Podróżnik, obywatel świata

Portret Tadeusz Różewicz

Tadeusz Różewicz jest najważniejszym bohaterem 16. Portu Wrocław - festiwalu literackiego. Dla wielu z nas to nazwisko wiąże się wyłącznie z poezją. Warto przypomnieć, że Tadeusz Różewicz jest nie tylko poetą, ale także prozaikiem, znakomitym dramaturgiem, scenarzystą. Spod jego pióra wyszły sztuki teatralne, z powodzeniem wystawiane do dziś. Niewielki szkic o mistrzu słowa pisze Małgorzata Matuszewska

Urodził się w dniu wizyty Józefa Piłsudskiego w Radomsku - 9 października 1921 roku. Wizyta marszałka nie wpłynęła chyba znacząco na życie chłopca. "Przyjście poety na świat w skromnej relacji matki: »Tadeusz urodził się 9 października 1921 r. w Radomsku, ulica Reymonta 12, koło rzeczki Radomki«." - pisze Zbigniew Majchrowski w książce biograficznej pt. "Różewicz".
Ojciec pana Tadeusza był urzędnikiem sądowym, sekretarzem sądu grodzkiego, potem w Częstochowie, dokąd przeprowadziła się rodzina. Matka - Stefania Maria z Gelbardów - prowadziła dom. To jej poświęcił tom "Matka odchodzi",

Radomsko punktem zero 
Różewicz w bardzo wielu utworach odwołuje się do miejsca swojego dzieciństwa. - Różewicz właściwie nie napisał prozy, która nie byłaby chociaż trochę autobiograficzna - twierdzi dr Wojciech Browarny, adiunkt w Zakładzie Historii Literatury Polskiej po 1918 r. Uniwersytetu Wrocławskiego. - Z czasem jego "ja" tekstowe coraz bardziej zbliża się do "ja" biograficznego. W tekstach rozsiane są sygnatury: "ja, Tadeusz R., urodzony w 1921 roku w Radomsku" - to fragment życiorysu wpisany w tekst - opowiada.

- Centralnym punktem tego autobiografizmu jest "małe miasteczko północy". Radomsko, rodzinne miasto pisarza, to środkowa Polska, niczym się nie wyróżniająca. Na mapie nie jest żadnym punktem ogniskowym, to nie Wilno ani Lwów, Gdańsk, Kraków, a jednak bardzo polskie miejsce, przyrodniczo, kulturalnie, socjologicznie, geograficznie, krajobrazowo - mówi Wojciech Browarny. - Różewicz wychodzi z tego miejsca w świat, skomplikowany i przemieszany po drugiej wojnie światowej. Ale symbolicznie ciągle wraca do miasteczka, najważniejsze narracje zaczyna od punktu zero, punktu wyjścia - twierdzi.

Debiut: proza
Tadeusz Różewicz debiutował jako prozaik, jego "Echa leśne" - partyzancki druk (na powielaczu) z 1944 roku to przede wszystkim nowele.

- To była literatura w duchu Słowackiego - heroiczna, patriotyczna, momentami nawet patetyczna. Niezła proza, ale niepasująca do późniejszej twórczości Różewicza - uważa dr Browarny. - Przeżył drastyczne wydarzenia, między innymi śmierć brata Janusza zamordowanego pod koniec wojny (1944), więc kolejne wojenne i okupacyjne opowiadania pisane po 1945 roku są mocno rozliczeniowe, gorzkie. Zerwał z heroicznym mitem obrońcy ojczyzny i wolności, widocznym w pierwszym tomie - mówi.

Dr Browarny uważa, że spod patronatu Słowackiego i Żeromskiego Różewicz przeszedł pod patronat późnego Mickiewicza - od życiorysu heroicznego do prozaicznego, bardziej prywatnego, od uwielbienia ojczyzny do pochylenia się nad zwyczajnym życiem, codziennością. Ślady tego procesu są widoczne już w późnych latach 40.

Podróżnik, obywatel świata 
Wojna sprawiła, że pracował jako kierownik magazynu dla dozorców domowych, był partyzantem w Armii Krajowej, a rodzina przeprowadziła się do Częstochowy.

W powojennym życiu, wbrew utartemu myśleniu, Różewicz mnóstwo podróżował. Był nawet na Węgrzech, gdzie spędził cały rok 1950. W 1956 roku był w Mongolii. We wschodnim Berlinie reprezentował (razem z Leonem Pasternakiem) pisarzy polskich na obchodach setnej rocznicy śmierci Heinricha Heinego.

- Od kiedy osiadł w Gliwicach w 1949 roku, zjeździł cały świat - opowiada dr Browarny. - był w Paryżu i Rzymie. Znajomi literaci - Tuwim, Przyboś - sugerowali mu, że odciął się od świata prowincją, ale Różewicz jeździł, przywoził reportaże, szkice, pomysły na różne teksty - mówi literaturoznawca.

W czasach młodości Różewicza Zachód był marzeniem wielu Polaków. Pisarz pozbawił go jednak egzotyki.

- Paryż, Rzym dla przeciętnego Polaka w czasach PRL były miejscami wyobrażonymi, idealizowanymi. Pisarz pojechał tam i nie znalazł nic poza mitami, narracjami i obrazami, które oddzielają jednostkę od realnego doświadczenia - uważa Wojciech Browarny. - Bo Różewicz jest pisarzem konkretu, realnego, cielesnego, przyziemnego. Tylko w materialnym, biologicznym doświadczeniu, tylko "nisko, przy ziemi" jest autentyzm - dodaje.

Tożsamość Różewicza, tożsamość Polaka 
Przemiany, które dokonały się za jego życia w Polsce, nie mogły pozostać bez wpływu na jego twórczość i opisywanie człowieka.

- Po wojnie na nowo polskość próbowały opisać rewizjonistyczne powojenne dyskusje, toczone przez literatów i filozofów, filmowców, publicystów - uważa dr Browarny. - Nowoczesną tożsamość stwarza między innymi polityczność, świadomość, że naród i społeczeństwo są zawsze podzielone, zróżnicowane, a wspólnotę można skonstruować na różne sposoby. Różewicz opisał człowieka idei - tego, który ma projekt nowego świata. To obrońca ojczyzny, tracący jednak wiarę, że zabijanie można czymkolwiek usprawiedliwić, potem to człowiek szukający "nowej wiary" po katastrofie wojny - dodaje Browarny. 

Plonem jego węgierskiej podróży był zbiór reportaży "Kartki z Węgier". - Pokazał człowieka, który wierzy w możliwość budowy "szklanych domów". W tekstach Różewicza są ślady myślenia idealistyczno-socjalistycznego spod znaku Żeromskiego i młodego Ziuka, czyli Piłsudskiego - uważa dr Browarny.

W poszukiwaniu kultury
Różewicz jest nie tylko twórcą, ale także odbiorcą kultury. Odbiorcą wymagającym i wytrwałym w poszukiwaniach. Osławiona jest jego pasja czytania gazet. W przejawach kultury szuka człowieka.

- W utworach z lat 60. i 70. Różewicz głęboko drąży kulturę, odsłaniając pustkę, nicość kultury nowoczesnej, masowej, na przykład reprodukowanej przez telewizję - uważa dr Browarny.

Według polonisty, to był czas "małej stabilizacji" w Polsce, ugruntowania się mentalności małomieszczańskiej. - Różewicz pokazuje ten światopogląd, z jednej strony tradycyjny - odtwarzający sienkiewiczowskie wzorce, swojskość, płytki patriotyzm i rytualną religijność - z drugiej zakorzeniony w anomii realnego socjalizmu, społecznej obojętności i nieufności do innych - opowiada Wojciech Browarny.

I dodaje: - W jego prozie zderzają się wielkie antagonizmy tamtej epoki: komunistyczny nacjonalizm i koncepcja "narodu przykościelnego", realizowana przez kardynała Stefana Wyszyńskiego, gomułkowska "mowa-trawa" oraz ironiczny, krytyczny wobec polskich mitów nurt w historii idei i literaturze. Między nimi tworzy się Różewiczowski "szary człowiek" - uważa.

Dr Browarny twierdzi, że Różewicz odnajduje nowego człowieka jako typowego urzędnika, mieszkańca bloku, półinteligenta, everymana, który jest pragmatyczny, a przy tym jeszcze myśli cytatami z Sienkiewicza i Mickiewicza. O takim człowieku najlepiej opowiadać biograficznie.

Wojna, PRL i nowe czasy 
"Debiutowałem kilka razy. To tak, jakbym się kilka razy rodził. Pierwszy raz przed wojną: w gazetkach i pismach szkolnych. Drugi raz w czasie okupacji konspiracyjnie wydanym tomikiem wspomnień z partyzantki. Trzeci raz, zaraz po wojnie, tomikiem satyr. Czwarty raz w roku 1947 tomem wierszy lirycznych »Niepokój«. Ten ostatni debiut uważam za najważniejszy dla mnie, choć i z tamtymi łączy się wiele wspomnień dobrych i złych. Sam jestem ciekaw, ile jeszcze razy w życiu będę debiutował" - pisze Różewicz w roku 1958 w ankiecie "Pisarze przy pracy" na łamach śląskiej "Trybuny Robotniczej" - przywołuje jego słowa Zbigniew Majchrowski.

W czasie wojny partyzant (do Armii Krajowej wprowadził go jego starszy brat Janusz) - kapral podchorąży "Satyr". Pod pseudonimem Satyr ukazują się "Echa leśne".

Zaraz po wojnie trafił do Krakowa, dokąd ściągnął go Julian Przyboś, zainteresowany talentem Różewicza prezentowanym na łamach "Odrodzenia". Maturę zdał właśnie w Krakowie i został studentem historii sztuki. Zaprzyjaźnił się z Mieczysławem Porębskim, historykiem sztuki. 
W późniejszej, wieloletniej korespondencji z Zofią i Jerzym Nowosielskimi prezentuje świetny zmysł estetyczny i wiedzę o malarstwie, opisuje wizyty w muzeach i galeriach, wspomina przyjaźnie z artystami plastykami.

Wraz z nadchodzeniem nowych czasów, wielu opozycjonistów widziało w nim kogoś, kto powinien opowiedzieć się po ich stronie.

- Ostatnie lata PRL były dla niego trudne. Był wtedy pisarzem niechcianym, nielubianym w niektórych środowiskach. Nie dawał się zinterpretować jako "stojący po naszej stronie" - opowiada Wojciech Browarny. - To, co napisał w latach 70., było zbyt wieloznaczne, kłopotliwe politycznie i obyczajowo. "Do piachu", "Białe małżeństwo" nie podobało się ani publicystom partyjnym, ani kombatantom, ani władzom kościelnym. W kazaniu na krakowskiej Skałce w 1976 roku jego i Grotowskiego potępił kardynał Wyszyński - opowiada.

We Wrocławiu mieszka od 1968 roku.Teatr był jego domem. Wciąż jest. Najbardziej znane jego dramaty to: "Kartoteka" (1960), "Świadkowie albo Nasza mała stabilizacja" (1964), "Wyszedł z domu" (1965), "Stara kobieta wysiaduje" (1969), "Na czworakach" (1972), "Białe małżeństwo" (1975), "Do piachu" (1979), "Pułapka" (1982). Jego sztuki cieszą się niesłabnącym powodzeniem. Na afiszu Współczesnego jest "Białe małżeństwo" w reż. Krystyny Meissner i "Pułapka" Gabriela Gietzky\'ego.

Tadeusz Różewicz bywa gościem Teatru Współczesnego, choć nie szukajcie go wśród publiczności.

- Moje pierwsze spotkanie z Tadeuszem Różewiczem odbyło się bardzo dawno temu, z okazji spektaklu "Śmieszny staruszek" - wspomina Krystyna Meissner, dyrektorka Współczesnego. - Wyreżyserowałam go w bydgoskim Teatrze Polskim i przywiozłam do Wrocławia.

Po raz pierwszy przekonałam się wtedy, jak niezwykle interesującym jest człowiekiem. I jakim wyzwaniem jest kontakt z nim - trud-no mi było zrozumieć jego opinię o mojej pracy, bo jednocześnie i podrwiwał, i chwalił. Jakby miał dwoisty stosunek do świata: coś go zachwycało, a potem wycofywał się w kpinę - opowiada.

Krystynie Meissner, doświadczonej reżyserce, Różewicz otworzył nowe teatralne horyzonty. - Tak naprawdę spotkaliśmy się niedawno, podczas powstawania "Białego małżeństwa" - mówi Meissner. - Zwróciłam się do Tadeusza Różewicza z prośbą o zgodę na wystawienie tego tekstu przez młodego reżysera. Ale autor nalegał, żebym spektakl zrealizowała ja sama. Zaczęłam wczytywać się w "Białe małżeństwo", w historię wystawień i zrozumiałam, ile ten tekst daje możliwości i jak przewrotny może z niego powstać spektakl - dodaje.

Tadeusz Różewicz oczywiście nie uczestniczy w próbach. Ale współpracuje z reżyserem, wygląda efektów pracy zespołu. Tak też było z "Białym małżeństwem".

- Różewicz był niespokojny, często do mnie telefonował, przyjeżdżał do teatru z pomysłami inscenizacyjnymi, które przyjmowałam lub odrzucałam. Wiedziałam, że nie interesuje go aura skandalu obyczajowego i skojarzenia z pornografią. Mnie to również nie interesowało. 
Czasy się zmieniły, pozornie tabu przestało istnieć, jednak pozostajemy w tym samym gorsecie obyczajowym, co blisko 40 lat temu, kiedy powstawał dramat - opowiada Krystyna Meissner.
"Białe małżeństwo" autor oglądał na specjalnej próbie.

- Wszystko poszło tak, jak na przedstawieniu. Przyszedł w towarzystwie żony i aktorek, które w 1975 roku grały Biankę i Paulinę w "Białym małżeństwa" w reżyserii Kazimierza Brauna. Dziękując zespołowi po pokazie, powiedział: "Gdybym był recenzentem, napisałbym fantastyczną recenzję przedstawienia". Bardzo mnie to ucieszyło, bo nie byłam do końca pewna, czy zaakceptuje naszą interpretację dramatu - mówi Meissner.

Ciekawe, że interesują go inne sztuki. Kiedy dowiedział się, że Piotr Sieklucki przygotowuje we Współczesnym "Pożegnanie jesieni" Witkacego, nazajutrz po premierze zadzwonił do Krystyny Meissner i zapytał, jak poszło. - Chcę i tym razem zaprosić poetę na specjalną próbę - tylko dla niego - obiecała nam Krystyna Meissner.

W Roku Różewicza będzie dużo imprez. Twórca interesuje się nimi. Spodobał mu się tytuł projektu "Różewicz rozrzucony", realizowanego przez Teatr Współczesny. - Myślę, że ważne jest dla niego, iż będziemy prezentować jego sztuki w Krakowie - mieście, w którym pisał pierwsze wiersze, studiował... Tam wszystko się zaczęło, także przyjaźnie, m.in. z Mieczysławem Porębskim. Poeta nie chce brać udziału w swoim święcie osobiście, ale sądzę, że będzie je obserwował i byłabym szczęśliwa, gdyby przyniosło mu to choć trochę satysfakcji - uważa Meissner.

"Historia pięciu wierszy" - tom z uśmiechem Pana Tadeusza 
Pierwsze wydanie tego smakowitego literackiego kąska (typograficznie innego) datuje się na rok 1993. Jego premiera była podczas 48. Kłodzkiego Wieczoru Artystycznego. "Dla mnie najcenniejszy jednak był, akceptujący nasze edytorskie starania, uśmiech Tadeusza Różewicza" - pisze we "Wstępie do Historii..." Bogusław Michnik, wydawca. I dodaje: "Książka jest tyleż historią wierszy, opisującą zmaganie poety ze słowem, co ich historią wizualną.

Jest swoistym autoportretem wielkiego artysty tworzonym podobnie jak tworzy się obrazy malarskie lub rzeźby (płaskorzeźby?)". Bogusław Michnik zainspirował się tomem "Płaskorzeźba", opublikowanym w Wydawnictwie Dolnośląskim w 1991 roku. "Płaskorzeźba" składała się z utworów i ich faksymiliów. W nowej "Historii pięciu wierszy" Bogusław Michnik przypomniał, że w 1940 roku w Radomsku Różewicz pracował w magazynie z materiałami dla dozorców budynków.

Mam nadzieję, że Tadeusz Różewicz uśmiechnie się, biorąc do ręki "Historię pięciu wierszy". Wydana została starannie, choć w niewygodnym dla ludzi czytających w pojazdach komunikacji miejskiej formacie A4. Ale ta książka jest przeznaczona nie do pospiesznego kartkowania, ale uważnej lektury. Czytelnik, który lubi śledzić, jak powstawał utwór, będzie usatysfakcjonowany. Bo przecież interpretacja wiersza zależy niezupełnie od uczuć czytelnika, ale przede wszystkim od słów, używania dużych i małych liter, umieszczania znaków interpunkcyjnych.

W tomie znajdziecie językowe dzieje: "Przypomnienia", "Zwierciadła", "Wody w garnuszku, Niagary i autoironii", "patyczka", "Dezerterów" .

Różewicz pisze, że "od wielu lat nosił się z myślą napisania tego »poematu«; powstało wiele wersji, ale żadna z nich nie przybrała formy ostatecznej. Widocznie należę do odchodzącej formacji, dla której istnieją problemy niemożliwe do rozwiązania". Rozważając problem dezerterów wielu armii, pisze bezradnie: "Czy kiedyś dorośniemy do tego, żeby zrozumieć Całego Człowieka?

Bohatera, tchórza, dezertera...". W kontekście tych słów, poeta zyskuje nową jakość, nie dotyczy już wyłącznie wojen, ale - jak pisze Różewicz - Całego Człowieka. "Historia..." to także efekt wysiłku Jana Stolarczyka, edytora tekstów Różewicza. Jak zwykle dowcipny, wspomina, kiedy w bystrzyckim sklepie papierniczym powiedział panu Tadeuszowi, że są "bloki z makulatury". "Na to on: »No to proszę mi dwa kupić«. I dodał mniej więcej takie słowa: »na słabe wiersze szkoda dobrego papieru«". Czytanie to ciężka praca. Absorbująca. Warto ją wykonać, warto przyjrzeć się skreśleniom, by znaleźć prawdę.


11 kwietnia 2011

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Nastazja wychodzi za mąż
Krzysztof Babicki
Kameralny spektakl o namiętnościach n...