Podróż donikąd

"Przemiana" - reż. Magdalena Miklasz - Narodowy Teatr Stary im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Spektakl Magdaleny Miklasz to wariacje na podstawie dwóch tekstów Franza Kafki, tytułowej „Przemianie” i „Opisie walki”. Specyfika spektaklu uwzględnia przynajmniej dwa rodzaje odbiorców, a co za tym idzie dwie ścieżki interpretacyjne. Niestety każda z nich jest ślepa, a spektakl jest chaotyczną i niespójną opowieścią o przemianie społeczno-obyczajowej.


Z uwagi na popularność autora do którego odwołuje się reżyserka domyślamy się, że na widowni znajdują się osoby, które przeczytały utwory Franza Kafki. Z pewnością jednak są i tacy, którzy ich nie znają lub nie pamiętają. Te dwie grupy wyznaczają dwie ścieżki interpretacyjne.

Pierwszy odbiorca to: turysta z mapą. Mapą dla niego jest znajomość utworów Franza Kafki. Ta wiedza sprawia, że odbiorca nie rozumie zabiegów zastosowanych przez twórców spektaklu i dostrzega, że przestrzeń do której zostaje wprowadzony nijak koresponduje z jego wiedzą. Odbiorca ma poczucie, że krąży po źle oznaczonej przestrzeni, a tylko znajomość tekstu pozwala mu się odnaleźć i dopowiedzieć sobie wypływające ze spektaklu wątki.

Co jest tego przyczyną? Z pewnością źle dobrane fragmenty tekstów. Oprócz złego doboru odbiorca zauważa, że utwory zostały znacząco zmienione, do tego stopnia, że są już zupełnie inną historią. Tak dzieje się kiedy zostaje przytoczony fragment z „Opisu walki". Dwóch mężczyzn analizuje pewną sytuacje. Mianowicie jeden z nich został pocałowany przez nieznajomą kobietę. Mężczyzna zastanawia się czy ona, aby na pewno była kobietą, dostrzegał bowiem w niej męskie rysy. Jego towarzysz stwierdza, że jej szorstka dłoń może wskazywać na męski pierwiastek. Spoglądając w mapę zauważyć można, że znajduje się tam podobna historia, jednak szorstka dłoń nieznajomej pani nie stanowi pretekstu do rozważań nad jej płcią. W takim razie okazuje się, że nasza mapa jest w tej przestrzeni bezużytecznym narzędziem.

Znajomość utworu powoduje, że widz jest zniesmaczony tytułową przemianą. W opowiadaniu Kafki jest ona bogatą metaforą nasuwającą wiele skojarzeń. Natomiast w spektaklu tytułowa przemiana bohatera została spłaszczona i przeniesiona na przemianę mieszkańców (nadając jej charakter społeczno-obyczajowy), choć i ten wniosek trzeba opatrzeć solidnym przypisem - w zakończeniu nie zostaje ukazany cel przemiany - bo i dalsze losy bohaterów są nam nieznane. Widz znając tekst może sobie za jego pomocą dopowiedzieć jak sprawy dalej się potoczą. Na ciemny margines została zepchnięta wewnętrzna przemiana bohatera, który musiał się jakoś odnieść do tego co mu się przytrafiło, a poznajemy to tylko z jakiś drobnych kwestii, które wypowiada i jego ruchów, które nie są jasne i oczywiste. Tak więc korzystając z mapy mamy teoretyczną podporę, która wyjaśnia nam wiele kwestii, ale też pokazuje jak ułomne jest przedstawienie w stosunku do literatury. Może więc trzeba wyrzucić mapę i udać się inną drogą, tą którą wyznaczyli twórcy spektaklu?

Na tą ścieżkę automatycznie wchodzi widz, który nie zna utworów Franza Kafki. Ten turysta bez mapy w oczekiwaniu na spektakl już we foyer zostaje wmieszany w akcje. Taki zabieg wzmaga jego zainteresowanie i determinuje jego aktywność. Od razu staje się świadkiem rozmowy dwóch mężczyzn, którzy zaczynają koncentrować na sobie uwagę widzów. W ten sposób stają się przewodnikami w podróży. Bohaterowie rozmawiają o kobiecie, w której jeden z nich jest zakochany i usilnie zmusza towarzysza, aby wysłuchał jego opowieści. Ta historia toczy się bardzo powoli w międzyczasie bohaterowie wychodzą udając się niby na Wzgórze Świętego Wawrzyńca, ale bardzo szybko wracają rozprawiając o innej kobiecie (historia ta jest opisana powyżej). Jak na razie przewodnicy wprowadzą widza w jakiś niespójny świat, z ich wypowiedzi nie wypływa nic konkretnego. Jedynie zostają nakreślone sylwetki bohaterów.

W dalszej części publiczność zostaje wpuszczona do sali, a aktorzy wcale nie przenoszą się na scenę tylko wraz z publicznością pozostają na widowni. Tam odbywa się długa rozmowa, w której wyczuwa się duże napięcie między bohaterami, dowiadujemy się, że nie jest to ich pierwsze spotkanie. Widzieli się już w kościele. Jeden z bohaterów to pozornie religijna osoba, która chcąc skupić na sobie uwagę innych, leży rozłożona na kościelnej podłodze, pokutując za swoje grzechy. Bohater mówi, że robi to dlatego, że odczuwa ogromną potrzebę znalezienia się w centrum zainteresowania. Ta historia wskazuje, że tytułowa przemiana może być właśnie sposobem na to, aby człowiek został wreszcie zauważony przez społeczność.

Ta ścieżka interpretacyjna okazuje się jednak błędna, bo w drugiej części spektaklu Gregor główny bohater, który przemienia się w robaka, staje się tylko figurą, która determinuje zmianę zachowania swojej rodziny. Można go określić girardowskim kozłem ofiarnym, który zmusza rodzinę do podjęcia działania. Tak więc przejście między pierwszą i drugą częścią spektaklu niczego nie wyjaśnia. Zwłaszcza, że miły towarzysz Gregora z pierwszej części, w drugiej staje się jego naczelnym, który zmusza go do powrotu do pracy. Widz nie wie czy ma te dwie części traktować jako autonomiczne historie. Najwyraźniej tak, bo trudno jest odnaleźć jakieś części wspólne. Jednak każda z tych możliwości, nie daje mu odpowiedzi na celowość zachowań i słów bohaterów.

Zagubiony widz ogląda drugą część spektaklu, która ma miejsce na scenie. Gregor nieustannie wybiega z sali, by znów się na niej pojawić. Jest to skrótowe przedstawienie jego dziennego trybu, który opiera się na chodzeniu do pracy, wracaniu do domu i pójściu spać, rano tą czynność powtarza i tak się to zapętla. Na tle tego działania w opozycji ukazana zostaje scena porannego śniadania rodziny Gregora, bardzo rozciągnięta ukazująca ich beztroskie i nieco leniwe podejście do życia. Wszystko ulega zmianie, kiedy Gregor wykończony nie jest w stanie wstać do pracy. Rodzina zauważa ten fakt i próbuje poznać przyczynę tej niedyspozycji. Do tego wszystkiego przychodzi Prokurent, który natarczywie domaga się, aby Gregor wrócił do pracy. Drzwi do pokoju bohatera zostają otwarte, a oczom widza ukazuje się Gregor, który bełkotliwie i w pewnym transie przemawia, aż wreszcie w szale zdejmuje ubranie, a jego ciało przyjmuje pozę embrionalną – sugeruje to, że z natłoku obowiązków uległ totalnej przemianie, z jego ruchów dowiadujemy się, że zmienił się w jakiegoś robaka. To oczywiście posuwa za sobą wiele konsekwencji. I tu następuje seria scen, których nie da się połączyć w jeden wspólny wywód, niby mamy poczucie, że wisi nad tym jakaś struktura, ale jest ona cały czas zaciemniana.

Zakończenie spektaklu też nie jest jasne. Nie wiemy czy rodzina rzeczywiście pozbyła się Gregora, jak to zostaje zapowiedziane. Matka uchyla okno na znak uwolnienia się od odmieńca. Nie znamy jednak dalszych losów bohaterów. Twórcy spektaklu nie sugerują widzom co mogło dalej się wydarzyć. Tak więc po dobrze zapowiadającym się spektaklu odbiorca wychodzi raczej zniesmaczony i zdezorientowany.

To co jest godne uwagi w przedstawieniu to wykreowane role Matki (Aldona Grochal), Siostry (Julia Sobiesiak) i Gregora (Wiktor Loga-Skarczewski). Jednak te postaci nie są w stanie uratować źle skrojonej fabuły spektaklu. Ciekawa wydaje się również scenografia Dominiki Błaszczyk, każdemu z bohaterów wydzieliła oddzielną przestrzeń, a miejscem wspólnym uczyniła kuchnię z ogromnym stołem przy którym odbywają się rodzinne awantury i przyjazne rozmowy. Stół i krzesła w stylu prowansalskim tworzą ładną i estetyczną przestrzeń. Jednak czy jest to wystarczające, by spełnić oczekiwania odbiorcy? Każda podróż zakłada jakiś cel, jednak twórcy spektaklu o nim zapomnieli, zapraszając widza na wędrówkę, która donikąd nas nie prowadzi, a jedynie oferuje ładne obrazy.

Daria Kubisiak
Dziennik Teatralny Kraków
19 czerwca 2013

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia