudną nie tylko dla pianisty, ale i dla całej orkiestry. Wymarzoną, żeby zademonstrować publiczności wirtuozerię artysty. <<Patrzcie, słuchajcie, podziwiajcie, a potem chwalcie>>, zaleca kompozytor.

Siergieja Rachmaninowa chwalono. I płacono za możliwość podziwiania i chwalenia. W 1917 roku ledwo uszedł z Rosji ogarniętej rewolucyjnym wrzeniem. Stracił majątek i wydawało się, że będzie musiał skończyć karierę muzyczną. Ale wystarczyło, że po dotarciu do USA dostał od firmy Steinway fortepian. W ciągu czterech miesięcy zagrał 40 koncertów i ugruntował swoją sławę wirtuoza. Były pochwały, wielbiciele i pieniądze pozwalające na godziwe życie.

Pojutrze po pochwały i owacje wyjdzie na scenę Opery Podlaskiej Beata Bilińska, pianistka wyśmienita. Swoje umiejętności doskonaliła w prestiżowej berlińskiej Hochschule der Künste, studiując w klasie Klausa Hellwiga. Jest laureatką I nagrody oraz nagrody publiczności na XVII Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym, który ufundowała włoska pianistka Rina Sala Gallo w Monzy we Włoszech. Występowała na wielu festiwalach i koncertowała m.in. w Austrii, Argentynie, Francji, Japonii, Niemczech, Szwecji czy USA. W swoim dorobku ma osiem płyt, które zostały docenione przez krytykę i melomanów. Chwalić dalej nie będę, muszę coś zostawić dla publiczności.

Beata Maciejewska
Materiały OiFP
23 listopada 2011

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...