Powrót Pasażera

"Pasażerka" - reż: David Pountney - Opera Narodowa w Warszawie

Prawykonanie pierwszej w historii opery o Auschwitz "Pasażerka" Mieczysława Weinberga zrobiło tego lata ogromne wrażenie na publiczności austriackiego festiwalu w Bregencji. Kim był zapomniany kompozytor, który większość życia spędził w Rosji, choć urodził się w Warszawie? - pisze Dorota Szwarcman w Polityce.

Twórczość Weinberga stanowiła - poza wystawianą dla mas na scenie nad Jeziorem Bodeńskim "Aidą" Verdiego - główny nurt bregenckiego festiwalu. Oprócz "Pasażerki" odbyła się premiera innej opery Weinberga, "Portretu" według Gogola, oraz kilkanaście koncertów symfonicznych i kameralnych. Grały m.in. orkiestry Wiener Symphoniker i MusicAeterna z Nowosybirska oraz znakomity francuski kwartet Danel, który ostatnio nagrywa kolejno wszystkie 17 kwartetów smyczkowych Weinberga (na świecie pojawia się coraz więcej płyt z jego twórczością).

Sale, zwłaszcza na spektaklach operowych, były przepełnione. Odbyło się też sympozjum z udziałem rodziny kompozytora i specjalistów z wielu krajów. Weinberg zaczyna być modny. Krytycy stawiają dziś jego twórczość obok dwóch gigantów rosyjskich XX w.: Szostakowicza i Prokofiewa. W Polsce wciąż jednak mało kto cokolwiek o nim wie.

A przecież to był kompozytor polski - podkreślają to wszyscy, którzy go znali.

Przez większą część życia w Moskwie nosił oficjalnie imię Mojsiej (ros. Mojżesz), ale przyjaciele nazywali go Mietkiem, a w ostatniej dekadzie życia powrócił do imienia Mieczysław. Uwielbiał poezję Tuwima, do której napisał szereg pieśni, oraz VIII Symfonię "Kwiaty polskie". Korzystał też z tekstów Mickiewicza, Staffa, Wygodzkiego i Broniewskiego, ale i z poezji rosyjskiej: Michaiła Lermontowa, Fiodora Tiutczewa, Aleksandra Błoka, Demiana Biednego. Kanwą jego twórczości bywały też dzieła literatury żydowskiej - Icchaka Lejbusza Pereca i Szolema Alejchema.

Wśród jego siedmiu oper oprócz polskiej "Pasażerki" są rosyjskie: "Portret" według Gogola i "Idiota" według Dostojewskiego, oraz żydowska "Winszujemy" ("Mazel tow"). Ale także "Miłość d\'Artagnana" według Alexandre\'a Dumasa i "Lady Magnesia" do tekstu Bernarda Shawa. Większości nie wystawiono. Wyjątkiem była "Madonna i żołnierz", rozgrywająca się w Polsce podczas wojny; do programu jej prawykonania w 1975 r. sam Szostakowicz napisał słowo wstępne. Ponadto "Portret" pokazano w Brnie w 1983 r., a "Idiotę" w skróconej wersji - w Moskwie w 1992 r.

Muzyk wędrówny

Urodził się w Warszawie w l919r. (zmarł w Moskwie w 1996 r.). Jego rodzice pochodzili z Kiszyniowa; dziadkowie i pradziadek padli ofiarą tamtejszego pogromu na początku XX w. Wychowany został w rodzinie wiernej korzeniom, ale zasymilowanej. Od dziecka wraz z ojcem Szmuelem Weinbergiem, dyrygentem, kompozytorem i aranżerem, w warszawskich i wędrownych teatrach żydowskich grał na fortepianie i skrzypcach. Gdy wczasach kryzysu ekonomicznego upadła część teatrów i ojciec Mietka stracił pracę, to właśnie syn grając na weselach i w kawiarniach utrzymywał rodzinę.

Jako 12-latek wstąpił do Konserwatorium Warszawskiego, gdzie szybko wykazał się talentem pianistycznym. Studiował u cenionego profesora Józefa Turczyńskiego, który uważał go za swojego najlepszego ucznia obok Witolda Mał-cużyńskiego. Wielki pianista Józef Hofmann usłyszawszy go zaprosił na studia do Curtis Institute w Filadelfii; miało to nastąpić w 1939 r. Gdyby Mieczysław był w stanie zrealizować to zaproszenie, być może zostałby wirtuozem. Choć zapewne jego talent kompozytorski, który ujawnił się w pełni dopiero na emigracji (jak się okazało - dożywotniej), prędzej czy później by zwyciężył.

Los chciał inaczej. We wrześniu 1939 r. młody muzyk uciekł na wschód. Rodzice i siostra, którzy zostali w kraju, zginęli w obozie w Trawnikach, o czym Mieczysław dowiedział się wiele lat później. Trafił początkowo do Mińska, gdzie podjął studia kompozytorskie, ale już w sierpniu 1941 r., po wejściu wojsk hitlerowskich, musiał uciekać dalej. Dotarł do Taszkientu i dostał pracę w operze.

Przyjaźń z Szostakowiczem

Tam ożenił się z córką wielkiego aktora żydowskiego Solomona Michoelsa (wł. Wowsi). A kiedy przesłał partyturę swojej I Symfonii Dymitrowi Szostako-wiczowi, ten tak się nią zachwycił, że postanowił sprowadzić młodego kompozytora do Moskwy. I tak rozpoczęła się ich przyjaźń. Twórcy wielokrotnie pokazywali i grywali sobie własne kompozycje, wzajemnie na siebie wpływając. Tyle tylko, że dziś, gdy znamy dobrze twórczość Szostakowicza, a Weinberga dopiero poznajemy, widzimy tylko wpływy pierwszego w utworach drugiego. Jednak także Szostakowicz wiele zawdzięcza Weinbergowi, w tym dosyć częste pojawianie się w jego utworach motywów żydowskich.

Ich przyjaźń z czasem miała przejść wyjątkowo dramatyczną próbę. Kampania antysemicka rozpętana w ostatnich latach życia Stalina zaczęła się w 1948 r, skrytobójczym morderstwem na teściu Weinberga, Michoelsie. Z kolei kuzyn Michoelsa Miron Wowsi, profesor medycyny, kilka lat później został ujęty jako domniemany członek tzw. spisku lekarzy kremlowskich. Całą rodzinę przez lata śledziło NKWD, a w końcu i Weinberg trafił do więzienia na Butyrkach. Jego żona, obawiając się podobnego losu, ustaliła z Szostakowiczem i jego rodziną, że w razie czego zajmą się córeczką We-inbergów, żeby nie zabrano jej do domu dziecka. Szostakowicz zaś w obronie przyjaciela napisał list do samego szefa NKWD Ławrentija Berii. Ostatecznie po śmierci Stalina Weinberga wypuszczono. Weinberg był skromny i prostolinijny, nie wdawał się w gierki z władzą. Źródłem jego utrzymania była twórczość użytkowa; był autorem muzyki m.in. do słynnego filmu "Lecą żurawie",

W latach 70. i 80., gdy po odwilży doszła do głosu awangarda, także szedł swoją drogą, młodzi uznali go więc za konserwatystę. Dwa jego utwory wykonano w Polsce na festiwalu Warszawska Jesień (w 1963 i 1964 r.), ale przeszły bez echa - publiczność bardziej się wówczas interesowała awangardowymi nowinkami z Zachodu. Kiedy on sam w 1966 r. z delegacją sowieckich kompozytorów odwiedził warszawski festiwal, dawni koledzy z konserwatorium w większości go "nie poznawali". Przybysze ze Wschodu byli wówczas traktowani nieufnie. Być może pewną rolę grał też fakt, że Weinberg był Żydem.

Dzieło życia

Tak się złożyło, że to Szostakowicz, wraz z librecistą Aleksandrem Miedwiediewem, poddał mu temat do jego pierwszej opery, którą Weinberg miał uznać za swoje najważniejsze dzieło. Była to opowieść, którą pięć lat wcześniej, w 1963 r., wykorzystał Andrzej Munk w swoim ostatnim nieukończonym filmie (pracę przerwała tragiczna śmierć reżysera). Wcześniej było słuchowisko Zofii Posmysz, odegrane też w Teatrze Telewizji. Książkę autorka napisała już po ukazaniu się filmu. Każda wersja przedstawia nieco inne naświetlenie opowiadanej historii. Najistotniejsze jednak, że była to pierwsza po wojnie próba spojrzenia na Auschwitz z perspektywy nie więźnia, lecz obozowej strażniczki.

Posmysz stworzyła fikcję literacką opartą na elementach wziętych z rzeczywistości. Główna polska bohaterka, więźniarka Marta, ma imię po najbliższej obozowej przyjaciółce autorki; jej narzeczony Tadeusz (którego prawdziwa Marta nie znała) został nazwany na cześć kapitana Wojska Polskiego zamordowanego w Auschwitz w 1943 r. (autorka spotkała go parę razy i otrzymała od niego medalik). Prawdziwe jest nazwisko esesmanki Annelise Franz, o której zresztą po wojnie słuch zaginął.

Impuls pojawił się, gdy pisarka spotkała w Paryżu grupę Niemców; głos jednej z kobiet przypomniał jej nadzorczynię i przywiódł myśl: a gdyby to była ona? Co myślałaby teraz? "Pasażerka" jest próbą wejścia w jej skórę. Na transatlantyku, którym Liza płynie do Brazylii z mężem dyplomatą (w filmie wracają do Niemiec), pojawia się tajemnicza pasażerka, przypominająca kobietę z obozu, z którą łączyła ją dziwna, przewrotna relacja, Cień wyrzutów sumienia, próba ukrycia prawdy przed mężem, budowanie fałszywej świadomości - Zofia Posmysz opisała mechanizmy psychologiczne, które poznała śledząc procesy esesmanów w latach 50. Aleksander Miedwiediew za zgodą autorki napisał libretto dokonując modyfikacji i wprowadzając nowe postaci. Powstało dzieło wybitne. Muzyka zaskakuje prostotą, brakiem patosu, a zarazem adekwatnością do opisywanych sytuacji. Weinberg za życia nie usłyszał jednak tego utworu. Władze obawiały się zapewne skojarzenia obozu w Auschwitz z sowieckimi łagrami.

Ostatecznie po raz pierwszy wykonano "Pasażerkę" w 2006 r. w Moskwie w wersji koncertowej. Dopiero w Bregencji odbyło się jej prawykonanie sceniczne, przyjęte przez publiczność owacją na stojąco. Reżyser, a zarazem szef festiwalu David Pountney poszedł za didaskaliami i stworzył przedstawienie wielopiętrowe i przejmujące. Inscenizacja przyjedzie do warszawskiej Opery Narodowej na trzy spektakle (8, 10 i 12 października). Z czasem ma też pojawić się w Madrycie, Londynie, być może w Berlinie i Nowym Jorku. W międzynarodowej obsadzie uczestniczą Polacy: partię Tadeusza śpiewa Artur Ruciński (laureat Paszportu Polityki), a Elżbieta Wróblewska i Agnieszka Rehlis wcielają się w więźniarki Auschwitz. Premierze towarzyszyła wystawa przygotowana przez Instytut Adama Mickiewicza, która będzie towarzyszyć spektaklowi w kolejnych miejscach wystawienia.

Weinberg mawiał, że jeśli w swych dziełach tak często porusza tematykę wojenną, to dlatego, że to ona wybrała jego, a nie on ją. Że skoro zginęły trzy pokolenia jego rodziny, a on jeden pozostał, samotny jak Pasażerka z książki Posmysz, filmu Munka i jego własnej opery, musi całym życiem i muzyką dać świadectwo, złożyć hołd. Ten hołd dziś zaczynamy doceniać.

***

Ta opera jest genialna - mówi Zofia Posłysz, autorka książki "Pasażerka" i gość festiwalu.

Z koleżankami z obozu utrzymywałam po wojnie regularne kontakty, ale nigdy nie rozmawiałyśmy o Auschwitz. Mówiłyśmy o życiu codziennym, o mężczyznach, o przeżyciach; nigdy o TYM. Po opublikowaniu "Pasażerki" obawiałam się trochę, co one powiedzą. Jednak doskonale zrozumiały moją myśl i nie czyniły mi żadnych zarzutów. Kiedy poinformowano mnie, że książka może zostać wykorzystana jako libretto opery, byłam zaskoczona i zaniepokojona. Nie jestem znawcą, ale temat nie wydawał mi się odpowiedni dla sceny operowej. Ostatecznie wyraziłam zgodę. Byłam w Moskwie dwa razy u autora libretta Aleksandra Miedwiediewa; on również dwukrotnie przyjechał do Polski, wybrał się też ze mną do Auschwitz. W Moskwie odwiedziłam Mieczysława Weinberga w jego mieszkaniu w ogromnym bloku. Kompozytor wypytywał mnie o różne sprawy związane z obozem, słuchał moich odpowiedzi, ale wciąż miałam wrażenie, że myślami jest gdzieś daleko. Dopiero później zdałam sobie sprawę, że przecież on podczas wojny stracił w obozie w Polsce całą rodzinę. Jego muzyka wywarła na mnie ogromne wrażenie - tak bardzo zdawała się odpowiadać temu, co działo się w Auschwitz. Inscenizację z Bregencji oceniam jako genialną, idealnie współgrającą i z muzyką, i z rzeczywistością obozu.

Dorota Szwarcman
Polityka
20 sierpnia 2010

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia