Premiera "Zimy"

"Zima-silent sleep" - chor: Gunhild Bjornsgaard - Polski Teatr Tańca w Poznaniu

Premiera "Zima - silent sleep" zamknęła cykl "Cztery pory roku" w Polskim Teatrze Tańca. Zrealizowała ją norweska choreografka Gunhild Björnsgaard, która doskonale zdaje sobie sprawę, co znaczy ta bardzo trudna pora roku w jej kraju.

Oglądając ten niezwykle minimalistyczny spektakl, będący czymś usytuowanym pomiędzy performancem, instalacją a choreografią, zastanawiałam się, jak wygląda naprawdę zima w Norwegii. Nie poczułem tego zimna, o którym się mówi. Odniosłem wrażenie, że to, co zimą widoczne i odczuwalne: zaspy śniegu i dojmujący mróz, zostały gdzieś na zewnątrz. Te sygnały zimy jakby w ogóle nie interesowały choreografki. 

Dla Gunhild Björnsgaard zima to raczej pewien rodzaj emocji, który łączy a czasami dzieli ludzi. Kiedy chcą się ogrzać, szukają bliskości. Kiedy jest im ze sobą źle, oddalają się, wytwarzają chłód, dystans W swoim spektaklu choreografka nie opowiada żadnej historii, chociaż na scenie spotykają się dwaj mężczyźni z dwiema kobietami i dziecko. Czasami wchodzą ze sobą w ruchowy dialog, ale raczej mijają się, zatopieni w swoim tańcu. Tym, co organizuje sceniczne dzianie się jest muzyka Rolfa-Erika Nystroma, który krąży po scenie a czasami za sceną i wydobywa ze swojego saksofonu bardzo osobiste dźwięki. Jego muzyka przypominała mi muzykę fiordu: subtelną, nostalgiczną, chwilami depresyjną, a może tylko refleksyjną. Nieodparcie kojarzyła mi się z klimatycznymi dźwiękami Jana Garbarka, norweskiego jazzmana z polskimi korzeniami. Ta muzyka prowokowała wyraźnie (rewelacyjna Silje Aker Johnsen (tancerka i śpiewaczka) do improwizowania wokaliz będących ni to kołysanką, ni to melodyjkami, które czepiają się czasami człowieka próbującego odnaleźć w sobie odrobinę spokoju, siebie. 

Nie ukrywam, że po tej "Zimie" zostanie mi w pamięci muzyka. Chwilami wszystko to, co się działo na scenie (a nie działo się za wiele) zaczynało mi przeszkadzać. Słyszałem i wiedziałem (paradoks) tylko brzmienie saksofonu i głosu.

Ponad dwa lata minęły od premiery "Wiosny Effatha" - pierwszej części cyklu "Cztery pory roku" - do premiery "Zimy - sileni sleep", która odbyła się 16 stycznia. Obie części zrealizowały kobiety, środkowe - mężczyźni. "Wiosna Effatha" i "Jesień nuembir" są dziełem polskich choreografów (Ewy Wycichowskiej i Jacka Przybyłowicza), "Lato red sun" przygotował francuski choreograf Thierry Verger a "Zimę - sileni sleep" Norweżka - Gunhild Björnsgaard. Choreografów dzieli wiek, płeć, pochodzenie i doświadczenie życiowe, pojmowanie ruchu, estetyka a także pewnie przekonania polityczne czy religijne. Każda z choreograficznych pór roku jest więc inna. W życiu najbardziej lubię lato. Podobnie w sztuce. Podoba mi się "Lato" Vivaldiego, Piazzolli i Vergera. Z "Czterech pór roku" w Polskim Teatrze Tańca lubię jeszcze "Jesień nuembir" Jacka Przybyłowicza.

Stefan Drajewski
Polska Głos Wielkopolski
20 stycznia 2010

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki