Porozmawiaj w nim

"UFO. Kontakt" - reż. Iwan Wyrypajew - Teatr Studio w Warszawie

Nowe przedstawienie Iwana Wyrypajewa nazywa się "Ufo. Kontakt". Nie bez przyczyny, bo w jego teatrze kontakt jest najważniejszy. I on w ten kontakt szczerze wierzy.

Przyznam od razu - nie byłem fanem filmów Wyrypajewa. Głośne "Tlen", a potem "Euforię" oglądałem z ciekawością należną artystycznym eksperymentom, ale bez szczególnego zaangażowania. Ot, jeszcze jedna ciekawostka w dziedzinie niszowego kina. Zupełnie inaczej jest z przedstawieniami autora "Lipca". Są nienarzucające się i nieoczywiste. Niektórzy twierdzą wręcz, że teatralne scenariusze Wyrypajewa lepiej sprawdziłyby się jako słuchowiska, bowiem odarte zostały z tradycyjnie pojmowanej akcji, ich esencja tkwi słowie, melodii głosów aktorów, przedziwnej melorecytacji w kulminacyjnych momentach płynnie przechodzącej w niepokojące zaśpiewy. Nic bardziej mylnego.

Zasady gry

"Ufo. Kontakt" - wspólną produkcję warszawskiego Teatru Studio oraz krakowskiej PWST, gdzie spektakl powstał jako dyplom ostatniego rocznika Wydziału Aktorskiego - oglądałem już sporo po premierze na nabitej do ostatniego miejsca małej scenie Studia. Rzecz najskromniejsza ze skromnych. Dziesięcioro aktorów przedstawia monologi, w których opisane są spotkania ich bohaterów z cywilizacją pozaziemską. Są wśród nich jakiś biznesmen, nowojorska dziewczyna ze sklepu z płytami, ludzie starsi i młodsi o różnych rodowodach i charakterach. Aktorzy najpierw przedstawiają się własnymi imionami i nazwiskami, po czym zapowiadają, czyją historię opowiedzą. Zawsze - siadają na krześle i zwyczajnie mówią. W przerwach między ich występami słychać muzykę, a na zamykającym przestrzeń gry ekranie pokazywane są wizualizacje obrazujące pozaziemskie życie.

Nie bardzo wciągnęły mnie owe filmiki, ale rozumiem ich funkcję. Gdyby zostawić same słowa, monologi wykonawców byłyby tylko zaproszeniem do teatru intymnego, początkiem rozmowy na podyktowanych przez inscenizatora warunkach. Kiedy w tle widać to, co widać, Wyrypajew przenosi opowieści swych bohaterów - najdosłowniej - w kosmos. Pokazuje, że mówienie o kontakcie, o życiu jako wiecznej drodze i roli uczuć w tym życiu nie jest jedynie kwestią jednostkową. Ma swoje miejsce w porządku, który przekracza konkret miejsca i czasu. Nakładające się na siebie perspektywy, łagodne przechodzenie od osobistego do wspólnego to znaki rozpoznawcze całego jego teatru.

Siedziałem zatem w Studiu wśród niemal wyłącznie młodej widowni i zadziwiony obserwowałem, w jakim skupieniu słucha każdego słowa przedstawienia. Jak chłonie emocje, jak się daje wciągnąć w każdą z tych opowieści oraz w skonstruowany z nich świat najbardziej podstawowych wartości. A Wyrypajew nie ułatwiał jej zadania, nie oferując zwyczajnych dziś w teatrze efektów, błyskotek, ozdobników. Nie było na czym oka zawiesić, poza ubranymi niemal prywatnie aktorami, często celowo niezdarnie ogrywającymi intymność scenicznej sytuacji. A jednak wystarczyło. Brawa, brawa, brawa, a potem ożywione rozmowy w foyer. W dodatku przyjaciel z Krakowa doniósł mi, że żaden z tamtejszych dyplomów nie może nawet marzyć o podobnym powodzeniu. Na inne ludzie chodzą, a na "Ufo" walą drzwiami i oknami. Wyrypajew wygrywa. Swoim niekłaniającym się modom, a jednak jakże modnym małym teatrem nawiązuje prawdziwy kontakt z publicznością.

No i prowadzi z nami perwersyjną grę. W pierwszej sekwencji młody aktor odczytuje list sygnowany "Wania Wyrypajew". Reżyser objaśnia w nim, że w pierwotnym zamyśle z jego tekstu miał powstać film, że miał z kamerą jeździć do rozsianych po świecie bohaterów, aby opowiedzieli o swym doświadczeniu spotkania z kosmicznymi silami. Znalazł nawet w Moskwie sponsora, ale ten na koniec się wycofał, dlatego teraz oglądamy jedynie skromne przedstawienie.

I co? Blaga. Sponsor okazuje się ostatnią z postaci dramatu, wszyscy opisywani w nim ludzie w rzeczywistości nie istnieją, są tylko tworem wyobraźni autora, który napisał im monologi, czyli zwyczajne teatralne role. Wszystko dlatego - jak sądzę - że teatr w jego rozumieniu, choć mówi o rzeczach najistotniejszych, nie musi imitować życia. Lepiej, by posiłkując się iluzją, sztucznością, stał się owego prawdziwego życia ekwiwalentem. Taki jest program maksimum Iwana Wyrypajewa, realizowany przez niego z imponującą konsekwencją i skutecznością. Podkreślmy jeszcze raz - wbrew trendom nakazującym, gdzie się da stosować skalę jeden do jednego.

Serio o uczuciach

"Ufo. Kontakt" nie jest wcale jego najwybitniejszym spektaklem. Raczej skrojoną na potrzeby studentów miniaturą, ale też lustrem, w którym odbija się cały jego świat. Styl i charakter pokazał już

"Lipcu", gdzie filigranowa Karolina Gruszka wcieliła się w sześćdziesięcioletniego mordercę kanibala, w ekstremalnym, niemal śpiewanym monologu pokazując wewnętrzny mrok tego człowieka. Gruszka, wtedy partnerka, a dziś żona artysty, miała też znaczący udział w "Tańcu "Delhi"" przygotowanym na studyjnej scenie Teatru Narodowego - jako odtwórczyni głównej roli i autorka przekładu. Przedziwne to widowisko jest ciągiem siedmiu tej samej długości jednoaktówek, w których z punktów widzenia różnych bohaterów obserwujemy tę samą historię miłości i cierpienia. Temat tematem, ale w "Tańcu "Delhi"" Wyrypajew udowodnił najpełniej, że znalazł własny sposób opowiadania o uczuciach. Odwołuje się przy tym - całkiem na serio - do konwencji, wydawałoby się, zużytej i ośmieszonej, czyli melodramatu. Aktorzy, a przede wszystkim aktorki Narodowego (obok Pawła Paprockiego w spektaklu występują Beata Fudalej, Kamilla Baar, Aleksandra Justa oraz gościnnie Agata Buzek i wspomniana Karolina Gruszka) grają na wysokim diapazonie emocji, jednocześnie biorąc je w cudzysłów. Mimo to przedstawienie nie zmienia się w parodię melodramatu, a wręcz przeciwnie - staje się jego rehabilitacją. Zadziwiająca sprawa.

Wyrypajew posiadł bowiem niezwykle rzadką umiejętność pisania o uczuciach wprost, a jednak bez śmieszności. W "Iluzjach", może najwybitniejszym dotąd jego dramacie, patrzymy na miłosne relacje dwóch kobiet i dwóch mężczyzn. On kocha ją, ona z nim jest przez całe życie, ale kocha jego przyjaciela. I w drugą stronę. Miłość i przywiązanie to tytułowe iluzje, ale też ludzki los, na który nie wypada się skarżyć. A poza tym: miłość to cierpliwość i wdzięczność. I bywa silniejsza od śmierci.

Zburzenie rampy

W warszawskim Teatrze Na Woli wyreżyserowała ten utwór Agnieszka Glińska, zagrali Dominika Ostałowska, Dorota Landowska, Krzysztof Stroiński i Łukasz Lewandowski. W krakowskim Narodowym Starym Teatrze zrealizował go sam autor, obsadzając Annę Dymną, Katarzynę Gniewkowską, Krzysztofa Globisza i Juliusza Chrząstowskiego. I jeszcze młodą Martę Mazurek, w nieobecnej w tekście partii dyrygenta, choć lepiej byłoby rzec "przeszkadzacza", co chwilę ingerującego w budowane przez aktorów zależności. Warszawskie przedstawienie, mówione niemal szeptem, tkane z niemal prywatnych uśmiechów i wzruszeń, było rozmową dyskretną. Zdawało się, że Glińska mogłaby obyć się bez teatralnej rampy. W Krakowie Wyrypajew postawił na autotematyzm dzieła, wskazując, że jednym z jego tematów jest teatr - tak właśnie teatr - uczuć. Gdy zaś się kończy, zaczyna się kontakt międzyludzki odbywający się w symbolizowanym przez migoczące światła scenicznych konsol świecie. Spektakl Glińskiej uznano za wydarzenie. Inscenizację Rosjanina powszechnie skrytykowano. Ja jednak nie potrafię powiedzieć, które "Iluzje" wolę.

Nieodmiennie przebija z nich jednak wiara w kontakt nie jako puste hasło, lecz coś jak najbardziej realnego, wręcz dotykalnego. Porozmawiaj ze mną - zachęca Wania Wyrypajew. Porozmawiaj z nim. Porozmawiaj.

PS. Na 1 lutego w Teatrze Studio zapowiedziano premierę "Ożenku" Mikołaja Gogola. Będzie to pierwsze przedstawienie Iwana Wyrypajewa oparte na utworze innego autora.

Jacek Wakar
Dziennik Gazeta Prawna
31 grudnia 2012

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia