Prezydentki też mają odbyt

"Prezydentki" - reż. Piotr Kruszczyński - Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego Poznań

Dramat o wysokim tytule „Prezydentki" jest odkryciem tej strony ludzkiego życia, którą poznaje się niechętnie i raczej spycha w ciemny kąt. To z jednej strony bunt przeciw zakłamaniu, a z drugiej konfrontacja zewnętrznej pozornej czystości, porządku i dobrego wychowanie z brudem, bałaganem i chamstwem. Wśród całego poplątania ludzi, rzeczy i wszelakich relacji, znajduje jednak miejsce na wyjawienie najskrytszych pragnień, fantazjowanie, czy snucie przez główne bohaterki pięknych marzeń.

Spektakl „Prezydentki" w reżyserii Piotra Kruszczyńskiego przybliża poznańskiej widowni twórczość austriackiego dramaturga, Wernera Schwaba, dając małego kuksańca uwagi, że takie rzeczy, to nie tylko w odległym Wiedniu, ale i na naszym podwórku.

Zwane pierwszymi damami, zazwyczaj kojarzone z zadbanymi, pięknie pachnącymi paniami, które towarzyszą dumnie swoim mężom, w ujęciu nowego spektaklu Teatru Nowego w Poznaniu, są zwykłymi kobietami, rezydującymi w karcianym domku, którego wnętrze skrywa firanka – kurtyna. Na początku kobiety te rzeczywiście są ładne, przyjemne, uporządkowane. Mówią konwencjonalnie i o sprawach przyziemnych, jak oszczędzanie, religia, czy sąsiadka spod piątki. Do czasu, gdy nie pada pierwsze, gorszące słowo: gówno. W pokoiku stylizowanym na lata PRL-u, atmosfera gęstnieje, staje się coraz bardziej napięta. Pierwotny ład chwieje się niebezpiecznie na granicy nerwów. Przestrzeń nie jest zagracona, poza stołem, fotelem, kranikiem i kaloryferem jest jeszcze tylko stara lodówka z trykającymi na niej koziołkami. Co w pewien sposób zaznacza, że to, o czym mowa dzieje się tuż obok, może nawet za ścianą. Jak się okazuje, te do najmocniejszych nie należą, gdyż w trakcie spektaklu odpadają od całej konstrukcji. Do ich zniszczenia dochodzi jednak w nieprzypadkowym momencie. Schludnie utrzymane wnętrze, wraz z rozwojem wydarzeń i wypowiadanymi zdaniami rozpada się, kruszeje. Dochodzi do dewastacji. Myśli przykre, niepoprawne wyrzucane są niczym tufy wulkaniczne, burzą prowizoryczny porządek. Rozwala się poprawność słowa, natomiast etykieta zatraca się gdzieś pomiędzy nogami stołu, które odpadły a rozsypaną kaszą na podłodze. Wszystko to dzieje się przy dźwiękach muzyki gwałtownej, nieco agresywnej, ale doskonale dobranej do sytuacji.

Z której strony by nie spojrzeć, spektakl przepełniają kontrasty. Zaczynając chociażby od tytułu, po którym można by się spodziewać bogatych dam, borykających się z problemami tylko dla szlachty albo sztuki pełnej politycznych kontekstów. Zamiast tego, przedstawione zostają osiedlowe dewotki, których życie sprowadza się do oglądania telewizji, ploteczek i wątrobianki. Jednak przeciwieństwa nie kończą się na tytule. Bardzo różnią się także bohaterki, z których jedna - „osiedlowa diva", wciąż kochająca swoje ciało, akcentująca każde „ą" i „ę" – Renata (Daniela Popławska), stoi tuż obok lekko przygarbionej, grubawej, mówiącej nieco niewyraźnie Ireny (Bożena Borowska-Kropielnicka). Nie trzeba chyba dodawać, że już same imiona przywodzą na myśl konkretne odczucia. Do tego dochodzą jeszcze kostiumy (Justyna Łagowska), które także nadają bohaterkom odpowiednich cech. Jedna, pełna życia, tryskająca jeszcze erotyzmem, dokonująca dużej ekspansji swojego jestestwa, w kostiumie w panterkę, druga przygarbiona, wciąż oszczędzająca, rzekomo poprawna i zawsze właściwa w szarym stroju codziennego użytku. Do tego jest jeszcze Maryjka (Małgorzata Łodej-Stachowiak), bardzo pobożna dziewczyna, zajmująca się „gównianymi sprawami", będącymi dla niej źródłem największej przyjemności, w adidasach, kalesonach i ładnej, niebieskiej sukience (w końcu kolor nieba, to też kolor maryjny). Tekst jest sinusoidą wahającą się pomiędzy wyrafinowanym językiem, podtekstami pięknie ubieranymi w słowa a świszczącymi przekleństwami i przykrą prawdą. Tuż obok komizmu słowa pojawiają się zdania, powodujące, że śmiejąca się przed sekundą publika, zamiera w niedowierzaniu i smutku, sprowadzona jednym cięciem na ziemię.

Dramat Wernera Schwaba zaliczany do Fäkaliendramen, czyli dramatów fekalicznych, porusza tematykę brudną, brzydką, czasami zawadzającą, czasami taką, o której lepiej byłoby zapomnieć. Jednak zważywszy na fakt kontrastów, aktorki pięknie sobie z nim poradziły. Najbardziej zachwycającą, wyraźną i bardzo dynamiczną postacią jest Renata, grana przez Danielę Popławską, która w jednej sekundzie potrafi zaprowadzić milczenie na widowni rozbawionej do łez, przyznając się do faktu iż wiedziała, że mężczyzna, którego kochała, gwałcił ich córkę – Marię Magdalenę (kolejna przewrotność austriackiego dramaturga). Chociaż zdarzają się momenty, że gra jest bardzo teatralna i trochę jakby na siłę, to pozostałe aktorki także dobrze sobie radzą ze swoimi rolami. Dziwny rodzaj nawiedzenia Maryjki i jej przesadnie delikatny głos pełen miłości do odtykania zatkanych ubikacji i Boga, drażni oraz fantastycznie spełnia swoją rolę, by na koniec – znów w imieniu kontrastu – zamienić się w głos zwyczajny, ukazujący ciemniejszą stronę życia, wtedy już bardzo niekłamany. Tutaj pojawia się pytanie, czy prawdę można zabić i umieścić w lodówce, bo jest niewygodna, zagłusza fantazje i wyobrażenia? Czy można ją wepchnąć na miejsce wódki, którą wypija się jednym haustem, jakby chcąc zapomnieć o bolesnej niekiedy rzeczywistości? Z tym pytaniem zostawiają widza dramaturg, reżyser i aktorki.

Spektakl emanuje brzydotą, w słowach kipi kałem, a działania potrafią zniesmaczyć, dlatego osobom wrażliwym, lub też szukającym estetycznych doznań przy miłej muzyce, polecam udać się na inne przedstawienie. Natomiast widzowie, którzy nie tylko nie boją się wywlekania starych brudów, ale także śmieją się ze słowa „gówno", zachwycają i cieszą jak małe dzieci na widok demolki oraz ci, dla których to, co ludzkie nie jest obce i straszne, zdecydowanie powinni podejrzeć zza firanki życie tytułowych prezydentek. To niesamowicie ciekawe, jak wiele można wtedy zobaczyć.

Daria Bełch
Dziennik Teatralny Poznań
20 marca 2015

Książka tygodnia

Dostojewski. Portret intymny
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Alex Christofi

Trailer tygodnia

"Odlot" - reż. Anna Au...
Anna Augustynowicz
Tytułowy Odlot nie jest jednak tylko ...