Pozostać czy obudzić się ze snu?

Teatr Muzyczny w Poznaniu rozpoczyna sezon z przytupem

Pippin to znany z lekcji historii Pepin Krótki, następca tronu frankijskiego, syn Karola Wielkiego. Chociaż fakt ten ma chyba tylko podkreślać uniwersalność ludzkich problemów. Niczym memento Mori w średniowieczu, które dotyczyło każdego człowieka niezależnie od pozycji społecznej, tak i brak poczucia własnej wartości, wieczne poszukiwanie spełnienia i potrzeba czerpania radości z najprostszych czynności mogą stanowić problem każdego człowieka. I o tym właśnie jest Pippin w reżyserii Jerzego Jana Połońskiego.

Młody następca tronu powraca ze studiów do domu, i stwierdza, że brakuje mu prawdziwego spełnienia. Bohaterowi towarzyszy trupa aktorska rodem z cyrku, która odgrywa poszczególne etapy z życia Pippina. W tym kolorowym, przerysowanym, wręcz cukierkowym świecie młody następca tronu nie potrafi się odnaleźć – jest rozgoryczony, bo nie może znaleźć celu w swoim życiu. Przy pomocy mistrzyni ceremonii (Dagmara Rybak) Pippin (Wojciech Daniel) próbuje nowych doświadczeń – szuka pasji, miłości, a nawet pracy. Prócz wędrówki po prawdziwe spełnienie, sztuka ukazuje również wątek rodzinny bohatera. Karol Wielki (Jarosław Patycki), ojciec Pippina jest władcą państwa – silny i nieustępliwy nie wierzy w umiejętności bojowe pierworodnego i faworyzuje Ludwika. Jedynie żona Fastrada (Agnieszka Wawrzyniak) potrafi omamić króla przy pomocy swoich kobiecych wdzięków. Władczyni knuje intrygę, dzięki której jej syn, Ludwik (Maciej Zaruski) mógłby objąć tron. Ukochany synuś królowej nie grzeszy rozumem, ale za to dzielnie i skutecznie walczy z Wizygotami. Z relacji rodzinnych wyłania się dość oklepany schemat – macocha z własnym dzieckiem pragnie odsunąć od władzy pierworodnego syna jej nowego partnera, by to jej potomek stał się tym najważniejszym.

Z postaci rodzinnych wyróżnić można jeszcze babcię Pippina, Bethę (Agnieszka Różańska). Kobieta została wydalona z dworu przez swoją synową, ale wydaje się tym nie przejmować i żyje pełnią życia. Nie jest stereotypową starszą panią, która haftuje lub szydełkuje – wręcz przeciwnie jest postacią energiczną i cieszy się chwilą. W historii pojawia się również wdowa Katarzyna (Katarzyna Tapek) wraz z synem Teosiem (Mateusz Santacruz-Kieliszewski), którzy udowadniają Pippinowi, że w życiu wcale nie trzeba podążać za wielką ideą by być szczęśliwym oraz ważnym dla innych i aby odnaleźć prawdziwie spełnienie.

Można powiedzieć, że Pippin to prosta historia, która stanowi ogromne wyzwanie dla zespołu. Począwszy od scenografii Mariusza Napierały niejako nawiązującej do Imaginarium doktora Parnasussa, Teatr Muzyczny zawiesza poprzeczkę wysoko serwując widzom widowisko pełne nawiązań kulturowych, wpadających w ucho piosenek okraszonych niemalże akrobatycznymi ruchami aktorów dzięki choreografii Pauliny Andrzejewskiej-Damięckiej. Całość przypomina występ przyjezdnej trupy cyrkowej, co potwierdza mała gra przed wejściem na widownię – aktorzy dziurkowali bilety, a we foyer przechadzali się między widzami niejako zachęcając do udziału w zabawie. Po zajęciu miejsc, publiczność zostaje zaproszona na występ przez Mistrza Ceremonii – ten zabieg szybko burzy czwartą ścianę, a widownia staje się częścią historii Pippina.

W spektaklu obecne są również sceny interakcji z widownią chociażby wspólne śpiewanie. „Show" rozpoczyna pokaz akrobatyczno-taneczny, który dzięki kostiumom Agaty Uchman jest kolorową eksplozją energii. Aktorzy pląsają, skaczą, wyginają się i śpiewają z całych sił, co daje niesamowity efekt i sprawia, że widz chce jeszcze więcej. Artyści bawią się z publicznością, nie odkrywają wszystkich kart, nęcą spektakularnym zakończeniem. Wydawać by się mogło, że idą na całość, a jednak zawsze mają coś w zanadrzu. Postaci są zarysowane grubą kreską i widać wiele nawiązań do komedii dell' arte – zarówno w kreacji głównych bohaterów, ale przede wszystkim wśród dwórek, szlachciców i kuglarzy. Jednym z bardziej humorystycznych fragmentów spektaklu jest pojawienie się na scenie Gęsi. Cały ten wątek przywodzi na myśl Latający Cyrk Monty Pythona, a konkretniej Modlitwę za kaczkę. Ta scena z pewnością rozbawiła widownię do łez i podkreśliła obecny w spektaklu absurd, który niejako buduje i spaja całość. Oczywiście prócz wątku gęsi, było mnóstwo zabawnych dialogów czy humoru sytuacyjnego. Warto tutaj zwrócić uwagę na przedstawienie motywu walki, który wbrew pozorom bardziej bawi niż smuci. Stroje bohaterów zdają się być wręcz karykaturalne, co wcale nie przeszkadza, a wręcz uzupełnia postaci. Nie ma tutaj bohaterów nijakich, zapychaczy czy osób zbędnych – wszystko zdaje się być wyliczone i mimo całego absurdu czy poczucia surrealizmu, jest poukładane i spójne. Jerzy Jan Połoński po raz kolejny udowadnia, że absurd jest nieśmiertelny, a także możliwy do ujarzmienia. Podobne zabiegi można zauważyć w jego „Tuwimie dla dorosłych" z Teatru Muzycznego w Gdyni.

,,Pippin, czyli historia prawdziwa o poszukiwaniu szczęścia" jest uniwersalna opowieścią, z którą może utożsamiać sie zdecydowana większość widzów. Pełna humoru energii produkcja Teatru Muzycznego w Poznaniu otwiera sezon z przytupem. Artyści do końca pozostają w swoich rolach i mimo wszechobecnego absurdy tworzą przekonujące, wiarygodne kreacje. Nie wypada pominąć orkiestry pod batutą Radosława Matei, która gra z lekkością jakby bawiła się muzyką.

Pippin jest spektaklem, który podzieli publiczność - widz albo zaakceptuje przyjętą konwencję, albo się od niej odbije - nie da się pozostać obojętnym. Wśród tych wszystkich pozytywnych aspektów jest jednak jeden drobiazg, który burzy cukierkową wizję - zakończenie. Finał jest złożony niczym matrioszka - ściągnięcie każdej kolejnej warstwy odsłania następną. Oczywiście to od widza zależy czy przyjmie on wszystkie wersje finału - może pozostać w świecie fantazji lub obudzić się ze snu i zderzyć z rzeczywistością.

Natasza Thiem
Dziennik Teatralny Poznań
13 września 2019

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia