Powstanie jak teledysk

"Zawiadamiamy Was, że żyjemy. Dubbing 44" - reż: Marcin Liber

Sierpień 1944 roku oczami twórców młodego pokolenia. Bez powstaniowych szlagierów, z muzyką metalowej formacji Antigama w tle. Spektakl Marcina Libera to multimedialne widowisko bez okolicznościowej pompy.

"Zawiadamiamy Was, że żyjemy" w reżyserii Marcina Libera pyta, jakie miejsce zajmuje w naszej świadomości pamięć o historii. Czy jeszcze w ogóle istnieje i czy ma sens? A jeśli tak, to jaką część zajmuje w niej Powstanie Warszawskie? Pytają młodzi. Spektakl składa się z kolażu tekstów współczesnych pisarek Sylwii Chutnik, Moniki Powalisz i Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk. Tytułowa piosenka jest autorstwa Doroty Masłowskiej. Fragmenty wyrwane z gotowych utworów w murach Muzeum Powstania Warszawskiego nabierają nowych znaczeń. Stworzony specjalnie na tę okazję monolog "Łucznik 1944 - 2005" Magdaleny Fertacz nie cichnie w głowie nawet po zakończeniu spektaklu. "Łucznik" - słyszymy rozkaz płynący z głośników. Światło reflektora wydobywa z mroku starszego mężczyznę (Stanisław Brudny) siedzącego pośrodku sceny. Od razu rzuca się w oczy jego biało-czerwona opaska na prawym ramieniu. To powstaniec. Na wielkim telebimie widać każdy grymas twarzy aktora. Wierzymy mu, gdy opowiada o śmierci swojego towarzysza, jak również wtedy, gdy rzuca kawałami, z których nikt nie ma odwagi się zaśmiać. Perfekcyjna rola. Opanowane gesty, delikatna mimika twarzy, subtelność w ruchu. 

"Wnuczka" - słychać z głośników. Od Agnieszki Podsiadlik trudno oderwać wzrok. Zero zbędnych gestów, stłumione emocje. Aktorka stawia na krańcową powściągliwość w opowiadaniu o swej bohaterce. A mimo to mam z jej Wnuczką problem. Mówi, że widziała wiele trupów, ale wśród zwierząt. Że nie rozumie słowa "naród", a podczas lekcji PO udawała trupa. Reżyser traktuje ją jako modelową reprezentantkę młodego pokolenia. Mniejsza z tym, że sama do niego należę, z bohaterką Podsiadlik w najmniejszym stopniu się nie identyfikuję. Gorzej, że jest to obraz tylko tej części generacji. Reszta wydaje się zdecydowanie bardziej skomplikowana. "Maria" - przeżyła wojnę. W dzisiejszych czasach wstydzi się żydowskiego pochodzenia. Maria (Małgorzata Rożniatowska) rozprawia się z językiem martyrologii, szczegółowo opisując sceny wojennych gwałtów. Parę łez na policzku kobiety przemawia bardziej niż powtarzane przez Wnuczkę łopatologiczne słowa "Kto ty jesteś? Polak mały". Prolog i zakończenie spektaklu łączy Małgorzata Sikorska-Miszczuk jako autorka sztuk "Walizka" i "Szajba", których fragmenty słyszymy ze sceny. Z "Walizki" pochodzi dialog w Muzeum Zagłady między przewodniczką (Anna Sroka), nieznanym z imienia mężczyzną (Mirosław Zbrojewicz) oraz zwiedzającym (Leon Charewicz). Mężczyzna przychodzi tu za namową żony. Nie wie do końca, czego szuka. Nagle znajduje walizkę, która należała do jego ojca. Wniosek? Przeszłość powraca z wielką siłą. Nie da się wyrugować jej z życia. Teraźniejszość łączy się z Historią. Przedstawienie nie ma w sobie nic z okolicznościowej akademii. Trudno bowiem . wyobrazić sobie apel z muzyką metalowej formacji Antigama. Zespół wchodził ze swoimi akordami w najmniej oczekiwanych momentach, budując klimat wojny i uruchamiając wyobraźnię. Słyszałam w tym bomby zrzucane na Warszawę oraz huk budynków zamieniających się w gruz. Ostatni utwór "Zawiadamiamy Was, że żyjemy" był jak alarm przywołujący pamięć o powstańcach. Czy zawiadomili? Na pewno. Zawiadamiam Was, że żyję.

Anna Osińska
Dziennik - Kultura
8 sierpnia 2009

Książka tygodnia

Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu
Wydawnictwo Literackie
Dorota Masłowska

Trailer tygodnia

Encyklopedia Teatru Po...
Janusz Legoń