Prawica to nie faszyzm

"Uwaga... publiczność!" - reż. Edward Wojtaszek - Och-Teatr w Warszawie

Stygmatyzowanie środowisk patriotycznych, prawicowych poprzez zmianę znaczenia słowa "prawica" i fałszywe zrównanie tego pojęcia ze słowem "faszyzm" to dopiero perfidia manipulacyjna. Jak słusznie przypomniał Dariusz Pogorzelski tydzień temu na łamach "Naszego Dziennika", proces przeformatowania człowieka rozpoczyna się od zmiany znaczenia słów. Trudno się z tym nie zgodzić. Chodzi o to, by - niezależnie od tego, jaki jest pierwotny sens danego słowa - w świadomości społecznej utrwaliło się takie znaczenie danego pojęcia, które legitymizuje działania jakiejś grupy, partii politycznej czy nawet władzy.

Z procederem nadania słowu fałszywego znaczenia mamy do czynienia zwłaszcza w przestrzeni medialnej, ale nie tylko. Także w teatrze. Refleksje związane ze zmianą znaczenia słowa rodzą się na kanwie premiery "Uwaga publiczność!" w warszawskim Och-Teatrze.

Sztuka współczesnego francuskiego dramatopisarza Frédérica Sabrou jest komedią z tzw. podwójnym dnem, co daje reżyserowi możliwość przesunięcia akcentów w zależności od jego światopoglądu, sympatii dla danej grupy politycznej czy partyjnej itd., itd. To tekst z cyklu tematycznego "teatr w teatrze", gdzie akcja dzieje się w teatrze, za kulisami, tak jak w zasadzie we wszystkich lub w większości tego typu sztuk.

Teatr w lewackim uścisku

Oto w garderobie prywatnego teatru aktorzy (Marta Kurzak, Maria Seweryn i Andrzej Pieczyński), a także inspicjent (Otar Saralidze) oraz reżyser i zarazem autor sztuki (Szymon Kuśmider), którą tego wieczoru mają zagrać, przygotowują się do przedstawienia. Właśnie przed chwilą dowiedzieli się, że to, co zawsze jest ich największym marzeniem, mianowicie widownia wypełniona po brzegi publicznością - spełniło się. Sala jest pełna, a w kasie nie ma już ani jednego biletu. Pełnia szczęścia. Artyści cieszą się jak małe dzieci. Nigdy dotąd tak nie było. Zazwyczaj grywali przy prawie pustej sali. A tu nagle taka niespodzianka. Widzowie siedzą już w fotelach i z niecierpliwością oczekują na przedstawienie. Autor sztuki, Serge, wprost nie wierzy własnym oczom. Jest już bliski uwierzenia, że jego "Ogród żalu" to wybitny dramat i stąd to zainteresowanie publiczności. Lecz oto któreś z nich niechcący spojrzało na leżącą gazetę. Koniec radości. Z prasy dowiedzieli się, że bilety zostały wykupione przez członków partii faszystowskiej, której lider polecił swoim ludziom obejrzenie tego przedstawienia. Widział je już kilka dni wcześniej i uznał, że spektakl niesie wartości bliskie ideologii jego partii faszystowskiej. "Ogród żalu" interpretuje jako żal za wartościami tradycyjnymi, a autora uważa za konserwatystę, czemu daje wyraz w wywiadzie prasowym. Serge, autor sztuki, jest przerażony. Ma lewicowe przekonania, tak jak aktorzy i dyrektor tego prowincjonalnego teatru. Obawia się, że zostanie mu przyklejona etykietka skrajnego prawicowca, czyli - według twórców spektaklu - faszysty!

I od tego momentu zaczyna się zasadnicza część przedstawienia. Odkrywamy główny powód, dla którego Frédéric Sabrou napisał tę komedię, oraz powód, dla którego została wystawiona w Polsce. Właśnie teraz. Bo tekst nie jest nowością, Sabrou napisał "Uwaga publiczność!" dwanaście lat temu, w 2002 roku. Tylko że powód napisania sztuki, a powód jej wystawienia, to dwa różne powody. Kiedy Sabrou napisał tę sztukę, przewodniczącym prawicowego Frontu Narodowego był założyciel tego ugrupowania Jean-Marie Le Pen. Sztuka Sabrou pisana z pozycji lewackich skierowana była i jest przeciw prawicowemu Frontowi Narodowemu. To są sprawy francuskie. Natomiast u nas tematykę przedstawienia "Uwaga publiczność!" (w wątkach tyczących polityki) próbuje się na siłę aktualizować. Grubymi nićmi szyta aluzyjność do polskiej rzeczywistości, do prawicowych ugrupowań w naszej Ojczyźnie jest dość prymitywna. Ale ponieważ rzecz jest komedią, i do tego sprawnie napisaną, z dobrze skonstruowanymi dramaturgicznie dialogami i wyrazistymi postaciami, z których każda ma własny rys charakterologiczny, własną osobowość, temperament i rytm, śmiech na widowni jest więc zagwarantowany. Ponadto lewicowi bohaterowie sztuki Sabrou z takim zacietrzewieniem mówią o ugrupowaniu partyjnym na widowni, że stają się groteskowi i śmieszni w swej obronie lewicowości.

Prócz wątków ideologicznych, politycznych pokazana jest cała gama zachowań aktorskich, skrajne emocje, jakie nimi targają, pycha gwiazdy i próżność, wygórowane ego, brak silnej woli itd., itd. Ale fundamentalnym konfliktem, jaki rodzi się między postaciami przedstawienia "Uwaga publiczność!", jest dylemat natury moralnej i zawodowej: grać czy nie grać tego wieczoru. Bo jeśli zagrają, to będzie przyjazny sygnał polityczny w kierunku partii, która zasiadła na widowni. Będzie to oznaczać akceptację ideologii owej partii. A przecież mają diametralnie inne poglądy. W garderobie lewica, na widowni faszyści (co tutaj utożsamiane jest ze skrajną prawicą!). Trwa zatem dyskusja, co oznacza etyka zawodowa, jak to się ma do sumienia, co jest powinnością zawodową aktora, a co już nie. Zagrać i mieć pieniądze czy nie zagrać i utracić miejsce pracy itd., itd.

To nie fikcja

Inną sprawą jest, czy wszystkie te elementy wybrzmiały aktorsko w spektaklu. Otóż nie. Najbardziej przekonująco poprowadził postać swego bohatera, Borysa, Andrzej Pieczyński. Marta Kurzak, dobra aktorka Teatru Polskiego, w roli młodej rozpoczynającej dopiero swoją karierę Julii jakoś się nie odnalazła, jest za bardzo wyciszona. Otar Saralidze grający postać inspicjenta teatralnego jest w ciągłym ruchu, zaś rola Serga w wykonaniu Szymona Kuśmidera, niestety silnie przerysowana, nie tylko nie przekonuje widza, lecz wręcz irytuje. Ale najbardziej drażni Maria Seweryn w roli Heleny. Główne środki wyrazu, jakimi posługuje się aktorka, to raz po raz ekspresywne potrząsanie fryzurą, przemierzanie sceny tam i z powrotem żołnierskim krokiem oraz wykrzykiwanie tekstu. Nie wspomnę już o dykcji. Wszystko to grane na tzw. jednej nucie naprawdę może irytować. Owszem, kilka chwil było spokojniejszych, ale zazwyczaj wtedy, kiedy swoje kwestie wygłaszali inni.

Przy okazji przedstawienia "Uwaga publiczność!" trzeba powiedzieć jeszcze o jednej sprawie. Wszystkie postaci w tym przedstawieniu, a więc aktorzy, reżyser, także dyrektor (którego nie ma na scenie, lecz mówi się o nim), mają poglądy lewicowe. I to już nie jest tylko fikcją literacką. Większość środowiska teatralnego w Polsce (i nie tylko u nas), w tym dyrektorów teatrów, to gorliwi sympatycy ideologii lewacko-liberalnej. Toteż nie należy się dziwić temu, co dziś oglądamy na scenach. A także jakie "przedstawienia" i jacy "artyści" z zagranicy są zapraszani do Polski. Casus "Golgota Picnic" jest tego dobitnym dowodem.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
21 lipca 2014

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

12. Festiwal Sztuk Alt...
Paweł Wrona
Odkrywanie świata sztuk alternatywnyc...