Poczuj miętę do teatru!

Rozmowa z Dorotą Ignatjew

Teatr ma: poszerzać horyzonty, rozwijać wartości inne niż materialne, wdrażać młodych twórców w życie zawodowe. Teatr ma przede wszystkim stawać po stronie słabszych, być lustrem rzeczywistości. To jest dla mnie ważne.

Z Dorotą Ignatjew - dyrektorką Teatru Nowego w Łodzi - rozmawiają: Anna Grzelak i Maria Krawczyk w Dziennika Teatralnego.
Teatr ma: poszerzać horyzonty, rozwijać wartości inne niż materialne, wdrażać młodych twórców w życie zawodowe. Teatr ma przede wszystkim stawać po stronie słabszych, być lustrem rzeczywistości. To jest dla mnie ważne.

Anna Grzelak: Mówi się, że za Pani dyrekcji teatr rozkwita i staje się jedną z najciekawszych scen krajowych, taka opinia zobowiązuje. Czy jest Pani gotowa na Łódź?

Dorota Ignatjew: Widzowie ocenią to za jakiś czas. Na razie poznaję tę instytucję. Powtarzam, nie mam patentu na sukces. Ja pracuję, pracuję, pracuję i namawiam do tego innych. A jak się pracuje to jest szansa, że pojawi się także sukces.

Maria Krawczyk: O czym teatr powinien mówić. Czym jest sztuka przez duże „S"?

D.I.: Uważam, że teatr repertuarowy ma kompletnie inną misję i zadania niż inne jednostki kultury. Teatr ma: poszerzać horyzonty, rozwijać wartości inne niż materialne, wdrażać młodych twórców w życie zawodowe. Teatr ma przede wszystkim stawać po stronie słabszych, być lustrem rzeczywistości. To jest dla mnie ważne. Zgadzam się ze wszystkim, co dotyczyło idei, o których mówiono podczas 250-lecia Teatru Publicznego. Oczywiście, chcę zaznaczyć, że teatr jest zespołowy i zespół jest jego największą wartością!

A.G.: Obejmuje Pani kierownictwo w trudnych czasach. Czy pandemia zweryfikowała plany?

D.I.: To są przeżycia traumatyczne dla wszystkich. Szczególnie dla ludzi kultury i freelancerów. Jeśli chodzi o twórców etatowych – są oni na poziomie wegetacji. Myślę, że sytuacja jest dynamiczna, zmienia się i na bieżąco trzeba reagować. Nie umiem powiedzieć jak dramatyczna. To dopiero życie pokaże. Niedawno wszystko ponownie się otworzyło. Jedne teatry miały wypełnione wszystkie możliwe miejsca na widowni, a inne świeciły pustkami. Z pewnością jest to też zależne od zasobności portfela i repertuaru, jaki posiadamy. Myślę, że odbudowywanie widowni po pandemii, będzie bardzo trudne.

M.K.: Jaki jest pomysł na repertuar? Co będzie można zobaczyć niebawem w Teatrze Nowym?

D.I.: Powiem tak, to nie jest pomysł. Pomysł to miał Dejmek na teatr zaangażowany. Ja nie robię nic innego niż to, co było zakorzenione w idei powstawania tego teatru. Teatr Nowy, czyli: współczesny, otwarty, europejski, wolny, korzystający ze współczesnych środków wyrazu, Należy traktować literaturę rodzimą przez pryzmat europejski. Czy on będzie miał dzisiaj miejsce? Dla kogo on jest? Chciałabym, żeby to był teatr ważny dla każdego odbiorcy zarówno dla mniej i bardziej obytego widza ,również dla mainstreamu, nazwijmy to „snobujących" się na teatr. Zależy mi także, żeby teatr był zaangażowany, czyli emocjonalny – budzący emocje. Zaangażowany - poniekąd stający w obronie jednostki. On ma zupełnie inne cele niż teatr komercyjny, impresaryjny. Tym właśnie różnimy się od teatrów prywatnych - one mają inny cel. Oczywiście trzeba móc się utrzymać... Każde miejsce definiuje miejsce. Zmiana miejsca jest zmianą przeznaczenia. Oczywiście najprościej jest zrobić prosty repertuar: farsy, bajki, prapremiery tych rzeczy... Wtedy widz, daj Boże, wali drzwiami i oknami...

M.K.: I jedynie odpoczywa.

D.I.: Dokładnie. Natomiast teatry nie zawsze muszą schlebiać gustom publiczności. Jestem dyrektorem teatru repertuarowego i takie mam doświadczenie. Gdybym była dyrektorem teatru komercyjnego, podchodziłabym do tego zupełnie inaczej - zupełnie inni twórcy, inny repertuar. To miejsce stanowi o decyzjach. A historia Teatru Nowego jest historią teatru zaangażowanego i nazwa „Nowy" zobowiązuje.

M.K.: Czy można powiedzieć, że Teatr Nowy będzie nowy?

D.I.: Teatr Nowy będzie teatrem repertuarowym z nowym spojrzeniem na rzeczywistość. Co za tym idzie? Myślę, że pojawią się tu nowi twórcy, z którymi również ja do tej pory nie pracowałam. Dodatkowo, wydaje mi się, że w miarę posiadanych środków będziemy unowocześniać naszą instytucję. Myślę tutaj o: zapleczu technicznym, wykonawczym i o środkach inscenizacji.

A.G.: W lubelskim teatrze udało się Pani niezwykle zaangażować widza. Czytanie performatywne, spotkania literackie, liczne warsztaty to niektóre z form aktywizacji odbiorcy. Czy w Teatrze Nowym planuje Pani podobne działania?

D.I.: Z pewnością będzie tego typu działalność, jeśli pandemia nam na to pozwoli. Póki co nie wiemy nawet, czy będziemy funkcjonować. Z moich obserwacji widzę, że jest bardzo dużo programów edukacyjnych i one będą poszerzane. Zobaczymy, kto jest widzem tego miejsca. Byłam na kilku spektaklach i nie jestem na ten moment w stanie określić kto jest widzem tego teatru. Tym bardziej, że było tu dużo spektakli zewnętrznych. Przede wszystkim chcę zobaczyć w jakiej kondycji jest zespół. To on wyznacza kierunek, to od jego kondycji artystycznej zależy kogo będziemy zapraszać.

M.K.: Czy myśli Pani, że jest jakiś typ widza idealnego? Czy jest taka publiczność, do której chciałaby Pani szczególnie kierować swój teatr?

D.I: Widz idealny oczywiście istnieje – w idei. To widz, który jest otwarty na nowinki, który lubi to, co jest dobre, widz, który się nie obraża. Widz ,który czyta spektakl na kilku poziomach. Pamiętajmy, że działamy na polu sztuki, na którym „naga kobieta" oznacza coś innego niż naga kobieta w parku, czy na ulicy. Scena rządzi się swoimi prawami. Widz idealny to ten, który kupuje bilet i nas odwiedza. Doświadczyłam już tego, że widzowie migrują. Oznacza to, że jeśli lubią swój teatr, to do niego wracają, tylko bardziej świadomie wybierają repertuar. Jeśli lubią klasykę, to właśnie na nią się decydują, a jeśli spektakle rodzinne, to wybierają rodzinne. Są spektakle, które jednoczą wszystkich i spektakle, które mają określoną widownię. Myślę, że bardzo ważna jest tradycja teatralna. Łódź ma ogromna tradycję. Zobaczymy na ile te dziesięciolecia zmieniły widza. Pamiętajmy, że gmach Teatru Nowego, który ma bardzo bogatą historię. Ja nie chcę wspominać wielkich nazwiskach teatralnych, które w tym miejscu pracowały wcześniej bo mnie to stresuje. Staram się zarządzać tą instytucją , jak każdą inną , bo świadomość wielkich nazwisk deprymuje mnie.

A.G.: Przyciąga Pani do teatru młodą publiczność. W dzisiejszych czasach jest to niezwykle trudne. Jak to się robi?

D.I.: Powiem Pani za trzy i pół roku, bo ja nie wiem jak to się robi w Łodzi. Każde miasto jest inne. Mogę powiedzieć, jak się to robiło w Sosnowcu czy Lublinie. Młodzi ludzie mają to do siebie – (taką dwójkę mam w domu) - że jasno stawiają sprawę, nie owijają w bawełnę. Niezależne od tego jak są wychowani, bardzo jasno wyrażają swoje podglądy, spostrzeżenia, roszczenia i obawy. Są przede wszystkim bardzo oddani swoim ideom. I myślę, że to co ich interesuje, musi w jakimś sensie się odnaleźć. Jeden widz przyjdzie do teatru dla tematu, inny dla scenografii. Jeszcze inny, żeby usłyszeć albo zobaczyć, co się dzieje w „sztuce". Inny przyjdzie po doznania duchowe, po wyznaczenie wartości. Każdy ma inne oczekiwania.

A.G.: Będzie Pani również angażowała młodych twórców? Stawia Pani na młodość?

D.I.: Mała scena jest dedykowana młodym twórcom. Zaczynamy od bardzo ryzykownego projektu. Na scenę wejdą studenci krakowskiej reżyserii oraz studenci Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi pod okiem kuratora. Projekt nazywa się „Marzyciele" i składa się z czterech prac. Ja nazwałam go „Nowy i Młodzi". Projekt ma swoje podtytuły w zależności od tego, czym zajmują się dani studenci. Podejmuje tematy łódzkiego półświatka, wygranych w „totka" i spraw lokalnych, historycznych, artystycznych i awangardowych.

M.K.: W ostatnim czasie w Łodzi, zmienili się dyrektorzy w dwóch teatrach - również w Teatrze Jaracza. Czy rozpoczynanie kierownictwa w tym samym czasie jest wyzwaniem?

D.I.: Również w Teatrze Pinokio zmienił się dyrektor. Jest to dla nas bardzo trudne. Start w normalnym czasie jest trudny, a co dopiero w czasach pandemii. Tak się składa, że z Marcinem Hycnarem znamy się pracowaliśmy razem w Teatrze Narodowym Z Gabrielem Giezkim znamy się od czasów studiów. Wszyscy mamy tak samo utrudnione zadanie. Zazwyczaj ma się jakiś czas na przygotowanie, my przyszliśmy w trakcie sezonu... Co może być naszym atutem?! Tak się składa, że cała nasza trójka ma doświadczenie dyrektorskie i artystyczne. Wszyscy jesteśmy ludźmi teatru. Możliwe, że uczymy się administrowania, ale na pewno przyświeca nam jeden cel – dobro instytucji. To jest dla nas najważniejsze.

A.G.: Czy teatr potrzebuje dziś silnych kobiet?

D.I.: Zacytuję coś, co kiedyś usłyszałam. Dyrektor, jak sama nazwa wskazuje, jest rodzaju męskiego. Powiem tak, jak widać nie, nie tylko. Łódź jest Kobietą.

M.K.: Czy jest coś, co można powiedzieć widzowi, żeby łatwiej mu było wejść w świat teatru? Coś, co zachęciłoby go do jeszcze głębszego zrozumienia teatru?

D.I.: Powiedziałabym bardzo romantycznie – poczuj miętę do teatru!

__

Dorota Ignatjew - aktorka teatralna, filmowa, telewizyjna i radiowa, reżyserka i dyrektorka teatrów. Urodziła się 5 października 1968 w Czarnkowie. W latach 1995-2003 występowała w Teatrze Polskim w Warszawie. Od roku 2003 związana z Teatrem Narodowym w Warszawie, m.in. jako asystentka dyrektora artystycznego. W latach 2011-2016 zastępca dyrektora ds artystycznych Teatru Zagłębia w Sosnowcu. Od 2016 do 2020 dyrektorka Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie. W grudniu 2020 roku wygrała konkurs na dyrektora Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi.

Anna Grzelak , Maria Krawczyk
Dziennik Teatralny Łódź
27 lutego 2021
Portrety
Dorota Ignatjew

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...