Powszechny w nowym duchu

rozmowa z Robertem Glińskim

Coraz głośniej mówi się, że od śmierci w 1989 roku Zygmunta Huebnera, wieloletniego dyrektora Teatru Powszechnego, blask tego miejsca stopniowo przygasa. Scenę opuszczają kolejni wielcy aktorzy. Najpierw odeszła Krystyna Janda, potem zrezygnowali Joanna Szczepkowska i Janusz Gajos. Dwa lata temu zmarł Zbigniew Zapasiewicz, który był twarzą tego miejsca. Na ratunek został wezwany Robert Gliński, który na stanowisku dyrektora zastąpi Jana Buchwalda. Czy słynącemu z odważnych projektów reżyserowi uda się odbudować pozycję kultowej niegdyś sceny?

Jaki jest dziś Teatr Powszechny?

To wyjątkowe miejsce, jedyne na Pradze. Po remoncie już nie pachnie poprzednią epoką, ale trochę brakuje mu ducha. Brakuje mu też nazwisk. Będę się starał przyciągnąć do teatru wybitnych aktorów. Są na to dwa sposoby - pieniądze albo interesująca rola do zagrania.

Kogo chciałby Pan zobaczyć na scenie Powszechnego?


Z pewnością Kraków - na przykład Jerzego Trelę, Krzysztofa Globisza. Pracowałem z nimi, to są niesamowicie profesjonalni aktorzy. Myślę też o Janie Peszku - on tak skacze to tu, to tam - może skoczyłby na Pragę, na moment... albo na dłużej.

A kobiece transfery?

Fascynują mnie silne osobowości, takie jak Anna Polony, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, Anna Seniuk. Chciałbym, żeby Maja Komorowska wyreżyserowała coś i zagrała. To jednak sfera marzeń.

Stawia Pan na repertuar klasyczny czy współczesny?

Chciałbym realizować spektakle oparte na dobrej literaturze, na Szekspirze, Molierze, Czechowie, Mrożku, Gombrowiczu. Myślę też o cyklu spektakli muzycznych. Przygotuje je nowy kierownik muzyczny Jerzy Satanowski. Na pierwszy ogień pójdą piosenki Agnieszki Osieckiej, która była związana z Pragą, mieszkała na Saskiej Kępie. Na dobre przedstawienie muzyczne zawsze przychodzi publiczność.

Krytycy będą bacznie obserwować Pana poczynania, nie obawia się Pan ich opinii?

Na prasę jestem odporny. Musimy jednak wziąć pod uwagę, że Powszechny to scena miejska, finansowana przez samorząd. Jeśli teatr będzie miał złą opinię w mediach, to wielu potencjalnych sponsorów ucieknie.

Czasami polemika prasowa to dobra reklama. Przypomnę pani, co pisano o Zygmuncie Hubnerze, kiedy był dyrektorem Powszechnego. Otóż po dwóch sezonach ogłoszono jego klęskę. A teraz to jest człowiek pomnik. Jego żona Mira Dubrawska mówiła mi kiedyś, że Hubner chciał wtedy zrezygnować. Dostawał jakie baty od krytyków, że już nie wytrzymywał psychicznie. I to nie za spektakle polityczne, tylko za poziom artystyczny.

Czyli bierze Pan pod uwagę porażkę?

Nie jestem przywiązany do stołka. Powiedziałem swoim zwierzchnikom, że jeśli po trzech latach poczuję, że coś się nie układa, powiem "do widzenia". Co może się "nie ułożyć"? Na przykład nie przyciągnę do teatru reżyserów, o których myślę.

Zdradzi nam Pan nazwiska?


Marzę o zaangażowaniu Piotra Cieplaka i Agnieszki Holland. Chciałbym też narazić się na zarzut o nepotyzm, czyli żeby jakiś spektakl przygotowała Agnieszka Glińska.

A czy nie ma Pan ochoty sam wyreżyserować premierę na otwarcie sezonu?


Ja? Nie jestem samobójcą.

Kamila Łapicka
Pani
6 sierpnia 2011
Portrety
Robert Gliński

Książka tygodnia

Krew z mojej krwi. Wiosna komisarza Ricciardiego
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Maurizio de Giovanni

Trailer tygodnia