Polityczne wyznanie wiary

"W oczach Zachodu" - reż. Janusz Opryński - Teatr Polski w Warszawie

"Brak wiadomości jest dobrą wiadomością. Ale nie w Rosji". Na deskach Teatru Polskiego w Warszawie wystawiono "W oczach Zachodu" Josepha Conrada w reżyserii Janusza Opryńskiego. Można odnieść wrażenie, że Korzeniowski pisał powieść po to, by po upływie wieku tak właśnie wystawił ją Oprynski. Dodatkowo dzieło o anatomii "rosyjskiego myślenia" nie traci na aktualności.

W oczach Zachodu" to powieść Conrada odnosząca się do realiów z czasów jej powstania. Wydany w 1911 r. tekst został szybko uznany za an-tyrewolucyjny i antyrosyjski. Był niedostępny w Polsce przez... kilkadziesiąt lat.

Kirył Razumow to petersburski student oddany bez reszty akademickiej karierze. Gdy zwierzchnik carskiej policji politycznej pada ofiarą morderstwa, Razumow zostaje postawiony w dramatycznej sytuacji. Mordercą okazuje się bowiem jego kolega Wiktor Haldin, który prosi Razumowa o pomoc. - Mamy do czynienia z typowym człowiekiem conradowskim. Nagle przyłapuje go los i ten los niejako go sprawdza. Z reguły człowiek z takiej pułapki nie wychodzi zwycięsko - mówi w rozmowie z "Codzienną" reżyser Janusz Oprynski. Razumow musi się opowiedzieć i bez względu na to, jakiego wyboru dokona - czy wyda kolegę i skaże go tym samym na śmierć, czy dochowa tajemnicy, będzie miał krew na rękach. Albo okrutnego ministra, albo jego mordercy konspiratora. Tragiczny zdaje się również spór ideowy, który rysuje nam Conrad między działaniem bezwzględnego aparatu władzy a skażonym tu naiwnością i butą nurtem dążącym do wyzwolenia jednostek. Praworządność jest w tym czasie i miejscu nie do osiągnięcia. Ale jedno nie budzi wątpliwości. Conrad ostrzegał przed efektami rosyjskiej rewolucji. "W oczach Zachodu" to powieść przepowiednia.

Janusz Oprynski przenosi nas w świat terroru, który żeruje na ludzkich umysłach. Bo system opresji zbiera żniwo nie tylko w postaci ciał pomordowanych, ale też wnika w umysły ludzi. Nie po-

zwala na bierność. Śmiertelny konflikt trwa, a niezależność skutkuje zgubą. Oprynski nie oszczędza w formie. Pokazuje kolegom z branży, jak używać nagości, by służyła ona budowaniu sylwetek

psychologicznych. Pewną ręką sięga po nowatorski język przypominający efekty kina akcji. Ale zarazem nie pozwala, by nowoczesność walczyła z klasyką, lecz jedynie służyła jej zrozumieniu.

Sylwia Krasnodębska
Gazeta Polska Codziennie
13 czerwca 2018
Portrety
Janusz Opryński

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia