Pozytywka, cymbały i cisza

"Zbrodnia i kara " - reż. Małgorzata Bogajewska - Teatr im. A. Fredry w Gnieznie

Przestrzeń dźwiękowa, w której zanurzony jest świat sceniczny gnieźnieńskiej ,,Zbrodni i Kary" w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej, oparta jest na motywach, które widz w naturalny sposób identyfikuje z klimatem Carskiej Rosji. Nieco chorobliwie powracające motywy pozytywki, cymbałów dookreślają duszny i napięty klimat spektaklu, zaś cisza, daje pole dla wyostrzenia postaci, na których skupia się uwaga odbiorcy. Bowiem to właśnie w psychice bohaterów rozgrywa się cały dramat.

Scenę wypełnia biały puch, pod którym skrywane są idee, wartości, moralność. Czy to w postaci siekiery, Biblii czy świętych ikon. To w nim brodzą złamane wewnętrznie postaci, które nieustannie wzbijają drobne, białe płatki w powietrze. W przestrzeni gry stoi łóżko Raskolnikowa, liczne fotele i krzesła, gdzieś w tle figura konia bez głowy zaprzężona w wóz oraz niedokończony szkielet dachu.

Rodion Raskolnikow (Wojciech Lato) praktycznie nie schodzi ze sceny przez całe trzy godziny trwania spektaklu. Jest to przede wszystkim butny, młody mężczyzna, zdominowany przez swoje idee, pochłonięty nimi. Sprawia wrażenie jakby nie widział innych ludzi, lecz jednocześnie trudno określić w którą stronę poprowadzona jest jego postać, skąd w nim ten upór. Niejako w kontrą do intelektualnej postawy Raskolnikowa jest Razumichin (Tomasz Marczyński) – młody, naiwny, biedny student, od którego emanuje moralna, dobra siła. Nawet w fizycznych postawach obu bohaterów widoczna jest różnica, bowiem Raskolnikow jest ciągle spięty, zaciska pięści, mówi tubalnym, zdecydowanym głosem, natomiast Razumichin ma w swojej powierzchowności spontaniczność, otwartość, którą warunkują raczej uczucia niż intelekt. Interesującą postacią złamanej, chorej kobiety, która dotyka dna jest Katarzyna (Martyna Rozwadowska).

Rozgorączkowana w tym co mówi, dusząca się od kaszlu przyciska do siebie trzy dziecięce figury. Rozgorączkowana w tym co mówi, dusząca się od kaszlu przyciska do siebie trzy dziecięce figury. Wciąż mamrocze niemiecką piosenkę, wspomina ostatni bal, na którym była, jakby przypominała sobie kogoś, kogo dawno utraciła. Jest postacią rozpiętą pomiędzy cierpieniem a złością i rozczarowaniem. Zagrana raczej dosadnie, chorobliwie, bez nadziei. Dunia (Anna Pijanowska) to z kolei stłumiona nieco bohaterką, która przystaje na los młodej, biednej panny na wydaniu, od której przyszłego małżeństwa zależy los rodziny. Jej racjonalne wypowiedzi, które mają uzasadniać związek z Łużynem, podszyte są smutkiem, koniecznością przystania na porządek świata, w którym to ekonomia warunkuje wszelkie życiowe wybory.

Sonia (Michalina Rodak) posiada w sobie zaś ciekawy splot wstydu, bezsilności, walki i bezgranicznej wiary w Boga. Jest wewnętrznie rozedrganą postacią. Porfiry (Wojciech Kalinowski) zdaje się mieć naturę podwójną. Bowiem w kontakcie z Raskolnikowem wydaje się nieco śmieszno-ironiczny, jednak pod tą warstwą ukrywa się śledczy, analizujący dość drobiazgowo każdy ruch i szczegół, jest zdecydowany dotrzeć do prawdy. Rolę Swidrygajłowa powierzono Mariuszowi Saniternikowi, aktorowi doświadczonemu, który nadał swojej postaci ciekawego, nieoczywistego charakteru. Jego Swidrygajłow jest podstarzałym, nieco śmiesznym sybarytą, który pod pozorem dobrych intencji i ogłady skrywa swoje okrutne oblicze.

Najnowsza premiera Teatru Fredry została zrealizowana w tradycyjnej konwencji, w której najważniejsze wydarza się w pogłębionych psychologicznie postaciach. Teatr ten nie epatuje widza wrażeniami wizualnymi, wstrząsem czy skandalem, pozwala on za to zobaczyć na scenie w ciszy i skupieniu drugiego człowieka, w jego skomplikowaniu, z rozterkami moralnymi, cierpieniem. Małgorzata Bogajewska niezwykle rzetelnie wyreżyserowała ten spektakl, prowadząc każdą z postaci konsekwentnie, prezentuje problem granic moralnych i odpowiedzialności człowieka. ,,Zbrodnia i Kara" nie jest emocjonującym, chwilowym przeżyciem odbiorczym, ale czymś dużo głębszym, to teatralny impuls, który pozostawia w widzu pytania i prowokuje go do szukania odpowiedzi.

Agata Łukaszewicz
Dziennik Teatralny Poznań
23 kwietnia 2016

Książka tygodnia

Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jerzy Limon

Trailer tygodnia