Pokolenie Wiedźm

,,Wiedźma' - aut. Karolina Fortuna - reż. Szymon Budzyk - Teatr Odwrócony w Krakowie

,Nazywam się Anna. Jestem.'' Tym zdaniem rozpoczęła swój monodram Anna Lenczewska podczas Letniego Festiwalu Teatrów Nieinstytucjonalnych w Krakowie. Spektakl ,,Wiedźma'' teatru odwróconego to inscenizacja dramatu Karoliny Fortuny wyreżyserowana przez Szymona Budzyka. Spektakl odbył się w niecodziennych warunkach, w ogrodzie Muzeum Archeologicznego, co jeszcze bardziej wpłynęło na atmosferę widowiska.

Kolejne zdania wypowiadane przez aktorkę podejmują wątek kondycji współczesnego teatru, tego że powinien zaskakiwać, pokazywać coś nowego, a ostatnio jest to nader rzadkie. Temat nie został szczególnie rozwinięty, słowa wypowiedziane przelotem, w formie lekkiego dowcipu ale nad wyraz istotne, spacerują za mną od kilku dni.

Główną bohaterkę, Wiedźmę Annę, poznajemy podczas rozbijania obozu niedaleko Babiej Góry, gdzie wkrótce ma się rozpocząć Sabat Czarownic. Anna w oczekiwaniu na przyjaciółki wiedźmy z zafascynowaniem opowiada o tym, co będą robić podczas sabatu, nie może się doczekać nowych receptur i wymiany doświadczeń, nie ukrywa też, ze czuje się samotna, co z kolei wprawia ją w nieswojość.

Symboliczny namiot, który rozbija bohaterka nie jest zwykłym schronieniem, ale próbą ponownego zjednoczenia z Ziemią, nawiązania lub też wzmocnienia z nią więzi, początkiem rytuału. Podczas spektaklu Anna cztery razy wchodzi i zamyka się w namiocie, wtedy my, oglądający możemy się przysłuchiwać pieśniom i opowiadaniom, niezwykle emocjonalnym, wykrzykiwanym zdaniom mającym za zadanie uwolnić bohaterkę, przynieść ulgę. Jest to moment zjednoczenia się z Naturą, jej siłami i nawiązania wzajemnej więzi.

Nie zabrakło swobodnego monologu bohaterki dotyczącego współczesnych kobiet. Aktorka wypowiadała się jako tytułowa Wiedźma Anna, jednakże z tych zdań wybrzmiały prywatność i empatia. Aktorka, również Anna, wyraźnie utożsamiała się ze swoimi kwestiami i ze wszystkimi kobietami, świadomymi, niebojącymi się wolności, domagającymi się jej jako coś całkowicie oczywistego.

Wiążącą dla całego spektaklu była historia Oryny Pawliszanki, kobiety posadzonej o czary i skazanej w Tyliczu w 1763 roku. Oryna została ścięta po procesie, w którym została posądzona o czary, rzucanie uroków na zwierzęta i klątw na ludzi. Z nią także utożsamiała się aktorka, Oryna przez nią przemawiała, opowiadała swoją historię, swoją wersję, której nikt wcześniej nie chciał wysłuchać.

Bardzo wymowne było zakończenie spektaklu, kiedy z namiotu wyszedł mężczyzna, Piotr Enhap, notabene odpowiedzialny za muzykę w spektaklu i też ją na żywo wykonujący. Wyszedł, aby odegrać inną rolę. Szkoda, bo muzyka była przemiła, prosta, momentami grana na harmonijce, przywołująca pierwotne, leśne dźwięki, z powodzeniem wkomponowana w otoczenie Ogrodu. Inna jego rola polegała na byciu mężczyzną – tym stereotypowym, który wie lepiej, do którego musi należeć ostatnie zdanie. Z niezwykłą naturalnością zajął miejsce Anny przy ognisku, bez pytania, nieproszony, poczęstował się jej jedzeniem, komentował przy tym posiłek i opowiadał, jak to on przygotowuje tę potrawę lepiej. Przygrywał przy tym na ukulele, ale czar prysł. Niesamowicie irytująca postać, tym bardziej, że Anna zaraz po jego wyjściu zniknęła. Nie byłam zbytnio zaskoczona, byłam zirytowana, zwłaszcza w momencie, gdy Anna zniknęła ze sceny. Nie dowiedzieliśmy się, czy przybyły jej koleżanki, nie usłyszeliśmy relacji z sabatu. Anna nie doczekała też pierwszej salwy oklasków, wybuchu euforii i wdzięczności za poświęcony nam czas. Rozumiem oczywiście cel tego zabiegu, wymownego i tak dobrze znanego, wręcz codziennego.

Niejednokrotnie jest przełamywana bariera pomiędzy aktorką a widzami, cały spektakl utrzymuje się na granicy planowanego, wyreżyserowanego przedstawienia a performancem lub nawet swobodną rozmową z przyjaciółmi. O te przyjaciółki zresztą cały czas chodziło, o nie i o kobiety po prostu. Ogłaszany był jako ,,występ afirmacyjny dla kobiet'', chociaż w moim odczuciu stał się czymś znacznie większym i ważniejszym, odchodzącym od zwykłych afirmacji, które z definicji za pomocą powtarzanych zdań mają wpływać pozytywnie na nasze samopoczucie. Autorzy poruszyli wiele ważnych wątków, o których trzeba cały czas mówić: dotyczących roli kobiet w społeczeństwie, ich samopoczucia oraz relacji samych ze sobą – tematy, które przez setki lat i tysiące mężczyzn były „zamykane". Spektakl ,,Wiedźma'', uważam, dodał kilka ważnych zdań do tej rozmowy.

Pani Anno, uniosła to Pani!

Adriana Markowska
Dziennik Teatralny Kraków
23 sierpnia 2022
Portrety
Szymon Budzyk

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia