Polska kontra Polska

"Nie-boska komedia. Wszystko powiem Bogu" - reż. Monika Strzępka - Narodowy Stary Teatr w Krakowie

Choć premiera „Nie-boskiej komedii. Wszystko powiem Bogu!" odbyła się już ponad rok temu, na 35-tych Warszawskich Spotkaniach Teatralnych wokół spektaklu wrzawa. O co tyle krzyku? Dlaczego twórcy tak często są stawiani obok słów, takich jak: kontrowersyjny, czy prowokacyjny? A to z powodu szczerości Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego.

Zza sztucznej teatralnej mgły wyłania się scenografia Michała Korchowca: paprochy, nienakryte stoliki, zardzewiała wiekowa karuzela, „tylko tyle" nam widzom jest oferowane. Gdyż punktem wyjścia tego widowiska jest chaos. Wszystkie kolejne elementy, postacie wraz z monologami i dialogami porządkują i tłumaczą. A ten chaos symbolizuje nic innego jak Polskę.

Dramat to adaptacja lub rozmowa z tekstem Zygmunta Krasińskiego „Nie-boska komedia", z pierwowzoru pozostało nie więcej niż jedna pełna scena. Zamiast tego konfrontujemy się z postaciami o wyrafinowanych imionach typu: Prozac, Lęki poranne, Auschwitz tour, Wilk z Wall Street i Krasiński, być może dla choć cząstkowego zachowania klasycznego sposobu adaptacji pojawiają się także postacie: Orcio, Pankracy i Henryk (podzielony na trzech aktorów).

Mierzymy się nie tyle z tekstem Krasińskiego, co z radykalną próbą uwspółcześnienia i osadzenia jak najmocniej w kontekście rozwijającej się, kapitalistycznej, być może zagrożonej wojną nadchodzącą ze wschodu Polski, nadania jej szerszego sensu, wychodzącego poza skostniały historiozoficzny patriotyzm. Stąd mowa o porannych lękach, społecznych frustracjach wyrażonych w histerycznych krzykach; dietetycznym serku raz na dwa tygodnie, w cenie wyższej niż informuje etykieta na regale. Swoje pięć minut dostaje także diabeł - radykalna prawica, aby tu, w teatrze wygłosić to, czego nie śmieją wypowiedzieć w telewizji: bezwarunkową rządzę krwi.

Anegdotek z życia „statystycznego Polaka" jest mnóstwo, niestety nie dają się upiąć w spójną klamrę. Mowa tu o różnych czasach, klasach i problemach społecznych. A jednak widowisko ogląda się przyjemnie, naturalnie, jedna scena przechodzi w drugą bez niezręczności. Prawdopodobnie dlatego, że właśnie w tej fragmentaryczności tkwi klucz do opowiedzenia o nas, to znaczy w próbie zebrania po trochę ze wszystkiego. O widzach, artystach, pracownikach, politykach, feministkach, doktorantkach, ofiarach Auschwitz itd. Dla każdego coś dobrego.

Jeden tylko jest punkt wspólny dla: dramatopisarza, dramaturga, reżyserki, widzów, przedstawicieli wszystkich zawodów i klas społecznych. Unosi się w powietrzu, gęsty i zawiesisty, nie wiadomo czy racjonalny, czy histeryczny, gdyż objawia się tylko w sporach i kłótniach. Każdą scenę przeszywa lęk wojenny. Ciągle ucieka, przeskakuje z postaci na postać, a każda, wychodząc z tego samego wyciąga inną konkluzję. To mówi przez hrabiego Henryka, to przez Pankracego, to przez Krasińskiego i oczywiście przez diabła. Ciężko dopatrzyć się postulatów albo doktryn, nie dość, że aktorzy wszystko wypowiadają autoironicznie, to oglądamy zbiór większości możliwych punktów widzenia. To raczej obserwacja i próba szerokiego, a może nawet z lotu ptaka, spojrzenia na problemy, z którymi się paramy.

„Nie-boska..." z Narodowego Teatru Starego ma tę wielką zaletę, którą wychodzi z ciężkiej niespójności i zwycięża przewinienia wobec klasycznej dramaturgii, że jest bardziej sensualna niż intelektualna, opiera się na prostych w odczycie symbolach rozpowszechnionych w kulturze i pogrywa sobie z nimi. Sprawdza jak działają wyolbrzymione, w plakatowych barwach, jednoznaczne i klarowne jednocześnie pozostają prawdziwe. Dlatego, że choć wszystko działa spotęgowane i wyostrzone, mało tu fikcji - roi się od kalek, kopii i figur z mediów społecznościowych, prasy, telewizji, rozmów podsłuchanych, zasłyszanych i podglądniętych.

Jeśli nie będziemy prowadzić debaty politycznej z artystami, tylko zastanowimy się nad akuratnością obrazu i pozwolimy sobie na zwrócenie uwagi na sposób, w jaki się komunikujemy, jakie problemy i lęki nami targają, możemy czerpać pełnię z dzieła, na które łatwo się zamknąć.

Notabene z tego właśnie powodu za bez sensu uznaję wszystkie bojkoty i protesty przeciwko „złej sztuce", jakie zdarzają się w Krakowie. Należy wiedzieć, że ta adaptacja nie zostałaby zrealizowana, gdyby nie nagonka na wcześniejszą, niedoszłą „Nie-boską..." Olivera Frljica, ściągniętą przez krakowskiego dyrektora Teatru Nrodowego, Jana Klatę za - jak mówią plotki – czytanie dramatu przez banalizowanie sposobu ukazywania przemocy i antysemityzm. Wersji Strzępki i Demirskiego można by postawić wiele podobnych zarzutów.

Współczesna „Nie-boska..." nie ma nic wspólnego z tą romantyczną Krasińskiego, dzisiejsza jest trzeźwa, nieco gorzka i na pewno antypatetyczna. Z oryginałem łączy ją konflikt wewnętrzny na poziomie całego społeczeństwa i jednostki. Nie przegrywa i nie wygrywa w nim nikt. Co gorsza! Nikomu nawet nie zostaje przyznana racja! Za to można się zastanowić nad drogą i sytuacją, w której się znajdujemy, a odwzorowana na deskach została wyjątkowo dobrze! 

Łukasz Romaniuk
Dziennik Teatralny Warszawa
23 kwietnia 2015

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Malta Festival Poznań ...
Michał Merczyński
Dziś ogłaszamy kolejne wydarzenia, kt...