Polityczna szopka

"Berek Joselewicz" - reż: Remigiusz Brzyk - Teatr Polski we Wrocławiu

"Berek Joselewicz" w reżyserii Remigiusza Brzyka miał być swoistym hołdem złożonym działalności Dolnośląskiego Teatru Żydowskiego, który w latach 1949-1968 istniał w miejscu dzisiejszej sceny kameralnej Teatru Polskiego we Wrocławiu. Sam szczytny cel nie gwarantuje jednak wysokiej jakości spektaklu.

Adaptacja tekstów Zenona Parviego (Rok 1974) i Jakuba Waksmana (Berek Joselewicz) to opowieść o oddziale żydowskim tworzonym podczas powstania kościuszkowskiego. Główny bohater, Berek, w którego rolę wcielił się Wiesław Cichy, nie dorasta jednak do rangi centralnej postaci spektaklu. Jego poczynania gubią się w nawale słów, śpiewów, skomplikowanych układów ruchowych. Brzyk sięga bowiem do wielu tworzyw estetycznych, stawia na multimedialność (w rogu sceny znajduje się ekran, na którym raz po raz pojawiają się zbliżenia twarzy wypowiadających ważkie kwestie aktorów). Tworzy przez to spektakl chaotyczny, przegadany, patetycznie patriotyczny. 

Część tekstów przekazywana jest ze sceny w języku jidysz. Poruszane są w nich zapewne istotne problemy, lecz widzowi nie jest dane się o tym przekonać – nie zadbano bowiem o ich zrozumiałość, choćby w postaci tłumaczących napisów. Powracający jak echo tekst sei gesund! brzęczy nieustannie w uszach widzów jak złośliwy owad. Obok tekstów mówionych pojawiają się fragmenty patriotycznych pieśni. Żydzi z oddziału Berka z zapałem śpiewają Boże, coś Polskę czy My, pierwsza brygada, nie zważając na fakt, że oba utwory powstały znacznie później niż w roku 1794.

Bohaterowie spektaklu to postaci wyraźnie czarno-białe. Kościuszko (w wersji kobiecej – w tej roli Halina Rasiakówna) to wielki wódz, człowiek kryształowy, bez skazy, bożyszcze swoich żołnierzy. Jego głównym opozycjonistą na scenie jest Poniński (Michał Mrozek) niezmiennie nazywany zdrajcą. Podobne określenie jest stosowane zresztą również wobec króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, którego portrety powstańcy bezczeszczą podczas politycznej manifestacji (przypominającej współczesne kampanie wyborcze). 

Ze sceny pada wiele – zbyt wiele – słów. Są to głównie podniosłe mowy polityczne, schematyczne i tendencyjne. Aktorzy zdają się również nie mieć przekonania do ich treści; część kwestii wypowiadają od niechcenia, niedbale bądź – przeciwnie – z przerysowaną emocjonalnością.

W spektaklu sporo się dzieje, mnóstwo w nim scen zbiorowych, śpiewu, ruchu. Może właśnie dlatego trudno się w nim doszukać przykuwającego uwagę konkretu. Znakomici aktorzy duszą się w gorsetach swoich ról; nawet Halina Rasiakówna czy Wiesław Cichy wypadają tu dziwnie blado.

Berek Joselewicz to spektakl zbyt głośny, zbyt ostentacyjny. Obfitość form wyrazu przysłania psychologiczne niuanse, poetyka nadmiaru nie pozwala skupić się na szczególe. Widz może doznać na nim uczucia oszołomienia – jednak nie z zachwytu, a z irytacji.

Karolina Augustyniak
Dziennik Teatralny Wrocław
27 lutego 2010

Książka tygodnia

Pokusa przebaczenia
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Donna Leon

Trailer tygodnia

700. Krakowski Salon P...
Anna Dymna
W najbliższą niedzielę 23 stycznia, j...