Prostota, piękno i poezja

"Matsukaze" - Sasha Waltz - Teatr Wielki - Opera Narodowa w Warszawie

Norwidowa sentencja, że piękno "na to jest, by zachwycało", znakomicie koresponduje z przedstawieniem operowym "Matsukaze". Choć kulturowo Norwida i spektakl w Teatrze Wielkim w Warszawie dzielą ogromne różnice, to pod względem wrażliwości estetycznej i przywiązania do tradycji narodowych wiele łączy

Wyrastający z tradycji japońskiej, zwłaszcza z klasycznego teatru no-, z domieszką europejskiej poetyki "Matsukaze" to przykład subtelnego piękna sztuki, która zachwyca. My, Polacy, możemy pozazdrościć Japończykom, którzy rozsławiają w świecie swoje dziedzictwo kulturowe, podczas gdy funkcjonujące w Polsce teatry niszczą nasz narodowy dorobek, ośmieszając i karykaturując polską klasykę.

"Matsukaze" to jednoaktowa opera współczesnego japońskiego kompozytora Toshio Hosokawy z librettem opartym na tradycyjnej japońskiej sztuce no- autorstwa Motokiyo Zeamiego. W warstwie fabularnej jest to opowieść o dwóch siostrach: Matsukaze (Wiatr w sosnach) i Marusame (Deszcz jesienny) darzących uczuciem poetę, który wyjeżdżając, przyrzekł powrócić do ich wioski, lecz nie powrócił. Siostry w oczekiwaniu na niego umarły. Na ich grobie wyrosła sosna, a na niej wyryty jest wiersz i imiona sióstr. Udający się z pielgrzymką po kraju mnich trafia na grób i dziwną sosnę, a miejscowy rybak opowiada mu historię, która zdarzyła się tu przed kilkuset laty. Podczas snu mnichowi ukazują się duchy sióstr. Przez te wszystkie lata ich dusze błąkają się, nie zaznawszy spokoju. We śnie mnich obiecuje modlitwę za nie, aby dopomóc w zbawieniu ich dusz. W końcu spektaklu mnich budzi się ze snu. Cała akcja opery, wszystko, co dzieje się z bohaterami, jest zatem wytworem sennej jawy. Sen, w jaki zapada mnich w początkowych scenach spektaklu, zakończony przebudzeniem w finale - technicznie stanowi tu rodzaj klamry kompozycyjnej, a metaforycznie jest pewną symboliką odnoszącą zdarzenia do świata metafizycznego. 

Toshio Hosokawa, co może wydawać się trochę dziwne, zainteresowanie japońską tradycją muzyczną, w tym muzyką no-, odkrył w sobie dopiero wtedy, gdy przyjechał na studia do Europy. Jego opera "Matsukaze" harmonijnie łączy elementy kultury muzycznej Dalekiego Wschodu i Europy. W warstwie muzycznej spektaklu przewagę stanowią pojedyncze dźwięki, które niespiesznie i delikatnie przenikają się, tak jak dźwięk i cisza. Bo cisza jest tutaj także ważnym elementem składowym opery. Warstwa dźwiękowa spektaklu jest ogromnie różnorodna i ściśle związana z "językiem" natury - jeśli tak można to ująć. Szum morza, sztorm, wiatr, huragan wybrzmiewa tu jak muzyka żywiołów. A dźwięk przelewającej się wody w scenie, kiedy Matsukaze i Murasame napełniają wiadra morską wodą, jest nie do zapomnienia. Brzmi jak najczystsza muzyka.

I wreszcie kształt inscenizacyjno-choreograficzny opery autorstwa znanej choreografki niemieckiej Sashy Waltz to wizualna uczta, ściśle splatająca się z partyturą muzyczną spektaklu. Plastyczna strona, ruch, taniec (wspaniałe corps de ballet), śpiewaczki (znakomite głosy Barbary Hanningan i Charlotte Hellekant), które są zarazem tancerkami i aktorkami, perfekcja najdrobniejszego szczegółu, subtelność i poezja gestu - to niezaprzeczalne walory tej opery. 

Ten piękny i mądry spektakl stanowi żywy dowód na to, że można tworzyć sztukę prawdziwą, wolną od wulgaryzmów, dewiacji i obscen.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
17 czerwca 2011

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia