Potrzebuję lekarza!

"Babel" - 3. Międzynarodowy Festiwal Teatralny BOSKA KOMEDIA

"Babel" sprawia niemały odbiorczy problem. Kleczewska przedstawia bowiem spektakl zmysłowo wysmakowany, wizualnie perfekcyjny, a jednocześnie w warstwie treściowej dość schematyczny, jak na działalność tej reżyserki.

Scenografia na pierwszy rzut oka przypomina dekoracje Szczęśniak, choćby tę z „Oczyszczonych” Warlikowskiego. Ascetyczna przestrzeń - surowa i niepokojąca, niby minimalistyczna, a jednocześnie pojemna i uniwersalna. Przed wysoką ścianą z niedookreślonego materiału - nieprzezroczystego lustra, znajduje się płytki pas wody, który u Kleczewskiej pojawia się nie po raz pierwszy i który potrafi ona w znakomity i różnorodny sposób wykorzystać. Przestrzeń stanowi połączenie szpitala psychiatrycznego z prosektorium, w pewnym momencie pełni nawet rolę czyśćca. To takie nie-miejsce, przestrzeń liminalna, w której łączy się jaźń z szaleństwem, miłość z nienawiścią, rozkosz z bólem i cierpieniem. Obszerne, chłodne przestrzenie, wypełnione pustką to świat, w którym przyszło nam żyć.

Na początku znajdujemy się w szpitalu, gdzie grupa ludzi – na pozór tworzących wspólnotę – po kolei kieruje w stronę widowni swój monolog. Najbardziej opętana z postaci krzyczy: „Potrzebuję lekarza!”. Ten inicjacyjny dla spektaklu krzyk, stanowi jednocześnie w pewien sposób jego podsumowanie. Im głębiej będziemy wchodzili w to obłąkańcze studium ludzkości, tym bardziej zauważymy obrazy cierpienia, poronionej destrukcji, świata pewnego fantomów i złudy. Wymownie widać to w scenie rehabilitacji, w której chęć pomocy nieodzownie łączy się z bólem i cierpieniem. Zarysowuje ona także główny temat spektaklu czy też jego narzędzie – ciało. Ciało – śmierć, ciało – zmartwychwstanie, ciało – fizyczność – istota cielesności przewija się przez cały spektakl, zarówno w warstwie słownej, jak i plastyki gry aktorów.

„Babel” bowiem nie tylko przedstawia wysmakowane i wysublimowane obrazy w zakresie przestrzeni. To, co jest tu najbardziej poetyckie i plastyczne – to człowiek w tej przestrzeni. Reżyserka, idąc za samą Jelinek, odtwarza tutaj obsesję cielesności. To poprzez ciało zaczynają się wszelkie międzyludzkie relacje, ono także stanowi w dosłowny sposób o życiu lub śmierci. Druga część przedstawienia dzieje się w prosektorium – trójka nagich, martwych mężczyzn leży na środku sali. Każdego z nich po kolei odwiedzają matki – zacietrzewione, emocjonalnie rozchwiane, odsłaniające relacje toksyczne, choć zapewniające o swej miłości. Matki, przede wszystkim, to archetypy siły seksualnej – połączone z synami za pomocą erotycznej pępowiny.

Dalej wikłamy się coraz bardziej w powiązanie siły erotycznej, seksualnej i religijnej. Obrazy stylizowane na niemal poetykę biblijną są w rzeczywistości jej krytyką, występują przeciw traktowaniu przeżycia mistycznego jako ikony popkultury, jako schematu. Takie zadanie pełni na chwilę spuszczany z sufitu gigantyczny drewniany Chrystus. Bardzo wymowna jest równocześnie scena niemal wojskowej musztry, w której każda z przyjętych póz wyraźnie stylizowana jest na biblijną. Współczesny świat mistyki religijnej nie istnieje – są gesty i zrytualizowana przemoc.

Od tego momentu spektakl zaczyna stosować teatralną kliszę za kliszą. Nie znaczy to, że dąży do znużenia – siła poetyckiego wyrazu jest zbyt duża. Przedstawienie jednak w zakończeniu męczy natłokiem rozwiązań inscenizacyjnych, jeden po drugim pojawiają się nowe tropy, w odmienny sposób pokazując drastyczność świata, mieszając metafizykę religii z ludzką nędzą. Ten teatr jest męczący, wwierca się w człowieka, niepokoi – i mam wrażenie, że w tym widzi Kleczewska jego misję. Reżyserka oddała także w ten sposób chaotyczność i strukturalne zagmatwanie pisarstwa Jelinek. Sebastian Pawlak – ucharakteryzowany na Chrystusa, umazany krwią, jednak w pielusze, w symboliczny sposób oddającej ludzką miernotę i jego cielesność – w piosenkach, wieńczących spektakl – drażniących, mocnych, z dużym ładunkiem emocjonalnym – jest wymowną klamrą dla tego teatralnego czyśćca. Większą siłę rażenia miałby on zapewne, gdyby występował przed publicznością na żywo – jak to ma miejsce w spektaklach w Bydgoszczy – nie zaś puszczany na projektorze. Jednak konieczność modyfikacji przedstawienia z powodów technicznych to także specyfika teatralnych festiwali.

Magdalena Urbańska
Elfriede Jelinek
3 grudnia 2010

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia