Polowanie w angielskim stylu

"Pułapka na myszy" - reż. Olga Lipińska - Teatr im. Słowackiego w Krakowie

Zimowy, mroźny dzień. Ludzie z trudem przebijają się przez zasypane śniegiem ulice szukając schronienia. W ten oto sposób sześć osób trafia do zacisznego i urzekającego pensjonatu „Monkswell Manor”. Wraz z każdą wizytą kolejnego gościa otwiera się okno, przez które do tego ciepłego, przytulnego miejsca, wpada chłód i zawierucha. Wówczas zaczyna się historia — każdy bohater wnosi swój wkład w kryminalną zagadkę.

Tropów jest coraz więcej, każdy jest podejrzany i nikt nie ma alibi, poza jedną osobą — policjantem prowadzącym śledztwo. Czy aby na pewno? Zbrodnia została popełniona dnia wczorajszego, a każda z postaci przebywała wówczas w Londynie, czyli w miejscu popełnienia morderstwa. Rozpoczyna się polowanie. Podejrzani są zarówno goście hotelowi, jak i właściciele pensjonatu oraz — jak się później okazuje — i sam policjant.

Na szczególną uwagę zasługuje Marcin Kuźmiński, wcielający się w dwie, w zasadzie najlepiej zagrane, role. Pierwsza z nich to postać autorki powieści Agaty Christie. Choć epizodyczna, to chyba najlepsza rola w całym spektaklu, która rozpoczyna i kończy sztukę. Drugą graną przez niego postacią jest obcokrajowiec włoskiego pochodzenia – Paravicini, którego groteskowość i nieporadność językowa wydobywają ze spektaklu prawdziwy komizm, nadając tym samym sztuce ciepły ton. Wyróżnić można także grę Anny Sokołowskiej, która wcieliła się w postać starszej, zmanierowanej pani Boyle. Jest to może rola dość banalna i przewidywalna, ale dobrze zagrana. Podobnie jest z postacią Christophera Wrena, w którą wcielił się Grzegorz Mielczarek — równie banalna i przerysowana, ale wykreowana z niebywałym wdziękiem.

Ponadto na uwagę zasługują kostiumy Magdaleny Tesławskiej — doskonale dobrane dla każdej postaci — oraz robiący furorę rekwizyt — pluszowy kot Pani Boyl.

Scenografia Ryszarda Melliwy świetnie oddaje klimat angielskiego pensjonatu, pokoiku z czerwonym dywanem i fotelem przy kominku oraz wielkim oknem z widokiem na zewnątrz. Okno jest tu symbolem zmian. Na scenie widzimy także wiele drzwi, które dają doskonałą możliwość zaskakiwania widza.

Pomimo dobrej scenografii i muzyki Jana Kantego Pawluśkiewicza, która nadaje klimat wydarzeniom scenicznym, akcja jest zbyt rozciągnięta w czasie, a wątki stają się coraz bardziej rozmyte i w konsekwencji prowadzą do znudzenia widza. Na pierwszy plan wysuwa się brak napięcia, tak charakterystycznego dla spektakli mieszczących się w konwencji kryminału. Postaci sceniczne zbyt mało wchodzą w interakcje ze sobą nawzajem. Każdy niejako prowadzi swoje osobne śledztwo i opowiada odrębną historię. Widoczna staje się pustka dzieląca sceny od siebie. W kilku momentach widz ma wrażenie, że będzie przerwa teatralna, która jednak nie nastaje. W zamian za to rozpoczyna się kolejna zagadka, kolejna opowieść. Owszem, jest kilka udanych scen indywidualnych, ale nie są one niestety w stanie uratować całego spektaklu.

„Pułapka na myszy" to jedna z najbardziej znanych powieści Agaty Christie i jednocześnie jedna z najczęściej wystawianych adaptacji scenicznych, grana w Londynie nieprzerwanie od 1952 roku, w związku z czym, przychodząc na ten właśnie spektakl w reżyserii Olgi Lipińskiej, widz spodziewa się wiele. Niestety po wyjściu z teatru pozostaje lekki niedosyt.

Karolina Suchoń
Dziennik Teatralny Kraków
11 czerwca 2013

Książka tygodnia

Wybór opowiadań
Świat Książki
Edgar Allan Poe

Trailer tygodnia

Zielona granica
Agnieszka Holland
Po przeprowadzce na Podlasie psycholo...