Projekt P - polska opera w budowie

"Projekt 'P'" - reż. Wojtek Blecharz - Teatr Wielki - Opera Narodowa w Warszawie

Projekt P" to kryptonim programu wspierania premier debiutanckich oper polskich twórców.

Dyrektor artystyczny Teatru Wielkiego-Opery Narodowej, Mariusz Treliński, uczynił scenę kameralną miejscem spotkania najciekawszych reżyserów i kompozytorów młodego pokolenia. W poprzednich sezonach (wtedy nie było jeszcze nazwy "Projekt P") debiutowali jako autorzy sceniczni m.in. Aleksander Nowak i Agata Zubel; w sezonie 2012/13 szansę dostali Jagoda Szmytka ("Dla głosów i rąk", reż. Michał Zadara) i Wojciech Blecharz ("Transcryptum", reżyseria kompozytora).Oba dzieła są w pewnym sensie autotematyczne - to opery o powstawaniu opery. Można by rzec, że w tym przypadku "Projekt P" to zarys opery w budowie i mówi o tym już wygląd wydrukowanego programu teatralnego, który składa się z luźnych kartek, skserowanych mejli, fragmentów libretta oraz podziękowań dla cierpliwej obsługi wind towarowych.

Szmytka i Zadara, w ciągu zabawnych scenek rodzajowych, pokazują codzienne życie teatru - chaos organizacyjny, atmosferę prób, słabości ludzkich charakterów, opór wykonawców wobec twórczości nowoczesnej. Łudząco przypominający (pod względem wyglądu, gestów, ulubionych pytań) samego Trelińskiego jeden z bohaterów ubolewa nad kosztami produkcji spektakli, wysokością dotacji i honorariów gwiazd; inna bohaterka - primadonna (w tej roli - błyszcząca poczuciem humoru Izabela Kłosińska) - uosabia stereotypowe wyobrażenia o operze jako bastionie estetycznej konserwy.

Poszarpana, poskładana z wielu fragmentów bez początku i końca muzyka Szmytki jest zarazem częścią tego mikrokosmosu, ilustracją akcji i ironicznym komentarzem. Całość tej produkcji pozostawia wrażenie jednorazowej zgrywy, podszytej dwuznacznością - oto za pieniądze z ministerialnej dotacji drwi się z czegoś, co dzięki tej dotacji powstaje i robi się oko do publiczności, która też dzięki dotacji płaci za bilet połowę jego wartości. Takie dość infantylne pokazywanie języka państwowym donatorom stało się modne w środowisku - wystarczy wspomnieć prawykonanie "Księżycowego Pierrota" Macieja Jabłońskiego i Przemysława

Fiugajskiego na ubiegłorocznej Warszawskiej Jesieni.

"Transcryptum" Blecharza to także kompozycja zrodzona z refleksji nad współczesnym teatrem operowym. Kompozytor udowadnia, że muzyka, w połączeniu z działaniami teatralnymi, ze współczesnymi koncepcjami psychoterapeutycznymi, wyobraźnią przestrzenną i multimediami może stworzyć zaskakujący spektakl o nieprzeciętnej intensywności. Mówi: "Postanowiłem wykorzystać psychodeliczne, niekończące się, kafkowsko-lynchowskie korytarze Teatru Wielkiego".

Instrumentalne preludium i finał dzieła odbywają się na scenie, przy publiczności zasiadającej na widowni, zaś między tymi momentami widzowie, podzieleni na pięć grup, wędrują w milczeniu, z przewodnikami, przez różne korytarze, pomieszczenia (np. pralnia, stolarnia), schody, szyby wind, zakamarki Teatru Wielkiego. Spotykają tam sobowtóry głównej postaci opery, instrumentalistów i śpiewaczkę, znajdują zagadkowe przedmioty (bucik dziecinny w akwarium), oglądają zapętlone slajdy i filmy, czytają strzępy libretta i słyszą w słuchawkach ciężki oddech bohaterki przy pulpitach w sali prób chóru. Ze wszystkich fragmentarycznych informacji i aury sonorystycznej (dźwięk pałeczek do szaszłyków rozsypywanych w woku; odgłosy poruszanego arkusza blachy; duet akordeonów grających u wylotów długiego korytarza; fragment dialogu z filmu "Antychryst" rozbrzmiewający w windzie) widzowie, zawieszeni w czasie, skupieni tylko na swojej wędrówce, próbują ułożyć historię traumatycznych wydarzeń, o których opowiada autor. Oto młoda malarka, z niezaleczoną depresją poporodową, przytłoczona obowiązkami żony i matki, traci męża w pożarze domu, a wkrótce potem topi synka w jeziorze. Blecharz wyjaśnia: "Stworzyłem sobie traumę idealną, laboratoryjną,

ale zawarłem w tej historii kobiety wątki, które są dla mnie bardzo emocjonalne"; na biografii kompozytora piętno odcisnęła śmierć ojca (Blecharz miał wtedy cztery lata), choroba płuc, odmienność seksualna. Tytułowe "transcryptum" jest określeniem traumy używanym przez psycholożkę Brachę Ettinger, w libretcie przywołuje się również autoterapię metodą EMDR (Eye Movement Desensitization and Reprocessing). Blecharz nie ukrywa fascynacji znanymi artystami współczesnymi, jak Anish Kapoor, Mirosław Bałka, Richard Serra czy Felbc Gonzalez-Torres, ale w szacownym gmachu Opery Narodowej to on przeciera szlak eksperymentu, performance'u.

"Transcryptum" Blecharza to ostatnia premiera sezonu 2012/13, kolejnego ciekawego sezonu w stołecznym Teatrze Wielkim. W pamięci pozostaną koprodukcje z prestiżowymi scenami Europy (Salzburg, Amsterdam), wybitni reżyserzy (Decker), choreografowie (Neumeier) i śpiewacy (Dobber, Kurzak, Podleś), inscenizacje klasyki ("Don Carlos" Verdiego) i dzieł współczesnych ("Lady Sarashina" Eótvósa). Mamy nadzieję, że w przyszłym sezonie lepiej ułoży się (a właściwie - zostanie odbudowana) współpraca naszego miesięcznika z działem mediów i promocji TW, bo naprawdę chcemy informować o wydarzeniach na scenie narodowej, ale do tanga trzeba dwojga.

Hanna i Andrzej Milewscy
Hi Fi i Muzyka
13 lipca 2013

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...