Prawdziwa zagłada

"Zagłada ludu, czyli moja wątroba..." - reż. Grzgorz Wiśniewski - Teatr Jaracza w Łodzi

To nie jest miła sztuka - wszyscy dyszą ku sobie złymi uczuciami, w każdym czai się przemoc, perwersja i złość

Stara nabożna emerytka i jej upośledzony syn, który roi o karierze artysty malarza, przykładna rodzina naturalizowanego od 2 pokoleń Austriaka, dobierającego się do swoich córek, z żoną z tzw. wyższymi pretensjami i owdowiała profesorowa, odnajdująca radość w maltretowaniu psychicznym otoczenia, to sąsiedzi, zdolni pozabijać się nawzajem.   

Wiele takich obrazów po literaturze, ale Werner Schwab, „zły człowiek”, jak o sobie samym powiadał, nie pozostawiał żadnych złudzeń – świat namalował jako kłębowisko żmij i watahę wilków. I to nie byłoby szczególnym osiągnięciem, gdyby prócz batożenia bliźnich nie zaproponował nowego, odkrywczego języka, którym posługują się postacie  z jego dramatów – w polskim tłumaczeniu brzmi jak mowa bliska postaciom ze sztuk Witkacego. To język pokraczny, wykoślawiony, ale w tym spotwornieniu odbijający jak w zwierciadle ludzkie żądze, namiętności, wściekłość, a czasem tylko irytujące przywary. Schwab miał oko i ucho do tej niezwykłej zwykłości, która kryje się za codzienną paplaniną i rąbaniną wrzasków. Wyciągał na powierzchnię najczarniejszą podszewkę człowieka.

Grzegorz Wiśniewski na Schawabie się zna i potrafi z jego groźnego świata ulepić nośne przekazy o naszym cierpiącym na znieczulicę, atrofię wyższych uczuć i moralną degrengoladę świecie. Idealnie prowadzi aktorów. Tak jak przed laty po mistrzowsku wyreżyserował „Prezydentki” w warszawskim Teatrze Powszechnym, tak teraz u Jaracza w Łodzi poprowadził aktorów do zwycięstwa. Trzeba by wymienić wszystkich, bo nie ma w tym spektaklu słabych punktów, ale przede wszystkim znakomitą Barbarę Marszałek jako panią Robak, fanatycznego tłuka z wewnętrzną determinacją przywiązaną do swoich bożków, i Milenę Lisiecką, panią Kovacic, lisio-chytrą sąsiadkę, dybiąca na nieszczęście bliźnich, nadętą drobnomieszczankę z lakierem do włosów zamiast mózgu i, oczywiście, Bogusławę Pawelec jako mizantropiczno-sadystyczną profesorową Grollfeuer, a zarazem aktorkę, która buntuje się przeciw swojej roli. Wiśniewski bowiem wpisał w swoją inscenizację model teatru w teatrze – rzecz dzieje się na scenie, widzowie siedzą na scenie, wślizgują się na salę, podczas gdy aktorzy już znajdują się na swoich miejscach. Wysoko nad sceną kręci się niemiłosiernie monotonnie wiatrak, na kanapie spoczywa pani Kovacic, a zza kozetki wystaje pupa, jak się potem okaże, jej córki, tyłem do widzów majaczy sylwetka siedzącej przy stole pani Grollfeuer.

Potem maszyna rusza w ruch, a w kulminacyjnym momencie świat sceniczny rozpada się, ściany teatru pękają, ukazuje się wnętrze pięknej widowni Jaracza, na której złorzecząc miota się zbuntowana aktorka grająca jeszcze przed chwilą profesorową. Takich zaskakujących, porywających scen jest w tym spektaklu więcej, a namiętna gra aktorów nie pozwala widzowi ani na chwilę oddechu.

Tomasz Miłkowski
AICT
26 listopada 2009

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia