Poetka miłości.

Dlaczego dla Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej migdały były niebieskie?

Każdy zakochany przeczytał choćby jeden jej wiersz. Sama przeszła trzy małżeństwa – dopiero ostatnie było udane. Dorastanie w artystycznym domu sprawiło, że wyjątkowo oryginalnie widziała świat. Dziś, 9 lipca, przypada 75. rocznica śmierci jednej z najwybitniejszych polskich poetek, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.

- Maria Pawlikowska-Jasnorzewska była córką słynnego malarza Wojciecha Kossaka i siostrą satyryczki oraz pisarki Magdaleny Samozwaniec
- Jej poezja zyskała uznanie współczesnych jej twórców. Przetrwała próbę czasu, jest czytana do dziś
- Przeszła trzy małżeństwa. Dopiero ostatnie, z wojskowym Stefanem Jasnorzewskim było udane
- Opowieść o emocjonalnych przejściach poetki możemy odnaleźć w jej twórczości
- Dziś przypada 75. rocznica śmierci jednej z najwybitniejszych polskich poetek

"Wolałabym, by mnie Mickiewicz chciał całować,/ niż by mnie chciał słuchać" - pisała w "Złotych myślach kobiety". Ten trochę ironiczny, trochę zabawny wers mówi wiele o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej zarówno jako o poetce, jak i o osobie. Lilka, jak nazywano ją w rodzinie, była obdarzona zmysłem obserwacji, poczuciem humoru, niezwykłym talentem do zestawiania ze sobą słów, ale i tęsknotą za uczuciem.

W "Kossakówce" najlepiej

Otoczenie, w którym poetka dorastała, silnie wpłynęło na jej sposób postrzegania świata.
Maria urodziła się w 1891 r. w rodzinie artystycznej – mężczyźni malowali, kobiety pisały. Ojciec poetki, Wojciech Kossak to współautor "Bitwy pod Racławicami"; brat Jerzy to malarz-samouk, który nie chce się kształcić na uniwersytecie i woli obserwować na przykładzie malarstwa ojca i dziadka, Juliusza. Siostra Marii, Magdalena, znana z ciętych ripost i złośliwych komentarzy, przyjmie przydomek "Samozwaniec" i stanie się pierwszą damą satyry Drugiej Rzeczypospolitej.

Lilka, jak mówi się na Marię w domu Kossaków, chłonie atmosferę artystycznego domu – rodzice nie posyłają jej do szkoły, dziewczynka pobiera domową edukację. Magdalena Samozwaniec wspominała w swoich pamiętnikach, że obie miały szczęśliwe dzieciństwo, dorastały w zamożnym domu i niczego im nie brakowało (później, w dorosłym życiu, to właśnie do "Kossakówki" uciekały po kolejnych nieudanych małżeństwach). Dziewczynki hołubiły rodziców, ale specjalne miejsce w ich sercach miał ukochany ojciec. W życiu Marii było jednak coś, co jej doskwierało i miało tak być przez całe życie – choroba. Badacze podejrzewają skoliozę; podają też, że poetka przez całe życie nosiła gorset ortopedyczny.

Choć z listów oraz wspomnień bliskich Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej można wnioskować, że wada postawy wpływała na jej samoocenę, to nie dominowała jej całkowicie. Poetka była świadoma uroku, który miał swoje źródło w inteligencji i niezwykłym talencie poetyckim.

Z miłością nie ma łatwo
Miłość to jeden z głównych tematów w poezji Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Na tę prawdziwą musiała jednak w życiu trochę poczekać.

Pawlikowska-Jasnorzewska wychodziła za mąż trzy razy. W 1915 r. poślubiła porucznika Władysława Janotę Bzowskiego. Jak pisze Sławomir Koper, było to małżeństwo zawarte w pośpiechu, a małżonkowie wyznawali inny system wartości. Różnili się także intelektualnie – mało kto w tej dziedzinie mógł dorównać Marii Kossak... Magdalena pisała o tej parze, że są jak "domowy kogut z orlicą". Małżeństwo zostało unieważnione w 1919 r. Taka operacja kosztowała wiele – zarówno wymagała protekcji, jak i ogromnych nakładów finansowych. Dzięki interwencji Wojciecha Kossaka udało się ją przeprowadzić i Maria wróciła do Krakowa. Przez krótki czas brała udział w zajęciach na ASP.

W 1919 r. wyszła za mąż za Jana Gwalberta Henryka Pawlikowskiego, pisarza i znawcę folkloru podhalańskiego. Dla męża przeprowadziła się do Zakopanego i zamieszkała z jego specyficzną rodziną. Jak opisywała Magdalena Samozwaniec, atmosfera w domu męża była przytłaczająca. Gdy Marii zdarzyło się przy stole powiedzieć coś oryginalnego, zapadała cisza. Rodzeństwo męża patrzyło po sobie, potem zerkało na rodziców – i wszyscy wybuchali śmiechem. Maria wybaczała mężowi wiele, ale Pawlikowski przekroczył wszelkie granice, gdy nawiązał romans z tancerką Wally Konchinsky, która zaszła w wyniku tego związku w ciążę. Małżeństwo było skończone w 1921 r., rozwód sfinalizowano w 1929 r. Co ciekawe, Maria Pawlikowska złożyła w sądzie wniosek o odszkodowanie za zniszczenie małżeństwa. Sprawę wygrała, Pawlikowski musiał jej zapłacić 10 tys. dolarów. Miał z tym bardzo duże problemy.

Pawlikowska znów wróciła do Warszawy. Wydawało się, że będzie już jak w jej wierszu, "Ofelia": "Ach, długo jeszcze poleżę,/ w szklanej wodzie, w sieci wodorostów,/ zanim nareszcie uwierzę,/ że mnie nie kochano po prostu". Ale dwa lata po rozwodzie, w 1931 r. zdecydowała się spróbować po raz trzeci. Wyszła za Stefana Jerzego Jasnorzewskiego, porucznika lotnictwa. Jego żoną została do końca życia. Miłość do Jasnorzewskiego była zupełnie niespodziewana, i dla Marii, i dla Stefana. Ona uległa przystojnemu, pełnemu wdziękowi, dziesięć lat młodszemu wojskowemu. On podziwiał jej talent, oryginalność, trafność obserwacji. Zachowały się ich listy z czasów małżeństwa. Ona pisała do niego: "Loteczku", on do niej: "Lileczko" albo "Bajbaku". Ona: "potrzeba mi bardzo Twojego miłego widoku" (1942), on: "Robaczko mała, mieszkająca w moim sercu jak w róży" (1941). Ona: "Dlaczego się Panek nie wyszczególnia. Bardzo proszę pisać" (1944). On: "Czy już przeszedł podły katar? Jak się czujesz, Robactwo? Jestem przekonany, że już dobrze. Odżywiaj się tylko, bo jak nic nie jesz i nie pijesz, to wszelkie świństwo, na psa urok, może się przyplątać" (1941).

Takie było szczęście, na które Pawlikowska-Jasnorzewska najwidoczniej czekała.

Poetka wybitna
Z turbulencjami w życiu prywatnym Pawlikowska-Jasnorzewska radziła sobie przy pomocy swojej twórczości – nie wahajmy się powiedzieć, wybitnej. Zadebiutowała trzema utworami poetyckimi w "Skamandrze" w 1922 r. W późniejszych latach często pokazywała swoją poezją w tym piśmie. Była blisko skamandryckiego towarzystwa, przyjaźniła się z formistami z Krakowa, a także z Witkacym. Również w 1922 r. wydała swój pierwszy tom "Niebieskie Migdały". Tom zachwycił skamandrytów, uznanie okazał też Stefan Żeromski. Jak podaje Koper, gdy krytyk Ostap Ortwin poddał w wątpliwość jakość poezji Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Jan Lechoń odpowiedział, że za urodę wierszy poetki skamandryci "dają słowo honoru".

Poetka publikowała też w "Bluszczu" (1924-1939 z przerwami), "Wiadomościach Literackich" (1924-1939), "Tygodniku Ilustrowanym" (1924-1931), "Świecie" (1925-1930), "Cyruliku Warszawskim" (1927-1930), "Czasie" (1930-1935), "Gazecie Polskiej" (1933-1937). Działała też w Polskim Radiu, gdzie pracowała jako autorka słuchowisk radiowych. Należała do PEN Clubu. Trzeba też wspomnieć, że uhonorowano ją nagrodą literacką miasta Krakowa.

Nikt tak nie widział kolorów
Trudno odmówić Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej oryginalności. Jej absolutnie wyjątkowe spojrzenie na świat przebija się w niemal każdym jej utworze. Wystarczy spojrzeć na debiutancki tomik, wspomniane "Niebieskie migdały". Jak wskazuje badacz Janusz R. Kowalczyk, w zbiorze mieści się 48 utworów, a jedynie w siedmiu nie zostaje wspomniany żaden kolor. W niektórych pojawiają się jednak nawiązania do malarstwa. Jak zaznacza Kowalczyk, Pawlikowska-Jasnorzewska była nie tylko "poetką miłości", jak nazywa ją wielu, ale i poetką koloru.

 

Zapewne dlatego Magdalena Samozwaniec, która napisała książkę o siostrze, nadała jej tytuł "Zalotnica niebieska". Barwa, bez której nie ma poezji Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, była na dodatek właśnie tą, którą sama poetka wybrała do tytułu swojego ważnego, bo debiutanckiego tomu. Zalotność, tak charakterystyczna dla Marii - kobiety, której mężczyźni nie mogli się oprzeć - zaowocowała w zestawieniu z niebieskim wyjątkowo trafnym tytułem, ale i ta trafność nie powinna nikogo dziwić. Magdalena znała Marię na wskroś, według niektórych rywalizowały ze sobą (Magdalena jednak uznawała wyższość literacką Marii) i mocno kochały. Za dowód niech posłuży choćby to, że w czasach rozłąki pozostawały ze sobą w ciągłym kontakcie listownym. Silnej więzi między siostrami de domo Kossak poświęcono niejedną pracę naukową, a i tak z pewnością nikomu nie udało się dotrzeć do jej rdzenia.

Samotność na wojnie
Szczęście Jasnorzewskich przerwał wybuch drugiej wojny światowej. Stefan Jasnorzewski, jako wojskowy, chciał wziąć udział w walce. Niestety, dyskwalifikował go stan zdrowia – chorował na serce. Maria musiała opuścić Polskę – dzień po wybuchu wojny miał swoją premierę jej dramat, "Baba Dziwo", w którym wyśmiewała niemiecki totalitaryzm.

Po klęsce września, Jasnorzewscy wyjechali najpierw do Rumunii, a następnie Francji i Anglii. Posypały się nieszczęścia: kraj w stanie wojny, rozstanie z rodziną i niepokój o nią. Jak podaje Koper, poetka nie potrafiła się dopasować do środowiska emigracyjnego. Doskwierała jej też tęsknota za mężem, którego do walki goniła potrzeba działania. W dodatku, w 1942 r. odebrała wiadomość o śmierci ukochanego ojca, a rok później – matki. Była przygnębiona i samotna.

Z poetki wrażliwej, wręcz ezoterycznej, stała się dokumentatorką różnego rodzaju bólu. W 1944 r. u Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej zdiagnozowano chorobę nowotworową. Opisywała sposób, w jaki zmienia się jej ciało, jakie konsekwencje mają dla niej cierpienie i straszna choroba. Ale i nie traciła dawnego rezonu. Przed operacją w lutym 1945 r. pisała tak: "Trzeba wyglądać jak najlepiej w tym wszystkim. I ubrać się jak do »teatru«. Jedwabną kombinację pod spód, na wierzch koszulę różową, tę z wełny, i kaftanik jedwabny różowy, może na psa urok ostatni raz, siatka na włosy".

W tych przygotowaniach pomagał jej Stefan. Jak podaje Koper, Jasnorzewski czuwał przy żonie w szpitalu, spał przy jej łóżku. I znów, jak w jej poezji, najważniejsza okazała się – miłość. Dawała jej poczucie pokrzepienia w trudnych, pełnych bólu chwilach.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska zmarła 9 lipca 1945 r., a jej mąż w 1970 r. Do końca życia miał nie rozstawać się z listami, które pisali do siebie z żoną. Podobno nie pokazał ich nawet Magdalenie Samozwaniec, gdy pisała książkę o swojej siostrze-poetce. Po jego śmierci, korespondecję małżonków przywiozła do Polski siostra Stefana, Halina Jasnorzewska-Kaduszkiewicz i przekazała ją do Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.

Podczas pisania korzystałam z następujących źródeł:- Sławomir Koper, "Siostry z »Kossakówki«", [w:] "Życie prywatne elit artystycznych - - Drugiej Rzeczypospolitej", Warszawa 2010-2011
- Sławomir Koper, "Siostry z »Kossakówki«", [w:] "Życie prywatne elit artystycznych - - Drugiej Rzeczypospolitej", Warszawa 2010-2011
- Janusz R. Kowalczyk, "Maria z Kossaków Pawlikowska, »Niebieskie migdały«", [w:] https://culture.pl/pl/dzielo/maria-z-kossakow-pawlikowska-niebieskie-migdaly [dostęp: 9.07.2020]
- Rafał Podraza, "Wojna, wiersze i emigracja Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej", [w:] https://culture.pl/pl/wydarzenie/wojna-wiersze-i-emigracja-marii-pawlikowskiej-jasnorzewskiej [data dostępu: 9.07.2020]
- Bartłomiej Szleszyński, "Maria Pawlikowska-Jasnorzewska", [w:] https://culture.pl/pl/tworca/maria-pawlikowska-jasnorzewska [data dostępu: 9.07.2020]
- "Z Tobą jednym. Listy Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Stefana Jasnorzewskiego", red. Elżbieta Hurnik, Warszawa 2015

Skan wiersza "Zapomniane pocałunki" pochodzi z serwisu Wolne Lektury.
Skan wiersza "O niej" pochodzi ze zbioru "Poezja naszego wieku" (Warszawa, 1989).

Joanna Barańska
Onet.Kultura
10 lipca 2020

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...