Pofruńmy gdzieś tam - w rozmowę

"Jeszcze nie pora nam spać" - reż. Rafał Kmita - Teatr Rozrywki w Chorzowie

Już na wstępie "Jeszcze nie pora nam spać" widzom obiecano brawurowe skecze, wzruszające piosenki i błyskotliwą konferansjerkę. Gdyby wszystkim tak dobrze szło wywiązywanie się z obietnic, świat - nie tylko teatralny - byłby piękniejszy.

Postacie, które urodziły się ze zderzenia Grupy Rafała Kmity z artystami chorzowskiego Teatru Rozrywki, tworzą najprawdziwszą galerię osobliwości. Starsza księgowa Krystyna i jej uczucie do stażysty Karola mają bezpośredni związek ze stratami w budżecie państwa. Zdziwaczały profesor z zieloną muchą pod szyją (Einstein, Zweistein, Dreistein?) próbuje odpowiedzieć na pytanie "jak żyć?", przywołując niemal archetypiczne postacie życia rodzinnego, w tym przezabawnego statystycznego polskiego szwagra w klapkach i skarpetach. Nadpobudliwy taksówkarz-cwaniak (brawurowy Piotr Plewa) czy prawnik, który chce się wyspowiadać w imieniu swojego klienta to dowód na to, że kreowana postać może być wyrazista bez względu na to, czy jest na scenie kilka minut czy kilka sekund.

Niektóre gagi rozbudowano do parominutowych scenek: o tym, jak w pociągu pod wpływem procentów rozluźniają się krawaty oraz o tym, jak moherowa babcia znajduje wspólny język z łysym dresiarzem; o trzech stetryczałych, znudzonych dziadkach, licytujących się na to, co komu pożarły korniki; o końcu świata i poświęconemu mu telewizyjnemu show na żywo, o protestach mieszkańców Lubartowa, o niezadowoleniu islamskich fundamentalistów i o tym, że mesjasz się spóźni, bo utknął w korku gdzieś pod Rzymem.

Artyści sprawnie bawią się błyskotliwymi tekstami Rafała Kmity. Co ma wspólnego brykiet z Giordano Bruno, czym się różni latawiec od psa na wietrze i kogo dobry lekarz ostrzegał przed Judaszem to tylko niektóre zagadki, które powodują przetaczającą się po widowni falę szczerego śmiechu. Z poetyckim patosem sąsiadują wyznania dotyczące kredytów i zapewnienia, że tablice Mojżesza to tak naprawdę zasady oddzielnego pisania "nie" z czasownikami i nic więcej.

O sile "Jeszcze nie pora nam spać" świadczą też przeplatające skecze piosenki, wszystkie pomysłowo dopieszczone tekstowo i aranżacyjnie. Twórcom udało się zachować równowagę między lirycznymi utworami o tym, co ulotne i zamknięte w przenośni (świetna Barbara Ducka) i wariackimi piosenkami o emocjonalnej huśtawce (jak ten męski kwartet, który nie może się zdecydować, czy usychać z tęsknoty, czy lepiej szukać ukojenia w życzeniu ukochanej jak najgorzej). Nie sposób nie wspomnieć o Mietku Konopce z zespołem: wełniany bezrękawnik, tamburynek i czapka-pilotka dodawały czaru płomiennym wyznaniom skierowanym ku kolejnym przypadkowym (i lekko przerażonym) kobietom na widowni.

Nie tylko jest czego słuchać: jest też na co popatrzeć. Jeśli ktoś chciałby sprawdzić, jak wygląda balet w wykonaniu wielkiego faceta w niebieskich skarpetkach (Jacek Stefanik), może to zobaczyć przy okazji piosenki o nie do końca chcianych snach. Równie imponująco wypada litania pracoholika z "Lotem trzmiela" w tle (z zawrotnej prędkości choreografią Jarosława Stańka poradził sobie Andrzej Róg). Na scenie pojawia się też zespół baletowy i słychać zespół wokalny, które nie dają zapomnieć, że to dziwowisko kabaretowe wystawiane jest na scenie Teatru Rozrywki. Co pewien czas odsłaniana jest też orkiestra, choć tak naprawdę powinno paść pytanie, dlaczego orkiestra w ogóle była zasłaniana?

W dziwowisku kabaretowym Rafała Kmity nie brakuje też momentów mocno refleksyjnych, bo jak bez refleksji przyglądać się rzeczywistości, w której koniec świata przypomina sylwestrowe show? Oprócz niewątpliwych walorów kabaretowych, "Jeszcze nie pora nam spać" rzuca światło na papkę współczesności, na którą panuje powszechna zgoda. Jest to też sztuka o potrzebie powrotu do rozmowy, o głodzie czegoś niebywale potrzebnego, choć trudnego do sprecyzowania. "Więc chodźmy się życia napić, jeszcze nie pora nam spać!"

Julia Korus
Teatr dla Was
9 czerwca 2012
Portrety
Rafał Kmita

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski