Pod wrażeniem mroku

rozmowa z Marcinem Liberem

Jestem pod wrażeniem mroku, jaki wydobywa się z tego przedstawienia. Nie chcę stracić widza, myślę aby go nie zrazić. Pozwoliłem sobie pójść głębiej w moją wizję teatralną i dopracować też coś do siebie do tej historii. Są tu zjawiska, które nie są - tak jak u Magdy Fertacz - fabularne. Magda jest tu z nami, przyjeżdża na próby i tekst trochę uzupełniła, dopisała trochę rzeczy, trochę go zmodyfikowała

Rozmowa z Marcinem Liberem, reżyserem spektaklu "Trash story", którego premiera już w niedzielę, 17 czerwca w Lubuskim Teatrze im. L. Kruczkowskiego w Zielonej Górze.

Janusz Łastowiecki: Kilka razy współpracował Pan z Małgorzatą Sikorską- Miszczuk, przed nami „Trash story” Magdy Fertacz w pana reżyserii. Co takiego jest w tych tekstach młodych dramaturżek (dziś mówi się o kobiecej dominacji w dramaturgii współczesnej), co pana w tych tekstach porywa?

Marcin Liber:
Pytanie jest złożone i nie proste. Przede wszystkim interesuje mnie temat. Magda Fertacz i Małgorzata Sikorska – Miszczuk mają taką umiejętność dobierania tematów, które żywo mnie interesują i to są tematy, które ja chcę realizować w teatrze. Trudno porównywać te dwie pisarki. To co je łączy, to obok tematu interesujący język i forma, za którymi chcę iść. Wszystko zaczęło się od przedstawienia w Muzeum Powstania Warszawskiego „Zawiadamiamy was, że żyjemy. Dubbing 44”. Wtedy zrealizowałem pięć tekstów kobiecych: dwóch wspomnianych, Sylwii Chutnik, Moniki Powalisz i Doroty Masłowskiej. Magda Fertacz pisała specjalnie dla mnie monolog kombatanta właśnie dla Muzeum Powstania Warszawskiego. Nawiązał się między nami dobry kontakt i świetnie się porozumiewamy. Istotne dla mnie jest to, że są to bezkompromisowe osoby o mocnych charakterach.

Niegdyś zrealizował pan widowisko multimedialne „Rekonstrukcja poety” w oparciu o słuchowisko Zbigniewa Herberta. Czy myśli Pan o zrealizowaniu słuchowiska dla radia, rezygnując całkowicie z widzialności?

To jest ciekawa historia. Sposób, w jaki pracowaliśmy nad tym tekstem jest złożony. Wedle intencji autora na początku spędziliśmy kilkanaście godzin w studiu radiowym i stworzyliśmy słuchowisko. Potem zaczęliśmy to uzupełniać o obrazy wideo. Powstało z tego dzieło wierne Herbertowi. To, w jaki sposób Herberta zinterpretował Andrzej Chyra jest mistrzowskie.
O słuchowisku w czystej postaci myślę, bo to jest ciekawe. Niegdyś zrealizowałem w ramach takiego festiwalu „ŚMIERĆ” per formatywne odczytanie tekstu Lwa Tołstoja: „Śmierć Iwana Ilicza” i zaprosiłem do tego projektu Mariusza Benoit. Funkcjonowało to na poziomie dobrego słuchowiska. Wyszło niesamowicie. Przekaz narracyjny zrobił na mnie ogromne wrażenie. 

Jak ważna jest dla pana muzyka w spektaklu? Po obejrzeniu „III Furii” mocne wrażenie zrobiła na mnie „Moja Adrenalina” i ten dźwiękowy mrok, jaki zafundowała w tym spektaklu.

Muzyka jest podstawowym budulcem spektaklu. Nadaje pewnego rodzaju formę i poetykę przedstawienia. Ta muzyka bywa u mnie bardzo różna. Staram się pracować z twórcami muzycznymi, którzy są na swój sposób ekstremalni. W „Trash story”, w Zielonej Górze, współpracuję z Aleksandrą Gryką. Gryka jest właśnie ekstremalna. Na inny sposób niż „Moja Adrenalina”. Jest tu jakieś napięcie pod zapisem nutowym. Bardzo skrupulatny i trudny do wykonania utwór. Najistotniejsze dla mnie jest to, że pod skórą tej warstwy muzycznej kryje się punk rock. Jest tu na przykład klawesyn, utwór Bacha, który przechodzi płynnie w elementy rockowe.

Jest pan przedstawicielem tzw. teatru poszukującego, nie stroniącego od eksperymentu. Czy napotyka Pan na nieporozumienie, krytykę za tak śmiałe rozwiązania interpretacyjne? Jeśli tak, z czego to wynika?

Nie mam pretensji do kogoś, kto nie jest ciekawy eksperymentu, kogo nie interesuje w teatrze poszukiwanie. Teatr jest różny i potrafi być różny. Mnie interesuje taki, a nie inny teatr. Nie potrafiłbym robić czegoś, co jest na poziomie rozrywki i tego, co jest błahe.

Kontynuując myśl z poprzedniego pytania chciałbym zapytać o to, skąd pan czerpie inspiracje na tak nowatorskie wycieczki w stronę „potrząsania” widzem? Jak daleko można posunąć się w obnażaniu rzeczywistości (czy jest granica, kiedy mówi pan sobie: nie, tego już nie przekroczę).

Nie uzurpowałbym sobie takiej funkcji nowatora. Przyglądam się pracom moich kolegów i dostrzegam w nich większą chęć eksperymentu. Ja za każdym razem odczytując tekst i pracując nad przedstawieniem staram się znaleźć odpowiedni język do tekstu i do tematu. Moje przedstawienia bywają bardzo różne na poziomie estetyki i poetyk. To wypływa z charakteru tekstu i tematu. Odpowiadając na pytanie: czy czuję, że są granice w drążeniu granic estetyki, powiem: tak. Są takie momenty, kiedy widzę, że jest czegoś za dużo. Najważniejsze jest to, o czym mówimy w teatrze. Nie jestem formalistą. Nie chcę porażać formą, ale chcę żeby poprzez nią wydostała się na powierzchnię treść. Zdarza mi się również robić przedstawienia skromne, minimalistycznie, prosto i klasycznie. Wszystko zależy od przesłania idącego za sztuką.

„Trash story” jest to mroczna opowieść. Czy spektakl również pójdzie w stronę ciemnej opowieści, czy dopuści pan do głosu pojawiające się nieśmiało w dramacie przesłanie optymistyczne, takie światełko w tym całym mroku?

Gdzieś na końcu jest światełko, to powiem. Dominuje tu przede wszystkim groza. Jestem pod wrażeniem mroku, jaki wydobywa się z tego przedstawienia. Nie chcę stracić widza, myślę aby go nie zrazić. Pozwoliłem sobie pójść głębiej w moją wizję teatralną i dopracować też coś do siebie do tej historii. Są tu zjawiska, które nie są – tak jak u Magdy Fertacz – fabularne. Magda jest tu z nami, przyjeżdża na próby i tekst trochę uzupełniła, dopisała trochę rzeczy, trochę go zmodyfikowała.

Jak pracuje się panu w lubuskim teatrze?

Pracuje mi się świetnie. Mamy poczucie, że łączy nas nie tylko praca. Nad naszymi próbami unosi się taki dialog bez słów. Inaczej nie potrafię. Lubię pracować w dobrej atmosferze, dobrym komunikacie. U mnie liczy się szczerość i otwartość.

Janusz Łastowiecki
Dziennik Teatralny
16 czerwca 2012
Portrety
Marcin Liber

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia