PRL versus reszta świata

"Rok 1978, czyli Polacy w Kosmosie. Rekonstrukcja" - reż. Dariusz Starczewski - Teatr Bagatela w Krakowie

Młodzież bawi się w teatr. Bawi się w sposób nieszablonowy, biorąc na warsztat odległy jej – przede wszystkim pod względem politycznym i kulturowym – rok 1978. Jest to swoiste wyzwanie. Tym większe, że na scenie ma miejsce porównanie zacofanej gierkowskiej Polski z kapitalistyczną, zakochaną w disco, Ameryką. Dla której ze stron to zderzenie wypada korzystnie?

Każdy automatycznie odpowiedziałby, że to starcie musiała wygrać Ameryka. Przebija się w tym stwierdzeniu nie tylko polskie zachłyśnięcie się Zachodem (wszystko, co zagraniczne musi być z założenia lepsze), ale także świadomość poziomu życia w czasach PRL. Niekończące się kolejki, kartki na żywność, nieustanna inwigilacja i represje – lista ograniczeń nałożonych przez komunistyczny aparat represji zdaje się nie mieć końca. Mimo to, młodzieży grającej w sztuce „Rok 1978, czyli Polacy w kosmosie. Rekonstrukcja" udało się pokazać również drugą stronę medalu - pełną oddechu atmosferę lat 70., kiedy to Polacy nucili „Jesteśmy na wczasach" Wojciecha Młynarskiego, emocjonowali się festiwalami piosenki czy wyjazdem na wakacje do Bułgarii.

Myli się jednak ten, który uważa, że ów spektakl opiera się jedynie na chronologicznym odwzorowywaniu wydarzeń z 1978 roku. Owszem, ich rekonstrukcja dominuje na eksperymentalnej scenie Teatru Bagatela (na Sarego 7), ale na pochwałę zasługuje fakt, że młodzi twórcy zdecydowali się na dodanie autorskiego elementu do swojego spektaklu w postaci fikcyjnej i prześmiewczej wizji na temat tego, co mogło się w Polsce w 1978 roku wydarzyć.

Z jednej strony mamy więc lekcję historii Polski, z drugiej – groteskową opowieść o staraniach Komitetu ds. Radia i Telewizji, pragnącego nakręcić kasowy hit, czyli superprodukcję „Polish Wars", która ma być polską odpowiedzią na „Star Wars" George'a Lucasa. Podobieństwo do amerykańskiego oryginału widoczne jest nie tylko w nazwie. Akcja „Polish Wars" ma rozgrywać się w kosmosie i przedstawiać chwałę oręża polskiego. Husaria atakująca odległe galaktyki? Osiągalne! Lot polskiej delegacji do Hollywood w celu zdobycia poparcia (także finansowego) dla „Polish Wars"? Proszę bardzo! Dla prezesa telewizji wszystko jest możliwe! Tym bardziej, że mamy do czynienia z przedstawicielem komunistycznego aparatu, którego o zdrowy rozsądek nie należy posądzać.

Zabawny jest już sam fakt tego, że taka historia mogła się w Polsce Ludowej wydarzyć. Mieliśmy przecież do czynienia jeszcze z bardziej kuriozalnymi pomysłami KC PZPR. Humor jest zatem istotnym elementem tego przedstawienia. Szczególnie komiczne są sceny: z tłumaczem, który błędnie interpretuje rozmowę Jimmy'ego Cartera z premierem Edwardem Gierkiem, a potem dialog George'a Lucasa z polską delegacją w Hollywood; lekcje tańca u Krystyny Mazurówny, bądź opowieść Jana Wolskiego o uprowadzeniu go przez kosmitów. Widać, że inscenizowanie śmiesznych wydarzeń sprawia młodym twórcom radość. Moim zdaniem takich energetycznych punktów powinno być w spektaklu znacznie więcej (nawet kosztem przedstawiania wydarzeń z okresu PRL).

Jedną z najlepszych scen jest pokazanie strachu i niepewności polskiej delegacji, kiedy dotarła ona do Hollywood. Przerażeni aktorzy, ściśnięci w grupie, próbują stawiać pierwsze kroki na obcej ziemi. Wpierw są to kroki nieudolne, nieufne, wskutek wpajanej przez lata komunistycznej propagandy o zgniliźnie Zachodu. Aktorzy boją się popatrzeć przed siebie. Jednak, ten okres przerażenia mija i grupa szybko się rozdziela po to, aby rzucić się w wir tańca w rytm amerykańskich przebojów i nacieszyć się otaczającą wolnością.

Chociaż spektakl ten jest rezultatem warsztatów teatralnych i występują w nim młodzi twórcy, to w niektórych z nich widać spory potencjał (m.in. dziennikarz „Trybuny Ludu", dziewczyna w ciąży, dziewczyna wcielająca się w postać Jana Wolskiego, chłopak popierający „Solidarność" i decydujący się na wyjazd do Ameryki, dziewczyna śpiewająca utwór Dolly Parton „Jolene"). Przyjemnie było ich oglądać i wierzyło się w ich historie.

Na tej wierze polega przecież magia teatru.

Monika Morusiewicz
Dziennik Teatralny Kraków
13 lipca 2018

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia