Prosimy o wyłączenie telefonów komórkowych

"Dobrze się kłamie" reż. Marcin Hycnar - Studio Buffo w Warszawie

Swego czasu popularnością cieszył się włoski film "Jak dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" w reżyserii Paolo Genovese. Niedawno powstała także jego polska wersja kinowa z udziałem m.in. Mai Ostaszewskiej i Tomasza Kota. A w Studio Buffo w Warszawie możemy właśnie zobaczyć adaptację teatralną scenariusza, przygotowaną przez Marcina Hycnara i Bartosza Wierzbiętę. Coś podejrzanie lubimy bawić się perypetiami przyjaciół, którzy postanowili zaryzykować pewną grę towarzyską.

Prawdopodobnie nikt by nie chciał się znaleźć w takiej sytuacji, jak bohaterowie "Dobrze się kłamie". Oto grupa przyjaciół spotyka się na przyjęciu, podczas którego wpadają na pomysł zabawy: będą na głos odczytywać smsy i ujawniać wszystkie telefony, jakie otrzymają tego wieczoru. Oficjalnie każdy deklaruje, że nie ma nic do ukrycia, a jednak w komórkach i smartfonach chowają się najrozmaitsze sekrety ich właścicieli. I niestety wychodzą one na jaw, powodując masę perypetii, tyleż zabawnych, co dramatycznych.

"Dobrze się kłamie" to wdzięczny scenariusz również dla teatru, ponieważ towarzyszymy bohaterom w tym samym miejscu i czasie, a intryga rozkręca się z każdą minutą, łącząc na przemian chwile ciszy, wywołane konsternacją i wybuchy śmiechu. W filmie rzecz jasna kamera podąża za postaciami, wybierając ich zachowania i reakcje. Na scenie całą siódemkę osób mamy widoczną jak na patelni, nawet w momentach, gdy niektórzy usuwają się nieco w cień. Wydaje się też, że dla aktorów "Dobrze się kłamie" to świetny materiał na role, może niespecjalnie skomplikowane, ale wyraziste i pozwalające się również bawić. Tym bardziej, że autor adaptacji, Bartosz Wierzbięta, podkręcił humor dialogów.

W premierowym spektaklu w Buffo wystąpili: Anita Sokołowska i Marcin Perchuć w rolach przeżywających cichy kryzys małżeński gospodarzy, Olga Bołądź i Wojciech Zieliński jako świeżo poślubiona para, zdradzająca nomen omen włoski temperament oraz Katarzyna Kwiatkowska i Bartosz Topa – małżeństwo skrywające chyba najtrudniejsze doświadczenia. Rolę jedynego w towarzystwie singla, który mimowolnie dokona coming outu, zagrał Szymon Bobrowski. Najbardziej banalne sekrety dotyczą oczywiście zdrad, a choćby tylko podejrzeń o nie. Ale to, co się ujawni, wiele powie o relacjach między najbliższymi osobami. Warto zwrócić uwagę w tym septecie na postać Lele, graną przez Bartosza Topę, który spośród bohaterów cechuje się najbardziej sarkastycznym dowcipem. Być może dlatego, że ma sporo do ukrycia, choć ta najważniejsza tajemnica akurat dobrze o nim świadczy. A również potrafi brnąć z pokerową miną w kłamstwa, które jemu samemu szkodzą, ale chronią przyjaciela.

Przedstawienie, wyreżyserowane przez Marcina Hycnara, eksponuje może bardziej jeszcze niż film komediową, ocierającą się niemal o farsę sytuację bohaterów i ich perypetie. Ale w końcu jesteśmy w teatrze rozrywkowym, który powinien skutecznie działać. Wywołując śmiech spektakl pozwala na szczęście też się zastanowić: jak to z tymi sekretami jest? Zachowujemy je z tchórzostwa, hipokryzji, dla ukrycia własnych niemoralnych postępków? A może odrobina tajemnicy jest potrzebna, bo całkowita jawność zamieniłaby życie w piekło? Czy czasami drobne kłamstewka nie są potrzebne, bo nie pozwalają ranić bliskich?

Przed spektaklem jak zwykle w teatrze pojawia się prośba, tym razem bardziej dowcipna, o wyłączenie komórek. Nie wiem, czy po zakończeniu "Dobrze się kłamie" widzowie będą chcieli szybko je włączyć ponownie. Bo mogą się pojawić pytania: a co w nich się kryje?

Wojciech Majcherek
Onet.Kultura
10 grudnia 2019
Portrety
Marcin Hycnar

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia