Powiew satyry z klasą

"Sceny niemalże małżeńskie" - 5. Katowicki Karnawał Komedii

Barszczewska, Damięcki i Poniedzielski wprowadzili Grodzieńską do Teatru Śląskiego. Wydawało się, że czuli się dosyć swobodnie, wygodnie. Duch starej Warszawy zawitał w nasze strony w pełnej klasie, elegancji i uroku w "Scenach niemalże małżeńskich"

Jak się okazuje teatr wciąż potrafi przyciągnąć tłumy ludzi. Nie trzeba kamer, „gwiazdorskich” nazwisk czy na siłę rozbieranych scenek. Kolejny dzień Katowickiego Karnawału Komedii przedstawił stary, acz często zapominany przepis na bardzo dobry spektakl. Cóż trzeba? Jedna aktorka, jeden aktor, dwa krzesła, jedna gazeta (może być nieco zużyta), biały szal (inne kolory również wchodzą w grę), dobry tekst (niekoniecznie klasyka, niekoniecznie antyk), muzyka, światło. Fin. Można mieć wrażenie, że trochę jakby ubogo. Przecież deski Śląskiego wiele już przeżyły i jakiś motocykl czy czołg nie stwarzają problemu. A tutaj tak \'biednie\'.

Ale wystarczy z zupełnością! Klasa tekstów Stefanii Grodzieńskiej opracowanych przez Grażynę Barszczewską jest fenomenem samym w sobie. Język cięty, wyważony, inteligentny dowcip - za każdym razem celny. Bardzo sprawnie bawią się nim aktorzy, czyli Grażyna Barszczewska i Grzegorz Damięcki. Słychać także Andrzeja Poniedzielskiego, którego rola, choć symboliczna, określa ostatecznie kształt spektaklu. Grodzieńska jest przywoływana na scenę, ale nie sama. W partiach śpiewanych po pierwszych linijkach tekstu rozpoznajemy męża mistrzyni pióra, czyli Jerzego Jurandota.

Ma się wrażenie, że na scenie jest pełno ludzi. Po pierwsze sami aktorzy. Po drugie dwie legendarne postacie. Po trzecie postacie odgrywane. I jeszcze my w nich widzimy siebie samych, swoich przyjaciół, sąsiadów, bardziej lub mniej znajomych. Pusta scena oddziałuje jeszcze bardziej na widzów i ich wyobraźnię. Podczas spektaklu tekst jest najważniejszy. Skupiając się na nim wraca się do pięknego języka, zwrotów, które dawno nie były używane przez nas. Okazuje się, że język polski dobrze złożony, potrafi wyrazić znacznie więcej niż szybkie okej, fajnie czy zajebi..cie. Zachwyt, złość, pożądanie i zazdrość plus na koniec wspaniała miłość przebijają w każdym kolejnym słowie.

Jakże powszechne sytuacje oraz uniwersalne przesłania z nich wynikające pojawiają się na scenie. Doskonale skwitowane stanowią dobrą lekcję dla par w każdym wieku i na każdym etapie. Obserwacje Grodzieńskiej traktować należy z należytym dla niej przymrużeniem oka. Czyli należy i warto „Sceny…” zobaczyć i przeżyć. „High life, bon ton, savoir vivre, pardon”!

Agnieszka Niewdana
Dziennik Teatralny Katowice
2 lutego 2012

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia