Podróż w kapsule czasu

"Romanca" - reż. Wojciech Malajkat - Och-Teatr w Warszawie

Oglądanie "Romancy " w Och-Teatrze jest jak podróż w kapsule czasu i zmusza do lekko filozoficznej zadumy nad tempem w jakim upływa.

W drugiej połowie lat 80. ubiegłego wieku hitem scen warszawskich, a konkretnie nie istniejącego już Teatru Kameralnego, na ul. Foksal, były gościnne występy zespołu krakowskiego Teatru im. Słowackiego, wystawiającego " Romancę" autorstwa i reżyserii Jacka Chmielnika. Dodatkowo grał on jeszcze jedną z ról (Lorenzo). Teatromani toczyli śmiertelne boje, aby dostać się na widownię. W dobrym tonie było mówić, że owszem było się na tym spektaklu, puszczać oko do wtajemniczonych i tym, którzy go jeszcze nie widzieli mówić z wyższością, coś w rodzaju: "no tak, niestety nie mogę ci nic więcej powiedzieć. Jak zobaczysz (oczywiście, o ile uda ci się wejść), to sam zrozumiesz". A byli tacy, którzy widzieli ten znakomity spektakl dwa, a nawet trzy razy. Wydawało się, że tamta inscenizacja jest nie do powtórzenia. Owszem, przez te wszystkie lata Romanca była grana bardzo często, chyba przez wszystkie ośrodki teatralne w Polsce. Jednak cały czas pierwowzór był nie zagrożony.

Aż do czasu reżyserii Wojciecha Malajkata, z udziałem trójki młodych aktorów: Małgorzaty Kocik, Alberta Osika i Huberta Podgórskiego. W tym miejscu nastąpi główne zdanie tego teksu:

Ten spektakl trzyma poziom pierwowzoru!

Oczywiście są różnice i to duże. Tamten - grany był na prawdziwej widowni, co akurat w tym przypadku ma znaczenie. W Och-Teatrze grany jest w Och-Cafe przy dużo mniejszej widowni. Są małe różnice w tekście. Ponieważ zupełnie inna jest przestrzeń do grania, siłą rzeczy inne są sytuacje. Ale trzeba przyznać, że całość zaadaptowana została perfekcyjnie, a aktorzy w obydwu rzeczywistościach też grają znakomicie. Może "przygotowanie" powinno potrwać troszkę dłużej? Zdecydowanie podniosłoby to temperaturę, która i tak na niedzielnym spektaklu zaczęła błyskawicznie rosnąć, zresztą ku uciesze aktorów i małej garstki wtajemniczonych widzów. Dalej można tylko zacytować zdanie sprzed ćwierć wieku: "no tak, niestety nie mogę ci nic więcej powiedzieć. Jak zobaczysz (oczywiście, o ile uda ci się wejść), to sam zrozumiesz".

Zabawa jest wyśmienita, o czym świadczą wybuchy śmiechu w czasie spektaklu, a po jego zakończeniu gromkie i długie brawa.

Krzysztof Stopczyk
http://kulturalnie.waw.pl
19 kwietnia 2014

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia