Podsumowanie R@Portu: hołd dla wypędzonych

14. Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@port

Po raz 14. do raportu postawiono w Gdyni teatr na bazie współczesnych tekstów polskich autorów. Wśród siedmiu propozycji konkursowych Festiwalu R@Port nie zabrakło nawiązań do polityki, z osobą Lecha Wałęsy na czele, trudnych relacji polsko-ukraińskich czy głosu feministek i mniejszości seksualnych. Główna nagroda zasłużenie przypadła jednak skromnym, ale wstrząsającym "Zapiskom z wygnania" w wykonaniu Krystyny Jandy, docenionym również przez widzów Nagrodą Publiczności. Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna trafiła do Rafała Wojasińskiego za sztukę "Siostry".

Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@Port od kilkunastu lat umożliwia widzom Teatru Miejskiego w Gdyni skonfrontowanie teatru, jaki oglądają na co dzień, z najnowszym (wyprodukowanym w roku poprzedzającym festiwal) teatrem z kraju. W tym roku do Gdyni przyjechały teatry z Warszawy, Krakowa, Poznania, Legnicy, Rzeszowa i Kielc (poza konkursem również z Koszalina). Ponadto, żeby zobaczyć "Wieloryba" Teatru Miniatura widzowie udali się do Gdańska, oglądając spektakl w jego naturalnej przestrzeni na podwórzu i Dużej Scenie Teatru Miniatura. Czy taka reprezentacja jest miarodajna dla pulsu teatralnego w Polsce? Z pewnością tak, choć bez trudu wyobrazić można sobie zupełnie inne propozycje w festiwalowym konkursie.

Najciekawsze propozycje R@Portu

W tym roku wyróżniły się cztery propozycje. "Wierna wataha" duetu PiK (Paweł Wolak i Katarzyna Dworak) w Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy w reżyserii wspomnianego duetu poświęcony jest surowym regułom wiejskiej społeczności, w której najważniejszym dobrem jest gromada i wspólnota, a każde odstępstwo od normy uważane jest za zbrodnię nie do wybaczenia. Gdy rodzina Wolfów nie może oddać na księdza syna, jak każe wielopokoleniowa tradycja, decyduje się powierzyć Bogu jedną z córek. Jej ojciec, zamiast umacniać córkę w jej posłannictwie, uczy ją miłowania siebie, życia i bliźnich, za co oboje zapłacą wysoką cenę. Zabobon łączy się tu z żarliwą wiarą, a grzech i występek z pragnieniem zemsty, zaś zbrodnia z próbą odkupienia win. Ciekawie rozegrano plan aktorski, zbudowany z gawędziarza-komentatora (Paweł Wolak) oraz aktorów odgrywających przywoływane przez niego zdarzenia i stanowiących jednocześnie chór przedstawienia. Przez niemal cały spektakl aktorom towarzyszy cieknąca z góry woda - miejsce inicjacji, przełomów, oczyszczenia czy zbrodni.

"Wałęsa w Kolonos" Teatru Łaźnia Nowa w Krakowie w reżyserii Bartosza Szydłowskiego to z kolei skrzący się od dowcipu i ironii obraz władzy i rywalizacji o nią. Już na początku wyraźnie za dużą koronę zakłada Kreon - korona mu nie pasuje, znacznie przekracza obwodem głowę, więc założona zostaje na ramiona niczym wieniec triumfalny. W tekście Jakuba Roszkowskiego odniesienia do antyku przeplatane są sytuacją naszej rodzimej polityki, z tytułowym Wałęsą z przyczepioną do klapy marynarki Matką Boską na czele. Grający dzisiejszego, sędziwego Wałęsę Jerzy Stuhr nie naśladuje Lecha Wałęsy - gra oderwanego od rzeczywistości, przekonanego o swojej wielkości i podniosłem roli dawnego króla. Chociaż obecnie znajduje się na marginesie historii, wciąż czuje się herosem gotowym na dziejowe posłannictwo. Powtarza też z goryczą: "najlepiej było umrzeć wtedy - od razu po zabiciu czerwonego Sfinksa" - wtedy, jak zapewnia nie bez racji, od razu trafiłby na pomniki i karty historii. Twórcy spektaklu punktują jednak nie tylko "problem", jaki mamy z postacią Lecha Wałęsy, ale też uniwersalne mechanizmy walki politycznej, sprowadzając je do absurdu, jak podczas finałowej sceny walki o uwagę mas i symbol władzy - mikrofon.

Wcześniej, w prologu, uczestniczymy w ruchowej, symbolicznej scenie, której rytm wyznacza młody Wałęsa, przewodząc grupie kilkudziesięciu chórzystów i aktorów spektaklu, ale do czasu... Ponieważ perspektywy się zmieniają, co raz znajdujemy się pomiędzy tyradami Tejrezjasza, Kreona, Ateny i Wałęsy, słuchamy chóru naturszczyków - przedstawicieli społeczeństwa. Gdzieś na marginesie akcji ukazano życie rodzinne Wałęsy - po drugiej stronie sceny od pogrążonego we wspomnieniach własnej świetności Wałęsy siedzi kobieta pichcąca jabłecznik - to jej jedyne zajęcie, do czasu, gdy Wałęsa rzuci do niej: "Danka, idziemy". Między tym dwojgiem nie ma żadnej bliskości czy interakcji. "Wałęsa w Kolonos" to niewątpliwie propozycja intrygująca, dojmująco aktualna w swoim wydźwięku.

Spektakl Krystyny Jandy z Nagrodą Główną

Nagroda Główna Festiwalu w pełni zasłużenie trafiła jednak do Teatru Polonia w Warszawie za "Zapiski z wygnania" [na zdjęciu] Sabiny Baral w reżyserii Magdy Umer. Na scenie za półprzezroczystą zasłoną znajduje się pięcioosobowy zespół, grający muzykę inspirowaną muzyką żydowską oraz Krystyna Janda, wcielająca się w rolę Sabiny Baral - autorki wspomnień z okresu nagonki na Żydów w 1968 roku. Tekst Baral przybliża dramat rodzin żydowskich, które przetrwały Holokaust, a zostały wygnane z Polski przez osoby uważane przez nich za rodaków, pozbawiających ich tożsamości, obywatelstwa i godności. Janda, za Baral, opisuje perypetie, jakie przejść musiała rodzina żydowska od momentu oświadczenia Władysława Gomułki na temat gotowości wydania nacjonalistom żydowskim paszportów emigracyjnych. Z detalami poznajemy kolejne upokorzenia, zagrabienia majątku, uporczywe nękanie, którym poddani byli polscy Żydzi. Opowieść nie kończy się wraz z opuszczeniem kraju. Prowadzona jest do czasów współczesnych, gdy Baral, obywatelka USA, pojawia się na zlocie klasowym swojego liceum we Wrocławiu w 2010 roku.

Krystyna Janda prowadzi narrację w pełnym skupieniu, czasem śpiewa z zaciśniętym gardłem. Mówi w sposób dobitny, z siłą cedząc słowa, czasem sama się wzrusza, załka lub uśmiechnie, co obserwujemy w szczegółach dzięki zbliżeniu ujęcia skierowanej na twarz aktorki kamerze podczas momentów mówionych. Gdy artystka śpiewa lub kiedy gra zespół muzyczny, prezentowane są materiały archiwalne, poświęcone wydarzeniom tamtych czasów lub wspomnieniom innych wypędzonych Żydów. Całość w kameralnej, minimalistycznej oprawie jest protestem wobec ludzkiej krzywdy i rasistów każdej nacji. "Nie dzielę ludzi na Polaków i nie-Polaków, dzielę ludzi na mądrych i głupich" - mówi słowami Baral Krystyna Janda. Warto wsłuchać się w te słowa i zrozumieć dramat osób oddartych z godności, pozbawionych ojczyzny i opuszczonych przez przyjaciół. "Zapiski..." wygrały R@Port bezdyskusyjnie - Nagroda Główna (wraz ze statuetką i 50 tys. zł) i Nagroda Publiczności mówią same za siebie.

Jury w składzie prof. Małgorzata Jarmułowicz, Małgorzata Sikorska-Miszczuk i Małgorzata Bogajewska podjęło również decyzję o przyznaniu pozaregulaminowej, symbolicznej Nagrody Specjalnej spektaklowi "Lwów nie oddamy" z Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie. To głos w sprawie obrosłego w stereotypy i uprzedzenia polsko-ukraińskiego sąsiedztwa i subiektywnej pamięci historycznej. W formie ironicznego żartu i groteski, czasem zadziornie, czasem prowokacyjnie oddano sposób widzenia Ukraińców i Polaków przez nas samych. Scenę podzieliła na dwie części umownie zaznaczona rzeka - granica między "nami" a "nimi", wyznaczająca oś podziałów. Rolę "typowej Ukrainki" gra ukraińska aktorka Oksana Czerkaszyna, konfrontująca się z polskimi kolegami oraz obiegowym myśleniem o Ukraińcach i Ukrainkach w naszym kraju, łamiąc przy okazji stereotypy na ich temat. Reżyserka Katarzyna Szyngiera ukazuje relatywizm historii bez narzucania ideologii i z wyraźnie edukacyjnym przesłaniem apeluje o dialog ponad podziałami i próbę zrozumienia drugiej strony.

Wysoki poziom Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej

Odrębną, bardzo ważną częścią festiwalu jest finał Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, wraz z czytaniami sztuk zakwalifikowanych do finału nagrody. Po ich lekturze można stwierdzić, że najnowszy polski dramat ma się dobrze, choć bardzo rzadko trafia na scenę, o ile autor nie funkcjonuje w duecie twórczym z jakimś reżyserem. Takie pary, jak nieobecni w tym roku na R@Porcie Paweł Demirski z Moniką Strzępką czy obecni Jolanta Janiczak z Wiktorem Rubinem umożliwiają autorom komfort pracy, jakiego wielu twórców nie ma (chyba że pisze się i samemu wystawia własne teksty, jak obecny w finale konkursu GND w tym roku Tomasz Man). Pięć tekstów, jakie znalazły się w finale GND, porusza różne obszary tematyczne.

Z tego grona najbardziej zapada w pamięć sztuka Michała Buszewicza "Kilka obcych słów po polsku" poświęcona wypędzeniu Żydów z Polski w 1968 roku, ujęta z perspektywy dzieci osób wypędzonych, wspominających tamte wydarzenie jako swoje dzieciństwo lub usiłujących zrozumieć reakcje i motywacje swoich rodziców. W formie melorecytacji i strumienia myśli swoją uniwersalną sztukę o odnajdywaniu przemilczanych, wymazanych z rodzinnej pamięci tematów tabu (jak rzeź wołyńska, dramat gwałconych przez Rosjan kobiet) przybliżył Andrzej Błażewicz w utworze "Polskie rymowanki albo ceremonie". Chaos i niepokój wojny w "Wojna Dziecko Matka" zawarł Tomasz Man. Błyskotliwie, w ironiczny sposób, z piętnującymi stereotypy narastające wokół samotnej kobiety oraz skandaliczną Ustawą celibatową na Śląsku w latach 30. XX wieku (zakazującą nauczycielkom posiadać rodzinę) rozprawiła się w tekście "Nasza Pani" Agnieszka Charkot.

Nagrodzone Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną (statuetka i nagroda pieniężna w wartości 50 tys. zł) "Siostry" Rafała Wojasińskiego poświęcone są osobom społecznie wykluczonym, bezradnym i napiętnowanym. Taki status ma Romek, niepełnosprawny ojciec przygarnięty niczym bezpański pies przez również wykluczoną przez resztę rodziny córkę. Autor za pomocą "kalekich", pełnych niedopowiedzeń dialogów wydobywa tragizm osób nieprzystosowanych, usiłujących zachować godność i poczucie własnej wolności, pomimo narzucanych im ograniczeń.

Wysoka frekwencja

Dużym atutem R@Portu jest jego frekwencja. Widownie właściwie każdego ze spektakli konkursowych pękały w szwach, potwierdzając, że zapotrzebowanie na kontakt z innym rodzajem teatru niż ten reprezentowany przez artystów trójmiejskich teatrów jest w Gdyni bardzo duże. Trzeba przyznać, że w konkursie nie było ani jednego teatralnego arcydzieła, choć kilka propozycji interesująco problematyzuje poruszane kwestie, nawet jeśli warstwa artystyczna przedsięwzięcia pozostawia wiele do życzenia, jak w przypadku "O mężnym Pietrku i sierotce Marysi. Bajka dla dorosłych" Teatru Polskiego w Poznaniu.

Gorzej, gdy opowieść niewiele wnosi, stanowiąc po prostu poprawny teatr narracyjny ("Widnokrąg" Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach). W obu przypadkach wybór ten można uzasadnić repertuarową różnorodnością, choć wypada życzyć sobie lepszych spektakli na przyszłorocznej, jubileuszowej 15. edycji, już teraz zapowiedzianej przez dyrektora festiwalu Jacka Sieradzkiego podczas gali podsumowującej tegoroczny festiwal.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
8 czerwca 2019

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia