Przeczekajmy noc

"Utopia będzie zaraz" - reż: Michał Zadara - Narodowy Teatr Stary w Krakowie

Trudno nie uśmiechnąć się widząc szczegółową dekorację odtworzonego z niemal naturalistycznym zacięciem zakładu fryzjerskiego. Kostiumy powodują uczucie wskrzeszania ducha lat osiemdziesiątych, lecz romantyczny seans spirytystyczny jest ciekawym pełnym niejednoznacznych metafor dziełem.

Wygląda to na tworzenie się historii o dorastaniu. O grupce dzieciaków pełnych niepokoju, zamykanych w pokojach po godzinie 10, nie tylko przez rodziców ale i państwo. Reminiscencje w wytworzonym sanktuarium dawnych czasów – salonie fryzjerskim. Słyszymy na początku piosenkę o próbie przekazania historii grupie ludzi. Tylko jak to zrobić? Przewijające się w piosence pytanie staje się strukturą pierwszej części spektaklu. Widzimy ciągłą próbę złożenia indywidualnych doświadczeń, uczuć w całość, lecz wszystko wydaje się nie pasować, a akcja się staje tylko zbiorem epizodów. Ponieważ w młodości nie robi się nic, tylko się jest i to jest największym problemem. Jedyne realne działanie jest w marzeniach – wtedy można nawet walczyć, wskoczyć na czołg i zagrać na gitarze. Wydarzenia ważne dla historii wyświetlane są na szybie niczym nagłówki w gazetach, lecz pamięć o nich jest podszyta wydarzeniami osobistymi – pierwsza kawa, pocałunek itd. Zeitgest jest tu mieszanką energii, niemożliwości buntu i uczucia beznadziejności z powtarzanym bezsensownie „jutro będzie lepiej”.

Spektakl zatacza coraz większe kręgi wokół tych samych tematów: pragnień i niepokojów. Nie widzimy jakiejkolwiek kumulacji myśli, jedynie częste wybuchy energii, gdy łapie się cokolwiek do ręki, najlepiej gitarę i krzyczy, iż nie jest tak jak powinno być. Postacie są jedynie zindywidualizowane poprzez ubiór idealnie oddający ducha lat osiemdziesiątych. Opowieści mogą być monologiem jednej osoby lub kilkunastu. Reżyser rozdziela historie i znajduje w nich odgrywane sytuację, lecz nadal są to wydarzenia dawne, którym aktorzy udzielają twarzy na chwilę, dlatego nie dostrzeżemy ważnej w romantycznym paradygmacie jednostki wybitniej. Widzimy jedynie pokolenie kotłujące się w zamknięciu i nie potrafiące wyrazić swoich uczuć przez słowa. Przyjmują język czasów, jak gdy na przykład dziewczyna(Barbara Wysocka) walczy o pukanie do swojego pokoju mówiąc o odwadze cywilnej i wywołując tym efekt odwrotny do zamierzonego. Pokazuje się jak przez muzykę możliwe jest ukazanie uczuć i myśli generacji dorastającej w stanie wojennym. Ważne jest znalezienie piosenki będącej idealnym zobrazowaniem osoby.

Warstwa dźwiękowa jest ucieleśnieniem idei hardcore punk’u – energia zagarnia wszystko i atakuje ze sceny ścianą dźwięku. Tworzenie muzyki jest jedynym elementem spajającym grupę. Wykonywana w całości przez aktorów staje się procesem ciągłych prób, wybuchów energii, skupionych na rytmie utworów wybijanych na bębnach, koszu na śmieci, o ściany, improwizacji. Trafnym jest ukazanie zatopienia w muzyce, a szczególnie w kulturze oraz agresji wyzwalanej podczas koncertów (tzw.”pogo”).

Reżyser nie boi się pokazania nudy na scenie - fragmentaryczności codzienności, powolnej, rozproszonej kumulacji niezadowolenia w jeden silny krzyk. W przedstawieniu nic nierobienie, nie dzianie przeplata się z codziennością, głośną agresywną muzyką i duchem młodości, buntu, który gwarantuje widzom, iż dźwiękowy atak ze sceny nie będzie chwilową niedogodnością ale cyklicznym uderzeniem fal.

Wśród opowieści, instrumentów, okrzyków nie gubi się postać fryzjera (Jan Peszek). Oczekiwanie na jego słowa powodują ciekawe napięcie. Długi czas milczenia fryzjera zrekompensowany jest jednym z najciekawszych i najtrudniejszych monologów. Niezwykłym zestawieniem z niespójnym, urywanym, chropowatym językiem pierwszej części przedstawienia. „Ksiąg Narodu Polskiego” wylewają się z ust aktora, a gdy aktorzy wychodzą, scena jest demontowana. Siła wiersza i myśli Mickiewiczowskiej była jedynym, co wypędziło krzyk i bunt młodości ze sceny.

„Utopia będzie zaraz” jest niespójnym dziełem lecz nie jest to zarzut, a raczej sugestia przygotowująca do sposobu percepcji spektaklu. Wielość motywów i możliwości interpretacji pozwala na określenie przedstawienia jako mityzującego młodość twórców, ukazującego niemożliwość zaistnienia współcześnie bohatera romantycznego, metaforę przeskoku ustrojowego podobnego do ukończenia podstawówki z wiecznym żalem, iż nie powiedziało się tego co myśli i nie spaliło mostów - teraz widzi się te same twarze.

Justyna Stasiowska
Dziennik Teatralny Kraków
29 stycznia 2010

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...