Prawdy równoległe

Festiwal Parallel Lives / Życia Równoległe w Teatrze Nowym w Krakowie

Europa Środkowa wciąż nie przepracowała traumy, jaką był komunizm – łamanie praw człowieka, biurokratyzacja, siatki informatorów, homogenizacja społeczeństwa, a zarazem rozluźnienie więzi międzyludzkich to tylko niektóre zarzuty, które można skierować ku dawnej władzy, ale które pokutują po dziś dzień.

Postkomunistyczna melancholia i zapatrzenie w przeszłość, abstrahując od biedy, technologicznego uwstecznienia itd., wynikają z niezabliźnionych ran. Stąd 16–19 kwietnia Teatr Nowy w Krakowie gościł dwa inne zespoły z byłego bloku wschodniego, które w koprodukcji z Międzynarodowym Festiwalem Teatralnym Divadelná Nitra zrealizowały na Festiwalu Parallel Lives spektakle pod hasłem „XX wiek pod nadzorem tajnej policji".

Największa zbrodnia ustroju, zdają się mówić artyści zrzeszeni w ramach festiwalu, wydaje się dość abstrakcyjna, choć w rzeczywistości zatruwa całą dzisiejszą rzeczywistość. Chodzi mianowicie o inflację słowa „prawda" – wielokrotnie manipulowanego do tego stopnia, że zamieniło się w swoje przeciwieństwo. Wszelkie prawdy, prawie-prawdy, pół-prawdy, nie-prawdy sprawiają, że człowiek gubi punkt odniesienia. To to zdewaluowane słowo wprowadza relatywizm moralny, rozsadza więzi społeczne od środka i uczy arbitralnego posługiwania się informacjami, swobodnie reinterpretowanymi na potrzeby konkretnych grup interesów. To tego słowa wreszcie poszukiwano w Krakowie w czasie festiwalu.

Życia równoległe rozpoczął rumuński spektakl Teatru DramAcum „Typographic Capital Letters" w reżyserii Gianiny Cărbunariu. Akcja rozpoczyna się w 1981 roku w Botoszanie – kiedy w Polsce formuje się Solidarność, na rumuńskiej prowincji społeczeństwo boi się pomyśleć o buncie. Nagle tkankę miejską rozrywają wykonane kredą napisy – hasła wolnościowe, upominające się m.in. o sprawiedliwość, poszanowanie praw człowieka, związki zawodowe. Skrupulatnie utkanej przez komunistyczne władze rzeczywistości grozi zniszczenie przez to ciało obce, więc rozpoczyna się śledztwo Securitate. Twórcom spektaklu udało się ukazać największy sukces tajnej policji – kiedy społeczeństwo czyta ujawniające prawdę informacje, nie jest w stanie przyjąć ich do świadomości i wyrazić własnych spostrzeżeń, o bolączkach nawet nie wspominając. Pierwsza część spektaklu, rozgrywająca się w mroku, przy użyciu głównie dwóch kamer oraz małego rzutnika ze sloganami, zwiastuje interesującą refleksję nad językiem (twórcy kontynuują eksperymenty rozpoczęte na gruncie kina przez Corneliu Porumboiu) – nad tym, że jego oryginalne znaczenie zagraża partyjnej nowomowie, że prawda automatycznie niejako w tamtych czasach przyjmowała formę wołacza, krzyczała do ludzi, którzy jednak zatykali sobie uszy. Do momentu schwytania sprawcy wykorzystanie kamer i rzutnika stanowiło ciekawą alternatywą dla stosowanej zazwyczaj przy nowych mediach strategii tła, niewiele znaczącej ilustracji. „Zbrodniarz", 16-letni uczeń, atakował swoimi napisami pole wizualne, a nawet bohaterów, opędzających się z lękiem przed połączeniem ich z takimi dywersyjnymi myślami.

Późniejsza formuła jest mniej interesująca, nazbyt konwencjonalna, sprowadzona nierzadko do formuły „gadających głów". Scena przesłuchań pokazuje strach społeczeństwa, zmuszanego do lawirowania językowego w czasach, kiedy język pozbawiony został dobrze znanych znaczeń. To przed siłą prawdy ugiął się bohater, niebędący typem „proimperialistycznego" buntownika, a jedynie pragnący przekazać to, dlaczego ludzie żyją w rzeczywistości, która wypadła ze swojego toru. Potępiony przez przedstawicieli szkoły, zmuszony do zamilknięcia i dostosowania się do schematu postępowania zgodnego z wykładnią partyjną, także dla dobra swoich bliskich, chłopiec ponosi porażkę w walce z systemem. A może nie? Spektakl sugeruje zachowanie wewnętrznej czystości, świadomości, której nie są w stanie wytrzebić agenci Securitate. Ostatnia część przedstawia właśnie ich „zeznania" – manipulują zdarzeniami, stopniowo uginając się dopiero pod ciężarem faktów przytaczanych za ich raportami przez zmarłego chłopca. Jednak umarli nie mają głosu, prawdę ostateczną zawłaszczyła sobie tajna policja, która przesunęła jej znaczenie i do dzisiaj uprawia epistemologiczną żonglerkę w rozciągniętej na całą rzeczywistość szarej strefie.

Taki też jest punkt wyjścia zaprezentowanego 18 kwietnia spektaklu „Wnętrze wnętrza". Pierwszą część pod tym samym tytułem wyreżyserował Ľubomír Burgr, drugą zaś – „Paranoia Querulans" („Paranoja pieniacza") – Dušan Vicen, twórcy działający w bratysławskim Teatrze Skrat, którzy analizie poddali śmierć księdza Přemysla Coufala. Burgr stworzył dość konwencjonalną historię członków partii (aktorsko również ustępującą subtelności rumuńskich aktorów czy odwadze polskich, obsadzonych w zamykającym festiwal „Follow Me" Radosława Rychcika). Mimo efektownego początku, kiedy partyjni przybierają pozy znane z socrealistycznych rzeźb, dalsza część jest wysoce opisowa – zresztą według słów jednego z bohaterów: „Co dobrze się zaczyna, musi w końcu się spieprzyć". Poznajemy proces modyfikacji raportu (a przez to prawdy), którego głównym celem bynajmniej nie jest dobro partii czy tym bardziej społeczeństwa, a najzwyklejsza prywata. Sprawa śmierci opisywana na tle walki o awans ujawnia cały cynizm ówczesnej władzy w Czechosłowacji czy w bloku wschodnim w ogóle. Rozmowy „kuluarowe", przy obowiązkowej butelce wódki i papierosach, kończy współczesny proces (ilustrowany amatorsko niemalże zmontowanymi nagraniami telewizyjnymi), w czasie którego adwokat walczy o prawa ludzi, których nazwiska ujawniono po otwarciu teczek. Nastroje procesów lustracyjnych i dosłownie wyrażona wiara w trwanie zależności, powstałych przed upadkiem komunizmu, punktowane są głosem kobiety – zastanawia się ona, co by się stało, gdyby miała inaczej na imię. Społeczeństwo przyzwyczajono do ubierania masek i dostosowywania poglądów – aż do rozpuszczenia tożsamości.

Druga część spektaklu stylem i nastrojem odbiega od poprzedniej. Na pewno odważniejsza, jest za bardzo obliczona na efekt. Nakładają się w niej relacje o prywatnych i dziennikarskich śledztwach w sprawie zabitego przez ŠtB księdza, fragmenty z „Hamleta" dotyczące spektaklu prezentowanego, by zbrodnie wyszły na jaw, kontynuowanie autotematyzmu przez wyjście z ról z lęku przez reperkusjami, wypowiedź przerwana przez rzekomo wciąż zagrażających społeczeństwu zbrodniarzy – którzy tutaj noszą potworne maski i bezceremonialnie opracowują materiał dowodowy, także ustawiając zwłoki. Estetyka horroru, psychodeliczna atmosfera, nawarstwienie środków formalnych jakkolwiek efektowne, ujawnia w finale swoje efekciarstwo. Spektakl sugeruje brak końca przez zostawienie na scenie aparatu robiącego zdjęcia samowyzwalaczem, aktorzy nie wychodzą na scenę w czasie oklasków, pomniejszając swoją rolę w porównaniu z ważkością tematu, jego ciężarem i powagą. Oczywiście jest to prawda, trudno umniejszać istotności sprawy, jednak wcześniejsze maski demonizują oprawców i system, nie sprawdzając się jako dzieło publicystyczne, a z drugiej strony tekst nie jest w stanie unieść potencjału psychodramy, który bezpośrednio wyraża.

Spektaklom pokazywanym w ramach festiwalu towarzyszyły koncerty, performance i jeszcze jeden spektakl (wspomniany „Follow Me" Teatru Nowego, opisany już na łamach „Dziennika Teatralnego"). Choć całość przedstawiała różny poziom, była zarazem ciekawym doświadczeniem z teatrem dokumentalnym, a przez filologiczną niemalże refleksję nad prawdą oraz dyslokację wroga z zewnątrz do wnętrza społeczeństwa spektakle miały również wartość eksperymentu artystycznego. Współpraca przy takim projekcie – w odróżnieniu od kooperacji z Włoskim Instytutem Kultury – ukazuje krakowski Teatr Nowy jako teatr zaangażowany, nieobojętny na otaczającą rzeczywistość, poddający ją analizie i cały czas poszukujący, co unieważnia mniejsze porażki artystyczne. Próby może skazują na niedoskonałość, ale pozwalają w końcu dotrzeć do jakiejś prawdy – chociażby o istnieniu prawd równoległych.

„Typographic Capital Letters", reż. Gianina Cărbunariu, Teatr DramAcum
„Wnętrze wnętrza", reż. Ľubomír Burgr, Dušan Vicen, Teatr Skrat w Bratysławie

Festiwal Parallel Lives / Życia Równoległe, 16-19.04.2015

Marta Stańczyk
Dziennik Teatralny Kraków
21 kwietnia 2015

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia