Polska wycieczka

"Pan Tadeusz czyli..." - reż: Mikołaj Grabowski - Teatr Stary w Krakowie

Spektakl "Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie" w reżyserii Mikołaja Grabowskiego, jest, jak to określił sam reżyser, "naturalną konsekwencją "Pamiątek Soplicy" według Rzewuskiego czy "Opisu obyczajów według księdza Kitowicza"

Przez scenę przetacza się tłum z torbami. Pielgrzymka? Wycieczka po Polsce czy polska wycieczka? A może emigranci? Grupa postaci ubranych we współczesne, codzienne stroje zaczyna wygrywać tekst narodowej epopei. Scena (prócz obecności ludzi rzecz jasna) jest pusta. Z tyłu widać rusztowania, gołe ściany, trochę kulis. Dezorientujące.

W tekście mickiewiczowskiego poematu, prócz sporych cięć, nie ma żadnych obcych wtrętów, a akcenty zostały przesunięte. Przypatrując się wydobytym niuansom, przykładowo szkolne wyobrażenie powabnej Zosi w zestawieniu z rolą Magdy Grąziowskiej zdaje się być sztucznie nadane.

Jak zachowywać się mogła młoda dziewczyna wychowywana na podwórku wśród drobiu i wiejskich chłopaków? Na pewno nie tak, jak postać w ujęciu zaproponowanym przez Wajdę.

Grabowski ma tu trochę racji i jednocześnie obala przekonanie, że człowiek jest istotą skomplikowaną, a aktor podczas spektaklu generować musi rozmaitość znaczeń. W przypadku większości postaci reżyser nie stworzył charakterów, lecz typy.

Czepiając się jednej, wyłowionej z tekstu cechy, którą obdarzona została dana postać, opierał na niej całą jej konstrukcję. Może da się to przerobić na zaletę spektaklu? Czy wszystkie postaci muszą być głębokie, czy zmienne? Tadeusz to prostaczek i kropka.  

Scenografia Jacka Uklei to właściwie brak scenografii. Widzimy kilkanaście połączonych w rzędy czarnych krzeseł na kółkach, z których aktorzy, dla swych potrzeb układają ogrodową huśtawkę, sofę w sypialni Telimeny, ławę przy stole podczas uczty lub rzędy ław kościelnych. Rozwiązanie mało wymagające i całkiem ciekawe.

Kostiumy w miarę trwania spektaklu przechodzą od ubiorów nowoczesnych do tych z epoki.  

Autorem muzyki jest Zygmunt Konieczny, co stanowi chyba największy atut przedstawienia.

Partie wokalno-instrumentalne w wykonaniu aktorów i sześcioosobowego zespołu są zróżnicowane formalnie i jakościowo. Arkadiusz Brykalski pieśń Jankiela wykonał wręcz perfekcyjnie. Grabowski skomponował kilka śpiewanych scen zbiorowych, które są znakomite pod względem muzycznym, doskonałe w swej prostocie i lekkości. Polifonia aktorskich głosów stanowi uroczy symbol zjednoczenia narodu, mimo różnic między jednostkami. A kiedy jednoczą się Polacy? Przy zbieraniu grzybów, podczas picia kawy i w kościele.  

Odnieść można wrażenie, że twórcy spektaklu starają się pokazać, że kluczowe wątki epopei nie zostały zamiecione pod dywan z braku na nie pomysłu, a zostały pominięte, niedorozwinięte, czy niedokończone, ponieważ spektakl ma na celu udowodnić, że analiza lektury przeprowadzona została dawno temu w szkole. Co więc wydobywają z tekstu w zamian?

Miała być analiza człowieka, Polaka, narodowej tożsamości, wad i zalet. W mojej opinii jednak całe to teatralne przedsięwzięcie, nie prowokuje odkrywczych odczytań, a jedynie przyklepuje znane narodowościowo-wyzwoleńcze i patriotyczne schematy.

Adrianna Markowicz
Dziennik Teatralny Kraków
6 lutego 2012

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki