Portret polskich charakterów

"Wesele" reż. Igor Gorzkowski - Teatr Polski w Bielsku-Białej

Co nas dziś jeszcze może obchodzić, co sobie pan Stach Wyspiański upatrzył i usłyszał 118 lat temu na weselu w pod Krakowem, we wsi Bronowice? W dworku Włodzimierza Tetmajera, nazwanym później Rydlówką, bo właśnie w nim poeta z miasta Lucjan Rydel i chłopka Jadzia Mikołajczykówna balowali ze swoimi gośćmi? No co nas to może obchodzić?

To „Wesele" pana Stacha chyba czas do lamusa odłożyć. W epoce iPodów i smartwatchów wydaje się cokolwiek anachroniczne, przaśne, zramolałe i nienowoczesne. Pisał je Wyspiański, gdy Polska była pod zaborami i wielu już nie wierzyło w wybicie się na niepodległość. Odwoływał się do rzezi galicyjskiej, a któż jeszcze dzisiaj pamięta Jakuba Szelę? Co w tej sztuce może do nas przemówić, a zwłaszcza do młodych, zaplątanych w sieć Instagrama?

Takie sobie zadawałem pytania, idąc na premierę „Wesela" w reżyserii Igora Gorzkowskiego w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Im bliżej zaś byłem teatru, tym więcej miałem wątpliwości i tym głupiej mi było, bo przecież Wyspiański wielkim dramatopisarzem był, jego sztuka mocno osadzona jest w naszej tradycji, ma wiele odczytań, Andrzej Wajda ją sfilmował, wielcy aktorzy w niej grali, genialni reżyserzy się z nią mocowali, więc czy nie bluźnię, czy nie podnoszę ręki świętokradczej na dzieło narodowe? Jakoś nie rzucała mnie na kolana świadomość, że nie ma drugiego takiego dramatu! I że ta najważniejsza z polskich sztuk ubiegłego wieku dopiero po raz drugi w historii bielskiej sceny jest wystawiana: w 1957 roku przez Iwo Galla, w 2019, po 62 latach, przez Igora Gorzkowskiego. No dobra, pomyślałem, wpierw zobacz, potem osądzaj – cały zespół się w tę adaptację zaangażował, w mieście trąbili, że szykuje się wydarzenie artystyczne, popatrzmyż więc, ile w bielskim „Weselu" zostało z „Wesela" i czy się Stanisław Wyspiański w grobie nie przekręcił.

No i?

Po obejrzeniu uczciwie od razu powiem, że warto i trzeba tę sztukę obejrzeć, i że każdy, stary i młody, coś w niej dla siebie znajdzie. Moja młoda znajoma (nazwiska nie wspomnę), która tego dnia wybrała grilla, a nie teatr – ma teraz czego żałować. Twórcy inscenizacji odkryli w „Weselu" rzecz nienową, ale wciąż ważną, mimo upływu czasu, mianowicie uniwersalizm dramatu, kryjący się w relacjach między ludźmi. Nie można iść współcześnie na „Wesele" Wyspiańskiego z nastawieniem, że historia tego wydarzenia ma znaczenie, że musimy wiedzieć, kim były autentyczne postaci z tamtego wesela i dlaczego Polacy w takim stanie ducha byli, że nie mogli wywalczyć niepodległości. Furda! To już nieistotne, to minęło, sprawa dla badaczy. Dla nas ważne jest to, co pan Stach Wyspiański powiedział tamtym odbiorcom i co mówi nam dziś: że mamy liczne kompleksy i nie potrafimy się dogadać, że ci z miasta mają się za lepszych od tych ze wsi, a ci ze wsi są małostkowi, cwani, złośliwi i brutalni, że wszystkim słoma z butów wyłazi, bez przerwy się kłócimy i pijemy za dużo. I że pustotę umysłową maskujemy gadulstwem i pieniactwem. Wyspiański w krótkich, jakby pośpiesznie szkicowanych scenach, wszystkich nas umieścił w „Weselu", cały naród, społeczeństwo całe bez wyjątku. Ten zapisany ponad sto lat temu portret polskich charakterów nie zmienił się ani na jotę.

Wy a wy – co wy jesteście:
wy się wynudzicie w mieście,
to się wam do wsi zachciało:
tam wam mało, tu wam mało,
a ot, co z nas pozostało:
lalki, szopka, podłe maski,
farbowany fałsz, obrazki;

Te słowa Gospodarz skierował wówczas do gości weselnych z miasta. Czy nic nam one dziś nie mówią? Czyje „podłe maski" widzimy teraz, gdy zaglądamy do lustra? Ile wokół nas „farbowanego fałszu"? Realizatorzy przedstawienia (cały teatr jest na weselu i całe wesele obejmuje teatr, z nami, widzami, włącznie) uwolnili je od sztafażu wiejskiej chaty. Scenografia jest prosta, oszczędna, jakby w ogóle jej nie było. Długi prosty drewniany stół, siedziska, czerń nocy i nic więcej. Pojawiające się od czas do czasu kosze z wódką. Tylko tyle. I podskórna, pulsująca, drażniąca z oddali muzyka: miechy, dudy, basy, skrzypce. Rytm weselny zachowany. Granie i tańczenie. Granie i picie. Granie i gadanie. Granie i dziewuch obejmowanie, podszczypywanie. Dużo słów, pustych słów. Zadry, zawiści, skryte animozje, lepkie łapy... Szybkie, urywane słowa. Weselnicy pokazują nam się w wyrazistych, soczystych, stylizowanych kostiumach Magdaleny Dąbrowskiej, odróżniających tych ludowych, miejscowych, podkrakowskich, bronowickich – od tych pstrokatych, miejskich, tych panów poetów, inteligencików, arystokratów...

Wszyscy aktorzy sprawdzają się, wszyscy są w tempie, ale gdybym miał kogokolwiek wyróżnić, to świetnie i energetycznie grającą Dominikę Handzlik (Pannę Młodą), wyrazistą Darię Polasik-Bułkę (Rachel), niezwykłego Grzegorza Margasa (Nosa) i przykuwającego uwagę Rafała Sawickiego (Gospodarza). Ale powtarzam, cały zespół gra na maksa – i wiruje, wiruje, wiruje. Póki nie padnie, nie zastygnie, umęczony chocholim tańcem!... Byliście kiedyś na takim weselu? Każdy był i każdy mniej lub bardziej zanurzył się w wódczanych oparach, pokłócił się, poróżnił, wykrzyczał swoje. Takie jest również to bielskie „Wesele". Pokazuje nas, nikogo innego, nas właśnie! Świetna w roli demiurga, ubrana na czarno Jadwiga Grygierczyk, wykazała to wyraźnie (nawiasem mówiąc, tyle się mieści w jednej skromnej postaci, od Chochoła z garstką słomy w kieszeni – po Wernyhorę; znakomite rozwiązanie!). Patrzymy w tym „Weselu" na siebie, bierzemy w nim udział i w nim się rozpoznajemy. Ów świat przedstawiony jest nasz. Jesteśmy tacy, jak oni wtedy byli. Tacy sami. Otoczenie się zmienia, świat się zmienia, lecz charaktery, relacje i typy ludzkie pozostają niezmienne. Brawa dla twórców, dla całego zespołu, że udźwignął ten ciężar i mocą swoich kreacji uwiarygodnił sztukę Wyspiańskiego, że nie naciągnął jej na siłę do współczesności, bo nie musiał. Dramat napisany z górą sto lat temu jest ciągle współczesny. Taki nasz, polski.

Stanisław Bubin
Lady's Club
9 kwietnia 2019
Portrety
Igor Gorzowski

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia