Popiół i zamęt

1. Polska w IMCE. Niecodzienny Festiwal Teatralny

"Bitwa warszawska 1920", w reżyserii Moniki Strzępki, to kolejny spektakl prezentowany w Warszawie w ramach Niecodziennego Festiwalu Teatralnego Polska w Imce. Duet dramaturgiczno-reżyserski zapraszany do Teatru Imka już dwukrotnie ("O dobru", "Courtney Love"), tym razem pokazał projekt zrealizowany po raz pierwszy w krakowskim Starym Teatrze.

Spektakl - jak w jednym z wywiadów wspominał autor tekstu, Paweł Demirski - zrodził się jako reakcja na film Jerzego Hoffmana o tym samym tytule. Reakcja ostra, dobitnie szczera i bardzo potrzebna. "Bitwa warszawska 1920" jest bowiem nie tylko satyrycznym i dowcipnym komentarzem na temat produkcji filmowej Hoffmana ale przede wszystkim przemyślanym i błyskotliwym spojrzeniem na historię Polski z perspektywy współczesności. Czym niegdyś odzyskana niepodległość jest dla nas dzisiaj? Czy obecna demokracja daje Polakom pełnię wolności i swobody obywatelskiej? Czy wojenne doświadczenia wywarły wpływ na naszą wspólnotowość i narodową świadomość?

Spektakl Strzępki, utrzymany w konwencji groteskowego kabaretu, prezentuje kalejdoskop postaci historycznych, wśród których pojawiają się: Józef Piłsudski, Władysław Broniewski, Feliks Dzierżyński, Vincenty Witos czy Róża Luksemburg. Bohaterowie, jak zwykle w dramatach Demirskiego, stają się swoistymi maszynami tekstualnymi, które zachwycają swoimi monologami. To na poziomie języka dochodzi do zderzenia przeszłości i teraźniejszości; to tutaj tworzy się słowny chaos, odzwierciedlający ten, który ogarnia sceniczną rzeczywistość i scenografię.

Krajobraz po bitwie to porozrzucane meble, drewniane krzesła, stoły i instrumenty muzyczne, wyrastające spośród wszechobecnych snopów siana, na tle których poruszają się duchy przeszłości. Tak bowiem można określić zakrwawione postaci - ożywione na czas spektaklu, w praktyce symbolizujące wojnę i śmierć. Mimo komicznego charakteru "Bitwy", to właśnie świadomość poniesionych strat i ofiar poległych na wojnie w pełni oddaje wizję zwycięskiej, lecz krwawej historii XX wieku. Refleksję na ten temat rozpoczyna pierwszy obraz - monologujący "krwawy" Feliks Dzierżyński - symbol terroru w rewolucyjnej Rosji (w tej roli znakomity Marcin Czarnik), za którego plecami rozpościera się kotara wojskowych mundurów - ubrudzonych i zakrwawionych - materialnych śladów tych, którzy zginęli na polu bitwy. U Strzępki owa bitwa zdaje się nie mieć końca, rozgrywając się w czasie całego spektaklu, wciąż sygnalizowana jest głośnymi wybuchami, którym wtóruje wyrzucana przez aktorów w powietrze mąka.

Podejmowanie poważnych, rozliczeniowych tematów staje się dla twórców punktem wyjścia do zaprezentowania różnorodnych postaw wobec wizji odzyskania niepodległości, które to wydarzenie samo w sobie, w zbiorowej świadomości urosło do rangi nietykalnego mitu. Strzępka nie idealizuje swoich bohaterów, wręcz przeciwnie, pozwala sobie na dystans i krytykę, na swobodną karykaturyzację i przerysowanie z jednej strony, z drugiej na niedookreślenie i pewną metaforykę (wiersze Norwida w ustach Dzierżyńskiego). I tak rozwija wątek powielany w swoich dotychczasowych spektaklach: typowości i przewidywalności "Polskości", w kontekście narodowych cech i przywar, z których z chęcią się śmiejemy, mimo tego, że często odzwierciedlają nasze codzienne rytuały wiecznego narzekania i niezadowolenia; nudne obowiązki i pracę, od której jedynym wybawieniem jest wyczekiwany przez cały rok długi weekend. Ukazuje nieustanne lęki i obawy; dążenie do bycia kimś innym, do posiadania czegoś lepszego, do życia gdzie indziej. Ale to "gdzie indziej", to "gdzieś na Zachodzie", Strzępki nie interesuje. To właśnie tutaj, "między Bugiem a Odrą" rozgrywają się losy Polskiej mamy (współczesnej wersji tradycyjnej Matki Polki, w której rolę wciela się Dorota Pomykała) i jej przybranych dorosłych dzieci.

Silnym punktem spektaklu, oprócz scenografii Michała Korchowca, są zachwycający aktorzy, którzy symultanicznie wcielając się w wielu bohaterów, dają popis aktorskiego kunsztu, kreacji wyobraźni i poczucia humoru. Krzysztof Globisz, czyli sceniczny Vincenty Witos, Maxime Weygand, szyfrant i ksiądz Skorupko, w mgnieniu oka zmienia tożsamości, by raz bawić jako pijany fascynat tajemniczych szyfrów i wniosków algorytmicznych a za chwilę dogłębnie wzruszać jako ksiądz Skorupko - dzielny sługa boży, który ginie za ojczyznę w bitwie pod Ossowem.

Podczas trzygodzinnego spektaklu, który staje się wspólnym oczekiwaniem na podjęcie decyzji przez Józefa Piłsudskiego, dotyczącej dalszych kroków, które wkrótce mają zaważyć na losach państwa, ani na chwilę nie ulegamy wrażeniu, że zostajemy wciągnięci w nudną, przewidywalną czy niezrozumiałą podróż do zamierzchłej przeszłości. Wręcz przeciwnie, reżyserka skonstruowała niesamowicie dynamiczną i wielobarwną, historyczną mozaikę sceniczną, której elementy siłą wdzierają się do naszej współczesności i świadomości.

Agnieszka Górnicka
Teatr dla Was
27 stycznia 2014

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia