Próba zdeprecjonowania Chopina

"Farinella & Chopin" - reż: Natalia Babińska - Teatr Collegium Nobilium

Zapanowała jakaś dzika moda na deprecjonowanie wszystkiego, co jest nasycone polskością, polskim duchem narodowym, a więc niszczenie naszego najlepszego dorobku w dziedzinie kultury, najwybitniejszych polskich twórców, pisarzy, kompozytorów. I co znamienne, dotyczy to tylko tych, których dzieła są promocją polskości i wartości narodowych.

Na przykład Sienkiewicz i jego "Trylogia" w reżyserii Jana Klaty na scenie Starego Teatru w Krakowie jest przecież działaniem w kierunku ośmieszenia i zdyskredytowania pisarza, zniechęcenia młodzieży do czytania utworów Sienkiewicza. A najlepiej wyrzucenia go nie tylko z programów szkolnych, ale w ogóle ze świadomości społecznej. To samo jest ze Słowackim. Filmowa "Balladyna" Dariusza Zawiślaka oraz "produkowanie" rozmaitych pseudobiografii poety zawierających obsceny służy przecież temu samemu celowi: ośmieszyć, wykpić, zohydzić. Nawet Fryderyka Chopina nie zostawiono w spokoju. Bo czymże innym, jak nie próbą zdeprecjonowania Chopina, którego muzyka przechowuje naszą tożsamość narodową, jest spektakl "Farinella & Chopin" prezentowany w warszawskiej Akademii Teatralnej. I, o dziwo, ów bełkot teatralny został zrealizowany dzięki finansowemu wsparciu miasta stołecznego Warszawy. Choć nie powinno to dziwić, bo przecież nie po raz pierwszy pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz państwowymi pieniędzmi wspiera przedsięwzięcia teatralne niszczące polską kulturę, nasze wartości narodowe, a tym samym działania antypolskie i antykatolickie. 

"Farinella & Chopin" zaczyna się tak: na wyciemnioną scenę wbiega kilka osób i uprawia coś w rodzaju pantomimy, zaś w tyle sceny pianista (Michał Kozłowski) przygrywa Chopinem do tego, co widzimy w obrazie. I tak już będzie do końca: ten sam pianista i muzyka Chopina jako współbohater spektaklu. Kiedy światło rozjaśnia przestrzeń gry, widzimy jakieś walizki, niewidomą młodą kobietę, która najwyraźniej przymierza się do podróży, ale nigdzie nie wyjedzie przez resztę spektaklu, bowiem będziemy oglądać jej wspomnienia. Piszę "oglądać", bo wypowiadanych słów tu prawie nie ma. A te, które śladowo pojawią się raz czy dwa zupełnie niczego nie wnoszą. Tak jakby ich nie było wcale. Zresztą, cały ten dziwoląg sceniczny niczego nie wnosi prócz bełkotu zasadzającego się na horrorze, czy, jak kto woli, na marnym thrillerze. No, chyba że przedstawioną sceniczną sytuację należy potraktować jako swego rodzaju odkrycie "demitologizujące" Chopina - jak publicznie wypowiadają się twórczynie spektaklu: Natalia Babińska (reżyseria) i Helena Bytnar (scenariusz). 

Główna bohaterka ma na imię Farinella (Monika Sadkowska), tak jak słynny, siedemnastowieczny włoski kastrat Farinelli śpiewający sopranem. Jej matka (Monika Mariotti) jest artystką, malarką, degeneratką, osobą chorą psychicznie, której malarstwo to bohomazy będące efektem jej chorej psychiki. Pacykuje te bohomazy w takt muzyki Chopina. Matka-wariatka w pewnym momencie nożyczkami wydłubuje oczy swojej córeczce, po czym w rytmie muzyki Chopina odbywa się orgia lesbijska i homoseksualna wszystkich ze wszystkimi. Na te tarzające się po podłodze ciała patrzy niewidomymi oczami dziewczynka, Farinella. Przyjdzie jej też osobiście doświadczyć podobnej "przygody", kiedy w szkole zgwałci ją nauczyciel. Wśród zamętu, ćpania kokainy, bieganiny, gromady dzieci grających w klasy, rozpuszczenia balonów i strzelania z nich przy wypuszczaniu powietrza, rozrzucenia po podłodze kostek szarego mydła jest też scena, której nie można nie zauważyć, bo została specjalnie wyeksponowana. Oto ni z gruchy, ni z pietruchy wbiega na scenę grupka młodzieży, dzierżąc w zębach małe chorągiewki biało-czerwone, takie jak często kupujemy, uczestnicząc w uroczystościach państwowych, narodowych. Obok młodzieży jawi się niczym kolumbryna matka-wariatka owinięta polską flagą. Ktoś tam się przeżegnał, być może ksiądz. Wszystko to ma charakter ironiczny, prześmiewczy. Chorągiewki, flaga, symbole narodowe służą do wygłupów, do ośmieszenia polskości. Ażeby było pikantniej, pianista w tym czasie gra poloneza As-dur Chopina, utwór uważany za muzyczny symbol polskości, zawierający ducha narodowego. I w kontekście polskich barw narodowych, przy muzyce Chopina postaci nagle wyciągają ręce z faszystowskim pozdrowieniem, tak jak pozdrawiano Hitlera. To znaczy, że co? Że Polacy pozdrawiali Hitlera? O co w tym bełkocie chodzi? Co ma z tym wspólnego Chopin? Że to rzecz o artystach? Czy rzeczywiście tak widzą go panie twórczynie tego widowiska: Natalia Babińska i Helena Bytnar, jako artystę degenerata, narkomana, wariata, kastrata, i co tam jeszcze? Dlaczego ta haniebna amatorszczyzna miała swoją premierę w Akademii Teatralnej, gdzie młodzież powinna uczyć się prawdziwego teatru i przy pomocy pedagogów rozwijać w sobie wrażliwość na piękno, dobro i prawdę? 

Wszystkie te przykłady, by poprzestać na Sienkiewiczu, Słowackim i Chopinie, skłaniają do bolesnej refleksji, że pewnym środowiskom chodzi o to, by nie dopuścić do tego, aby młodzież formowała swoją wrażliwość i w ogóle tożsamość narodową w oparciu o arcydzieła narodowe, by kochała swoją Ojczyznę i identyfikowała się z nią. Nie są to działania spontaniczne ani też tzw. prowokacja artystyczna, lecz brutalna i bezczelna próba demontażu naszej tożsamości narodowej poprzez zacieranie, zamazywanie dziedziczonych wartości zawartych właśnie w naszej tradycji, w dorobku wielu pokoleń Polaków. Naród z szacunkiem traktujący dorobek pokoleń, świadomy bogactwa arcydzieł swoich przodków, jest narodem o silnej tożsamości i niepodważalnej hierarchii wartości. Takiego narodu nie da się omamić rozmaitymi hasłami tzw. wolności i modnymi, postmodernistycznymi nurtami współczesnego liberalizmu. Toteż z szatańską wręcz przebiegłością i skrupulatnością próbuje się usunąć fundament, na którym jako naród budujemy naszą tożsamość. Im mniej patriotyzmu, im mniej wykształcenia (na przykład matura w ciągu dwóch semestrów), tym łatwiej uformować nowego człowieka. Człowieka bez Ojczyzny i bez Boga. Człowieka bez tożsamości. Takim łatwo sterować w każdym dowolnym kierunku.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
10 września 2009

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia