Przegrany proces

"Proces" - reż: W. Kościelniak - 27. Festiwal Szkół Teatralnych

"Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., bo mimo, że nic złego nie popełnił, został pewnego ranka po prostu aresztowany." Podobnie jak w "Procesie" Franza Kafki od takich słów zaczyna się muzyczna sztuka zrealizowana na podstawie tego właśnie dzieła, prezentowana na XXVII Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi przez studentów wydziału wokalno-aktorskiego PWST z Krakowie.

Z głośników słyszymy wypowiadane zdanie rozpoczynające dzieło, a na przeźroczystej płachcie, tworzącej czwartą ścianę sceny, wyświetlane zostają wizualizacje wprowadzające w specyficzny, pełen absurdu i wąskich korytarzy świat Józefa K. I kiedy już mamy nadzieję na przeżycie wyjątkowych chwil przy dźwiękach dobrej muzyki i obcowanie z wyjątkowym tekstem okazuje się, że kafkowskiego „Procesu” w „Procesie” krakowskich studentów jest bardzo mało.

Zrealizowanie muzycznego przedstawienia jest nie lada wyczynem. Dodatkowym utrudnieniem jest przeniesienie na deski teatru utworu tak dobrze wszystkim znanego, wpisującego się do kanonów klasyki. Niestety realizatorzy wzięli na warsztat utwór, któremu kompletnie nie podołali. Młodzi aktorzy nie potrafili odtworzyć klimatu świata Józefa K. I niestety zamiast zetknięcia z dziełem sztuki, dostaliśmy tylko jego marną parodię.

Trudno też oceniać samo aktorstwo, którego w tym spektaklu za dużo dostrzec nie można. Studenci posługujący się oryginalnym tekstem - co wydawało się dużym plusem – uraczyli widzów jedynie jego suchym odczytaniem, czy wyśpiewaniem swoich kwestii. Wydawać by się mogło, że skoro to spektakl muzyczny, to właśnie na ten aspekt scenicznych poczynań postawili twórcy - niestety to również wypada blado na tle innych sztuk muzycznych prezentowanych w ramach Festiwalu. 

Bronią się tylko panie - Barbara Kurdej grająca Leni, oraz Marta Krawczyk wcielająca się w postać Żony Woźnego - zdzierają gardła pokazując siłę swojego głosu, ale niestety również nie zachwycają aktorsko. Podobnie sam Józef K. grany przez Adriana Wiśniewskiego. Ukazanie postaci, o której można mówić w kategoriach ikony, przerosło aktora. Nie udało się wejść studentowi w świadomość bohatera, ukazać jego lęków, obaw, podejrzeń, wyobcowania oraz nieumiejętności radzenia sobie z tytułowym procesem. Nie można było potraktować go jako kojarzącego się zawsze z tą postacią „everymana” - każdego z nas. W tej sztuce jawi się raczej jako amant, boski kochanek ciągle wijący się obok występujących w sztuce kobiet.

Jedyny element godny pochwały to scenografia - bardzo skromna, ale przemyślana i oddająca nastrój. Trudno bowiem na scenie w sposób dosłowny pokazać wszystkie pomieszczenia, przestrzenie, w których poruszał się Józef K. Realizatorzy postawili na minimalizm, co naprawdę się opłaciło. Kilka krzeseł, stoły, długi sznur, który ułożony na ziemi stanowił zapętlone korytarze - wszystko bardzo dobrze wpisywało się w przestrzeń teatralną. Niesamowity efekt robiły wspomniane już wyświetlane przed aktorami wizualizacje, które - dopełniając dialogi - tworzyły pewnego rodzaju narrację. Niestety nawet to nie było w stanie zrekompensować teatralnej niedoskonałości, jaką zaprezentowali krakowscy dyplomanci. W tym procesie klęskę poniósł nie tylko Józef K.

Kamila Golik
Dziennik Teatralny Łódź
22 kwietnia 2009
Teatry
PWST, Kraków

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia