Prezydenckie życie

"Prezydentki" - reż: Krystian Lupa - Teatr Polski we Wrocławiu

O baśniowym balu z kanapkami pokrytymi wędzonką, o czerwonym dywanie i rozstępującym się morzu ludzi na drodze do Ustępu, o mężczyźnie na kolanach zbierającym rozklekotana sztuczną szczękę. W "Prezydentkach" można dostrzec banał, lekką rozrywkę, później wstać na raz przy owacji, całą klasą- to zrobić można, lecz koniecznie trzeba zdać sobie sprawę przy tym śmiechu przez łzy, że to właśnie dzieje się nieopodal, tuż za ścianą.

Od początku poznajemy historię trzech kobiet. Erna (Bożena Baranowska) idzie przez życie, poświęcając całą energię do niczego niezmierzającemu oszczędzaniu. Walczy z synem, który na przekór matce, unikając spłodzenia potomstwa, nie spółkuje, w zamian za co zatraca sie w pijaństwie. Greta (Halina Rasiakówna) samotną dolę dzieli jednynie ze swoim psem, gdyż córka, latami molestowana przez ojca, opuściła ją, wyjeżdżając do Australii. Najmłodsza z nich Mariedl (Ewa Skibińska) zajmuje się przetykaniem toalet, a za swoją misję oczekuje pochwał od proboszcza, który z ambony kreuje jej obraz świata. 

Krystian Lupa podjął się arcytrudnego zadania. Sięgając po brutalistyczny tekst Wernera Schwaba, stworzył wizję drobnomieszczańskiego światka, sąsiedzkiego spotkania, podczas którego rozmowa narasta od słowa do słowa. Po scenie między świętymi obrazami a kolorowym telewizorem jak asteroidy krążą stereotypowe wypowiedzi, wyuzdane opowieści, plotkarskie anegdotki i rozżalone krzyki. Ubrane w lateksowe spodnie i wyciągniętą bluzkę w kwiaty rozbijają się jednak o ukrytą, wieloznaczną płaszczyznę. Natrafiają na głuche potrzeby zamknięte w słoiku ustawionym w kredensie, na marzenia- niemowy skrzętnie chowane pod grubym suknem obrysu, a także na niezrealizowane szanse i niewykorzystane możliwości, które wysoko podnosząc nogi, przechadzają się w tę i z powrotem tuż przed nosami bohaterek.  

Prezydentki, istoty kalekie emocjonalnie, nie radzą sobie z życiem, a winą za wszystkie niepowodzenia i przeciwności losu obarczają opatrzność. Konieczność służalczego podporządkowania się losowi odbija im się czkawką nierzeczywistych fantazji. Postacie pozornie wydają się przerysowane i papierowe, jednakże z czasem odkrywają maski i mówią o najskrytszych pragnieniach oraz ujawniają swój ból i cierpienie. Wszystkie tęsknią za czymś, o co w trakcie życia zapomniały bądź bały się upomnieć.  

Spektakl Lupy pełen jest skrajności i przeciwieństw. Bogobojność leży obok rozwiązłości, nadwrażliwość zderza się z wulgarnością, a nad całością kotłują się opary snu i cierpki zapach jawy. Akcja toczy się na cienkiej granicy szaleństwa. Stąpa po niej jedna z postaci, której skomplikowaną osobowość po mistrzowsku nakreśliła Ewa Skibińska.

Odważnym pomysłem wydaje mi się wprowadzenie do przestrzeni teatru dzieci. One szturchając ‘Prezydentki’ kijami i przyglądając się im z bliska, dodają realizmu, a także pewnego dystansu do wydarzeń dziejących się na scenie.

Joanna Bolechowska
Dziennik Teatralny Wrocław
15 października 2009

Książka tygodnia

Pokusa przebaczenia
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Donna Leon

Trailer tygodnia

700. Krakowski Salon P...
Anna Dymna
W najbliższą niedzielę 23 stycznia, j...