Premiera w Ateneum

"Niech no tylko zakwitną jabłonie" - reż. Kościelniak Wojciech - Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie

„Niech no tylko zakwitną jabłonie” Osieckiej to tym razem typowy musical, z piosenkami, skeczami i przezabawnym układem choreograficznym. Został napisany przed pół wiekiem i w Ateneum miał swoją prapremierę, ale do dziś zachował urok pierwszej młodości.

Składają się nań słynne już piosenki samej Osieckiej, ale i innych autorów, opowiadające o warszawiakach różnych generacji, przedwojennych i powojennych. Ale przede wszystkim jest to przedstawienie o pewnym znanym nam kraju, w którym radość z „nowego" miesza się z sentymentem do „starego", polskie z zachodnim, sentymentalne z refleksyjnym, śmieszne z poważnym. Jego szczególnym atutem jest siła młodości, która potrafi przezwyciężyć każde głupstwo i każdy nonsens zafundowany niegdyś przez socjalizm. Może komuś przypomną się z tej okazji filmy Stanisława Barei?

Dzisiejsze „Jabłonie" w Ateneum, choć posługują się tekstami sprzed półwiecza i więcej, są musicalem na wskroś współczesnym. Mają kompletnie nową formę artystyczną, bliższą musicalom broadwayowskim, choć całkiem oryginalną, „kościelniakowską". Piosenki otrzymały nowe aranżacje, nieraz zaskakujące. Ale wszystko nie miałoby znaczenia, gdyby nie iście szwajcarska precyzja, z jaką wszystko to zostaje wyśpiewane i wytańczone przez szóstkę młodych aktorów pod przewodnictwem doświadczonego wodzireja Krzysztofa Tyńca. Warszawa widziała już różne musicale, ale takiego nigdy.

Wojciech Kościelniak to obecnie najciekawszy reżyser teatru muzycznego. W ostatnich latach zasłynął inscenizacjami kilku arcydzieł literatury polskiej i obcej. Tak mówi o pracy przy Jabłoniach:
„Lubię przyglądać się temu, co wbrew historii się nie zmienia. I oglądając inne sposoby bycia, inne zachowania i inne reakcje typowe dla danego czasu, słuchając tamtego języka i obserwując tamte obyczaje, próbuję korzystając z wszystkich tamtych realiów – odnaleźć je w nas dzisiejszych, tu i teraz. To właśnie jest dla mnie najbardziej fascynujące, jak te wspólne nitki łączą się w każdym geście, każdym słowie, każdej relacji międzyludzkiej. I tak jest w tym naszym spektaklu: pewne sposoby, zachowania, nawet pewne środki aktorskie z premedytacją cytowane z dawniejszych epok, pomieszane są z reakcjami i środkami bardzo nowoczesnymi. Pozornie bez ładu i składu. Mam jednak nadzieję, że istnieje pewien ład wewnętrzny powodujący, że to, co odległe w rzeczywistości okaże się bliskie, na wyciągnięcie ręki. Jeśli udało się stworzyć taki pomost między dawnym a obecnym – żeby to Dzisiaj mogło się przejrzeć w tamtym Wczoraj – zadanie można uznać za wykonane."

(-)
Materiał Teatru
27 marca 2014

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...