Podróż do człowieczeństwa

"Frankenstein" - reż. Danny Boyle - National Theatre w Londynie

Spektakl oparty na jednej z najbardziej kultowych powieści Mary Shelley przedstawia nam życie nowo powstałej Kreatury (Benedict Cumberbatch), będącej skutkiem eksperymentu szalonego naukowca, Victora Frankensteina (Johnny Lee Miller).

Sztuka skupia naszą uwagę od samego początku, gdy Kreatura rodzi się, w gwałtowny i groteskowy sposób zyskując świadomość swojego ciała. Początkowa, skromna scenografia w postaci koła owiniętego półprzezroczystym materiałem oraz około 3,5 tysiąca żarówek zawieszonych koncentuje naszą uwagę  na Cumberbatchu, który nie zawodzi w utrzymaniu uwagi widzów. Naszym oczom ukazuje się spazmatyczne poznawanie ciała, stopniowe wybudzenie się, a także narodziny świadomości Kreatury. Niestety, wraz z odkrywaniem świata - co chwilami bywa rozkosznym i zabawnym obrazem - doświadcza odrzucenia przez ludzi, zarówno ze strony kompletnie obcych przechodniów, jak i od swojego własnego stwórcy. Jedynie De Lacey (Karl Johnson), niewidomy staruszek oraz Elizabeth (Naomie Harris) - narzeczona Frankensteina - są w stanie zaakceptować Kreaturę.

De Lacey przyjmuje niewinne Monstrum pod swój dach, uczy je czytać, mówić, pisać, a także logicznie myśleć. Przez cały rok Kreatura rozwija swoje życie wewnętrzne, zaczyna poznawać swoje pragnienia. Najważniejszym z nich jest potrzeba kochania jak i bycia kochanym. Staje się to głównym motywem późniejszych decyzji Monstra, które nie znając norm moralnych nie hamuje się przed brutalną zemstą czy morderstwem. W końcu decyduje się poznać swojego ,,ojca" i wyrusza do Genewy. Tam też zawierają umowę, która niekoniecznie zachwyca widza, raczej antycypuje porażkę i jeszcze pogarsza rozwój sytuacji zarówno dla Kreatury jak i szalonego naukowca. Dla tych, którzy nie mieli styczności z powieścią - nie chciałabym zdradzać zbyt wiele szczegółów.

Spektakl ten, w przeciwieństwie do produkcji hollywoodzkich, nie skupia się na przedstawieniu historii jako horroru, jednak porusza tematy związane z naturą człowieka: samotność, brutalność, pycha, a także potrzeba bycia zaakceptowanym, należącym do grupy społecznej.

Pierwsza część koncentruje się na Kreaturze i jej rozwoju, wprowadzając nas w dość smutny nastrój - postać wywołuje ogromną sympatię ze względu na swoją niewinność. Cumberbatch swoją kreację stworzył wokół niechlujnego sposobu poruszania się, szerokiej gestykulacji, nader dokładnej artykulacji oraz wyraźnej, często komicznej mimiki. Fizycznie Monstrum zachowuje się jak osoba z pewnym stopniem upośledzenia, co może wywołać współczucie, dyskomfort w jej obecności, czasem nawet niepokój. Mimo tego to nie oznacza, że taka osoba jest ,,mniej ludzka" niż przeciętny przechodzień - zresztą, w większości przypadków okazuje się wręcz przeciwnie. Cumberbatch w swojej postaci pierwszorzędnie oddaje gorzki paradoks życia - nikt z nas przecież, nigdy nie prosił o to by przyjść na ten świat. Skoro jednak urodziliśmy się, trudno jest nam w życiu się poddać, wielu z nas dzielnie potrafi zawalczyć o swoje miejsce w tym trudnym, skomplikowanym, niezrozumiałym dla nas świecie. Nasze istnienie jest zupełnie losowe - Frankenstein natomiast złamał ten porządek, tworząc ,,człowieka" nienaturalnie, co tym bardziej wywołuje uczucie goryczy zarówno u Kreatury jak i widza.

Druga część pokazuje perspektywę Frankensteina, który jest antybohaterem tej historii. Jest naukowcem o chciwej naturze, dążącym do absolutu bez względu na konsekwencje. Głównym motywem postaci Millera jest udowodnienie, że stworzenie życia - a nawet "zabawa w Boga" jest w zasięgu ręki najwybitniejszych jednostek. Nie chcąc brać odpowiedzialności za konsekwencje związane ze stworzeniem kreatury, cały czas ucieka i izoluje się od reszty świata - okazuje się być typem nierozważnego tchórza, zostawia swoje dzieło na pastwę losu. Głównym problemem naukowca jest, paradoksalnie, samotność - w końcu tylko on wie, czym jest Kreatura i może się nią zająć, sam zaś jest jednostką niezrozumiałą. W pewnym sensie stwórca i jego dzieło stają się podobni. Gdyby nie ich wzajemna wrogość, być może znaleźliby nić porozumienia.

Główni aktorzy wyróżniają się niezwykle sprawnym warsztatem aktorskim, poprzeczka jest zdecydowanie wysoko postawiona. Trudno powstrzymać się od pochwał w stronę Benedicta Cumberbatcha, który wykorzystuje możliwości swojej postaci w pełni - zauważyć można drobne ruchy, które uruchamiają się w konkretnych sytuacjach i emocjach Kreatury. Johnny Lee Miller natomiast bardzo dobrze radzi sobie w roli szalonego naukowca. Większość aktorów drugoplanowych zagrała na równie wysokim poziomie. Szczególna wydawała się jeszcze postać De Lacey'a (Karl Johnson) operująca lekko północno-angielskim akcentem. Staruszek budził sympatię i żył z przeświadczeniem, że jest jeszcze odrobina dobroci u ludzi.

Scenografia płynnie zmieniała się podczas spektaklu za sprawą sprytnie wykorzystanych technicznych możliwości sceny. Jej autor, Mark Tildesley zachowując skromność i powściągliwość w swojej wizji artystycznej, pozwolił dosadniej wybrzmieć barwnym postaciom - w końcu pojęcie człowieczeństwa jest w centrum tego przedstawienia.

Spektakl Danny'ego Boyle'a to wielkie wydarzenie kulturalne w skali światowej. Każdy amator teatru powinien samemu obejrzeć to przedstawienie i według własnego sumienia ocenić, kto tak naprawdę jest potworem w tej historii.

Paulina Wala
Dziennik Teatralny Glasgow
7 maja 2020
Portrety
Danny Boyle

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Nastazja wychodzi za mąż
Krzysztof Babicki
Kameralny spektakl o namiętnościach n...